Nowy podatek, nałożony na właścicieli najmocniejszych samochodów

Mawia się, że kołem zamachowym gospodarki jest budownictwo. Być może, ale to nie sprzedaż cementu, cegieł i papy, lecz samochodów, części zamiennych i paliw płynnych przynosi fiskusowi największe i jakże pożądane dochody.

Zdjęcie

W Polsce podatek mogłoby "działać" od  powiedzmy  150 KM /poboczem.pl
W Polsce podatek mogłoby "działać" od powiedzmy 150 KM
/poboczem.pl
Wydawałoby się, że niedoścignionymi mistrzami w drenowaniu kieszeni zmotoryzowanych obywateli i firm transportowych są rządy państw Unii Europejskiej i agendy UE, odpowiedzialne za wymyślanie coraz to nowych dyrektyw, norm itp. Zazwyczaj oznaczających wzrost kosztów użytkowania pojazdów mechanicznych. Okazuje się jednak, że są jeszcze lepsi. Jak donoszą media, Rosja planuje wprowadzenie nowego, specjalnego podatku, którym zostaną obciążeni właściciele aut z silnikami o mocy przekraczającej 410 KM. Już od przyszłego roku za każdego konia mechanicznego ponad ten limit będą musieli oni zapłacić 300 rubli, czyli równowartość około 30 zł. Podobnym haraczem zostaną obciążeni również motocykliści - w przypadku, gdy ich maszyny mają moc większą niż 150 KM.

Cytat

Czy nowy "solidarnościowy" motoryzacyjny podatek, jest niezbędny w Polsce? Grając na egalitarystycznych nastrojach społeczeństwa, stawiając ludzi przed wyborem: skubnąć bogatych właścicieli samochodów czy podwyższyć VAT na ubranka dla dzieci, przeforsować można wszystko.

Oby pomysł zrodzony na Kremlu nie okazał się inspirujący dla ministrów finansów w innych, nie tak bardzo odległych od Moskwy stolicach... Uzasadnienie zawsze się znajdzie. I to bardziej szlachetne niż chęć nabicia państwowej kasy dodatkowymi milionami euro, forintów, koron czy złotych. Na przykład troska o środowisko naturalne... Wiadomo przecież, że pojemność i moc silnika mają ścisły związek z wielkością emisji dwutlenku węgla.

Reklama

Oczywiście na drogach w naszej części świata supermocne bmw, mercedesy czy bugatti veyrony spotyka się raczej rzadko, ale cóż szkodzi obniżyć wspomniany limit mocy, dopasowując go do lokalnych realiów. W Polsce mogłoby to być, powiedzmy, 150 KM, czyli poziom ustanowiony w Rosji dla jednośladów.

Gdyby podatek "mocowy" wynosił na przykład 50 zł za każdy 1 KM nadwyżki, wówczas właściciel volkswagena passata 1.8 TSI 160 KM zapłaciłby co roku symboliczne 500 zł ekstrapodatku, ale już ten, kto zafundowałby sobie auto napędzane dwulitrową benzynówką 2.0 TSI 210 KM zostałby zmuszony do wysupłania kwoty nieco większej, bo 3 000 zł. Kto chciałby jeździć 407-konnym bmw X6 xDrive50i musiałby pogodzić się z dodatkowym uszczupleniem portfela o 12 850 zł. Rocznie... A co...

Absurd? Niemożliwe? Bez sensu? Kretyński pomysł? Dzisiaj tak się może wydawać, ale za rok lub dwa, gdy kryzys finansów publicznych, na razie dotykający głównie Grecję, zagrozi innym państwom, ktoś - w Brukseli, Berlinie, Paryżu czy Warszawie - może uznać, że nowy "solidarnościowy" motoryzacyjny podatek, jest wręcz niezbędny. A grając na egalitarystycznych nastrojach społeczeństw, stawiając ludzi przed wyborem: skubnąć bogatych właścicieli samochodów czy podwyższyć VAT na ubranka dla dzieci, przeforsować można wszystko.


Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Nowy podatek, nałożony na właścicieli najmocniejszych samochodów

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 82,

przeczytane przez: 123 osoby Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony