O analogii między narciarstwem, a ruchem drogowym

Zimy jakoś nie widać, ale urzędnicy już usilnie głowią się, jak zorganizować życie narciarzom. Projekt rozporządzenia przygotowany w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji (jeszcze przed przekształceniem i zmianą nazwy tego resortu) określa, ile miejsca na stoku powinno przypadać na jednego zjeżdżającego.

Zdjęcie

  Czy niechęć panująca między motocyklistami a kierowcami samochodów nie przypomina wam tej, która dzieli snowboardzistów i narciarzy? /INTERIA.PL
  Czy niechęć panująca między motocyklistami a kierowcami samochodów nie przypomina wam tej, która dzieli snowboardzistów i narciarzy?
/INTERIA.PL
I tak na trasach łatwych - 200 m kw., na średniotrudnych - 300 m kw., a na najbardziej wymagających - 400 m kw.

Wyobraźmy sobie, że podobne przepisy miałyby obowiązywać na drogach - w końcu nie mniej zatłoczonych niż nartostrady.

Reklama

Specjalne czujniki mierzyłyby zagęszczenie pojazdów na jezdni, a centrum dowodzenia na podstawie tych danych decydowałoby o wpuszczeniu (lub nie) na nadzorowane odcinki kolejnych samochodów, czekających na wjazd, tak jak narciarze ustawieni w ogonkach przy wyciągach.

Absurdalne? A dlaczego? Pomysłowość speców od regulowania ruchem nie zna żadnych granic, zwłaszcza gdy pracują oni w imię szczytnych haseł poprawy bezpieczeństwa na drogach. Niewykonalne?

Wręcz przeciwnie - to tylko kwestia sterowania sygnalizacją świetlną na skrzyżowaniach czy przy bramkach autostradowych. Niepotrzebne? A, to już inna sprawa. Rzeczywiście, obie sytuacje są trochę odmienne, bowiem zbyt duży tłok na stoku zwiększa niebezpieczeństwo groźnych narciarskich kolizji, tymczasem na zakorkowanych ulicach czy szosach łatwiej raczej o banalną stłuczkę niż wypadek z ofiarami w ludziach.

Z drugiej strony mimo wszystko między ruchem na stokach, a ruchem na drogach jest więcej podobieństw niż różnic. I tu, i tam przyczyną wielu nieszczęść jest brawura, przecenianie własnych umiejętności, niedostosowanie prędkości do warunków panujących na drodze czy stoku narciarskim (zauważmy przy tym, że kierowcę i pasażerów samochodu chronią pasy bezpieczeństwa, poduszki powietrzne, strefy kontrolowanego zgniotu itp., podczas gdy ciało narciarza, zderzającego się z przeszkodą przy prędkości, powiedzmy 60 km/godz. jest praktycznie całkowicie bezbronne).

Zdjęcie

  Tylko patrzeć, gdy na deskach pojawią się naklejki z trawestacją znanego skądinąd hasła: "Uważaj! Snowboardziści są wszędzie!"
  Tylko patrzeć, gdy na deskach pojawią się naklejki z trawestacją znanego skądinąd hasła: "Uważaj! Snowboardziści są wszędzie!"
I tu, i tam spotykamy się z brakiem kultury jazdy, cwaniactwem, często zwykłym chamstwem. Z zajeżdżaniem drogi, wymuszaniem pierwszeństwa przejazdu, bezmyślnym wyborem miejsca postoju. I tu, i tam występuje problem pijaństwa. O ile jednak nietrzeźwy kierowca musi liczyć się z utratą prawa jazdy i surową karą, to szusujący pod wpływem alkoholu narciarze czują się bezkarni. A raczej - czuli się, gdyż w niektórych centrach sportów zimowych w Alpach czy Dolomitach stoki są już patrolowane przez patrole policji wyposażone w alkomaty.

Analogii między narciarstwem, a ruchem drogowym jest tak wiele, że wspomniane rozporządzenie MSWiA przewiduje wprowadzenie na stokach oznaczeń wzorowanych wprost na znakach drogowych.

Zobacz również:

  • Zima to trudny czas dla zmotoryzowanych. Pod lodem i błotem pośniegowym nikną linie ciągłe i strzałki malowane na drogach. Mokry śnieg zakleja znaki pionowe. Czy niewidoczny z powodu złych warunków atmosferycznych znak przestaje obowiązywać? więcej

Na koniec jeszcze jedno spostrzeżenie. Czy niechęć panująca między motocyklistami a kierowcami samochodów nie przypomina wam tej, która dzieli snowboardzistów i narciarzy? Według motocyklistów użytkownicy aut to zadufani w sobie nudziarze, przekonani, że szosa powinna należeć tylko do nich. Podobne zdanie mają snowboardziści o ludziach wiernych klasycznym dwóm deskom. Samochodziarze uważają motocyklistów za największą zakałę dróg, lekkomyślnych chojraków pozbawionych instynktu samozachowawczego, za nic mających wszelkie przepisy. Czyż nie bardzo podobnie myślą narciarze o snowboardzistach?

Tylko patrzeć, gdy na deskach pojawią się naklejki z trawestacją znanego skądinąd hasła: "Uważaj! Snowboardziści są wszędzie!"

Fotosy

liczba zdjęć: 12960

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

Autor:

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: O analogii między narciarstwem, a ruchem drogowym

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 27,

przeczytane przez: 40 osób Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony