OC - kosztuje a nic nie znaczy

Nowy projekt ministerstwa zdrowia, który przewiduje obciążenie firm ubezpieczeniowych corocznym ryczałtem przeznaczonym na leczenie ofiar wypadków drogowych boleśnie odciśnie się na wszystkich kierowcach. Firmy ubezpieczeniowe straszą, że ceny ubezpieczenia OC mogą wzrosnąć nawet o 20%.

Zdjęcie

Kliknij
/poboczem.pl
Wczoraj, gdy po raz pierwszy pisaliśmy o przewidywanych zmianach, najwięcej (i słusznie) oberwało się rządzącym. Chcielibyśmy jednak przypomnieć, że na ogólne rozdrażnienie kierowców wpływa również polityka całego lobby ubezpieczeniowego. Nie trudno jest zauważyć, że stosowany w Polsce system naliczania składek ubezpieczeniowych jest, łagodnie mówiąc, prymitywny.

Zdjęcie

Kliknij
/poboczem.pl
Przypominamy, że pod uwagę brana jest jedynie pojemność skokowa silnika, pomija się natomiast zarówno moc, jak i wiek auta. Skutkuje to tym, że właściciel nowego pojazdu (będącego jeszcze na gwarancji) płaci za OC dokładnie tyle samo, co posiadacz 20-letniego golfa, którego trzyma w całości jedynie szpachla. Nietrudno zgadnąć, które z tych dwóch aut stanowi potencjalnie większe niebezpieczeństwo na drodze.

Reklama

Kierowcy uleczą służbę zdrowia

Jeżeli wśród naszych czytelników znajdują się finansowi sadomasochiści to mamy dla nich wspaniałą wiadomość. Sejm uchwalił właśnie tzw. "podatek Religi", który zakłada, że leczenie ofiar wypadków drogowych finansowane będzie z ubezpieczenia komunikacyjnego, czyli obowiązkowego OC. Co... czytaj więcej

Wygodnym dla firm jest również fakt, że obowiązkowe ubezpieczenie dotyczy konkretnego samochodu, a nie konkretnego kierowcy. Skutkuje to tym, że ludzie posiadający więcej niż jedno auto muszą płacić składki za każde z osobna, mimo że w danej chwili nie mogą przecież prowadzić obydwu samochodów... Co więcej, duża grupa osób traktuje drugi samochód w kategorii "zabawki" i nie wyprowadza go na drogi częściej, jak kilka razy do roku. Mimo to, muszą oni płacić OC za cały ten okres, chociaż ich wychuchane cacko całą zimę stoi przeważnie na kołkach w garażu, zagrażając co najwyżej posadzce.

A jednak, mimo tego że polisa OC zawierana jest zawsze na konkretny pojazd zabezpiecza ona jedynie od roszczeń w stosunku do kierującego. Okazuje się jednak, że za duży procent zdarzeń drogowych winę ponosi nie kierowca a samochód.

I właśnie tutaj zaczynają się schody... W przypadku, gdy biegły orzeknie, że ze wypadek lub inne zdarzenie drogowe winę ponosi nie kierowca lecz samochód (załóżmy np., że na potężnej dziurze jadący z przeciwka pojazd urwał koło i wjechał w nasze auto) ubezpieczyciel nie wypłaci nam odszkodowania. W myśl obecnego prawa, gdy nie ma winy kierowcy, nie ma też odpowiedzialność firmy ubezpieczeniowej.

Zdjęcie

Kliknij
/poboczem.pl
W firmie ubezpieczeniowej dowiedzieliśmy się jednak, że w takim przypadku można wystąpić o rekompensatę bezpośrednio do sprawcy wypadki. O dziwo, w tej interpretacji słowo "sprawca" nie odnosi się jednak do samochodu ale właśnie do jego kierowcy...

W praktyce nie oznacza to nic innego, jak tylko niekończące się procesy, gdyż sprawca (czyli jednak kierowca) ma prawo pozwać wszystkich, którzy mogli mieć jakikolwiek związek ze szkodą począwszy od zarządcy drogi a kończąc na sąsiedzie, którego pies, być może, przegryzł przewody hamulcowe....

Najśmieszniejsze (a w zasadzie najsmutniejsze) jest to, że poszkodowanym jest zupełnie obojętne czy sprawca wjechał w jego samochód bo był pijany czy też dlatego, że wystrzeliła mu opona...

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl
Autor:

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: OC - kosztuje a nic nie znaczy

Twój komentarz może być pierwszy

Piszesz jako Gość

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony