Oszustw ciąg dalszy. "Widziały gały, co brały" i tyle

"W komisie w woj. małopolskim oglądałem samochód marki Ford Mondeo, rocznik 2006, przebieg 90 000 km. Auto jest przedstawiane jako "pierwszy właściciel, bezwypadkowy, garażowany".

Zdjęcie

   
   
Wpisując numer jego nadwozia do wyszukiwarki, natknąłem się na aukcję z października 2010 roku, gdzie ten ford jest do nabycia w Marsylii (Francja) za jedyne 400 euro z zakazem ponownej rejestracji w kraju. Auto po wypadku, ma przebieg ponad 198 000 km. Jest to udokumentowany przykład próby oszustwa klienta, poszukującego sprawnego i pewnego samochodu, jak to sprzedający (w tym przypadku komis) zapewnia. Sądzę, że sprawa jest godna nagłośnienia. Pozdrawiam. Paweł."

Tak, nasz Czytelnik ma rację - sprawa jest warta nagłośnienia, chociaż przecież nie wyjątkowa. Przeciwnie, w powszechnej opinii wszelkiego typu manipulacje, kombinacje, przekręty stanowią nieodłączną część działalności komisów samochodowych.

Reklama

Handel używanymi pojazdami jest jedną z niewielu dziedzin, w których wciąż obowiązują praktycznie niczym nie skrępowane zasady wolnego rynku. Właściwie należałoby się z tego cieszyć, gdyby wolność nie oznaczała w tym wypadku wolnej amerykanki. Hulaj dusza, piekła nie ma. Aby sprzedawać na targu grzyby, trzeba uzyskać urzędowy atest grzyboznawcy. Dlaczego? Ano dlatego, że jedząc niesprawdzonego pochodzenia i gatunku grzyby można się zatruć, więc prawodawca w trosce o konsumentów wprowadził chroniące ich przepisy. Potrzebne, aczkolwiek mało "wolnorynkowe" i uciążliwe dla osób handlujących runem leśnym. Kupno samochodu o podejrzanej przeszłości, często byle jak skleconego z paru kawałków powypadkowego złomu, również zagraża życiu.

Dlaczego zatem tu całe ryzyko, również materialne, przerzuca się na pechowego nabywcę? Nie wymaga się, by oferowany pojazd jeszcze przed sprzedażą został atestowany, tak jak koszyk domniemanych kozaków czy borowików, przez niezależnego rzeczoznawcę? Taki certyfikat zapewne podniósłby cenę auta o kilkaset złotych, ale dawałby gwarancję, że nie kupujemy bubla; niebezpiecznego dla naszego życia, a także życia naszych bliskich i innych użytkowników dróg.

Owszem, próbę oszustwa udowodnić trudno, bowiem należy wykazać, że sprzedawca postępował świadomie. Wiedział, że sprzedaje trefny towar i rozmyślnie próbował zataić jego wady - prawne i techniczne. Zawsze przecież może się tłumaczyć, że i on padł ofiarą kombinatorów; że działał w dobrej wierze; że jest tylko pośrednikiem; że zaufał nieuczciwemu, jak się okazało, właścicielowi samochodu.

Cóż, jeżeli sam nie potrafi lub nie chce zweryfikować pochodzenia, przeszłości i stanu oferowanego pojazdu - co, jak widać po opisanym na wstępie przykładzie, bywa dziecinnie łatwe, bowiem wymaga jedynie dostępu do internetu - niech powierzy to zadanie wyspecjalizowanemu audytorowi.

Polska jest krajem, gdzie co roku sprowadza się mniej więcej trzykrotnie więcej samochodów używanych niż sprzedaje nowych. Również dlatego rynek "używek" wymaga sensownego ucywilizowania i uregulowania. Na przykład przez wprowadzenie wspomnianego obowiązkowego przedsprzedażnego audytu pojazdów z drugiej ręki. Obecnie obowiązująca zasada "widziały gały, co brały", mająca postać podpisywanej przez nabywcę klauzuli, że zna on stan techniczny kupowanego auta i nie rości z tego tytułu żadnych pretensji, jest głęboko niesprawiedliwa. A dochodzenie swoich praw w przypadku ewidentnego (zdaniem jego ofiary) oszustwa - skomplikowane, kosztowne, długotrwałe, wymagające wiele cierpliwości i samozaparcia.

Niestety, jest problem - życie pokazuje, że amatorzy używanych samochodów chcą... być oszukiwani. Wiedzą o tym ci nieliczni sprzedawcy, którzy stawiają na uczciwość, otwarcie prezentując pełną historię i autentyczny stan oferowanych pojazdów. Miesiącami czekają na klienta. Potencjalni nabywcy kręcą nosem, mówiąc, że to nie dla nich; że oni szukają auta z małym przebiegiem, bezwypadkowego. Dlatego idą do handlarzy, którzy mają na składzie auta wyłącznie z minimalnym przebiegiem, "absolutnie bezwypadkowe", "stan igła". A potem narzekają na oszustów lub nadrabiają miną, próbując przekonać siebie i otoczenie, że akurat im się udało zrobić świetny interes. Są dziećmi szczęścia i kupili superwóz w cenie dwukrotnie niższej od ceny w kraju jego pochodzenia.

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Oszustw ciąg dalszy. "Widziały gały, co brały" i tyle

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 154,

przeczytane przez: 231 osób Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony