Paranoja na A4

"Tylko nie pchaj się na Wrocław a-czwórką. Tam jakiś wypadeczek był i od godziny wszystko stoi". Taką informacją powitał mnie wczoraj po południu kanał 19, gdy tylko zasiadłem za kierownicą.

Zdjęcie

Najczęstszy widok na A4 /poboczem.pl
Najczęstszy widok na A4
/poboczem.pl
Niestety nie było to zdanie, które chciałem usłyszeć. Do przejechania miałem sporo, bo ponad 350 km. Na szczęście większość trasy wiodła jedną z dwóch stosunkowo "normalnych" polskich autostrad więc nie spodziewałem się większych utrudnień. Biorąc pod uwagę natężenie ruchu oraz to, że po tygodniu walki z grypą wejście na drugie piętro jest dla mnie jak wspinaczka na Mount Everest, by nie stać w korkach i spokojnie "dotoczyć się" swoim tempem, postanowiłem wyjechać popołudniu. Podreperowany aspirynowo-witaminowym koktajlem zasiadłem więc za kierownicą o szesnastej.

Wtedy właśnie, od kierowcy jednej z ciężarówek dowiedziałem się na CB, że na A4 w kierunku Wrocławia jest potężne "zatwardzonko". Za namową innych kierowców postanowiłem więc dostać się do stolicy Dolnego Śląska przez Świdnicę, co zmusiło mnie do nadłożenia dobrych 50 km. Straciłem na to 1,5 godziny, ale - w odróżnieniu od tych, którzy wybrali zalecany objazd przez Kostomłoty oraz pechowców na autostradzie - przynajmniej jechałem.

Reklama

Dwie aspiryny i jakieś 60 chusteczek higienicznych później udało mi się w końcu szczęśliwie dojechać do celu. Była godzina 21. Ponieważ jestem uzależniony od jedzenia i Internetu, pierwsze co zrobiłem to... sprawdziłem pocztę. W oczy rzuciła mi się pewna wiadomość, która pojawiła się w sieci tuż przed godziną 21. Był to standardowy komunikat policyjny o tym, że autostrada A4 w okolicach Kostomłotów jest już przejezdna. Brawo.

Na szczęście nie brałem udziału w wypadku, nie mogę więc mieć żadnych pretensji do służb ratunkowych. Ludzkie życie jest zawsze najważniejsze, nie podejrzewam więc, by sanitariusze nie spieszyli się z pomocą. Zastanawia mnie jedynie skuteczność ludzi odpowiedzialnych za utrzymanie ruchu na autostradzie. Przypominam, że o wypadku dowiedziałem się o godzinie 16 będąc przeszło 100 km od Wrocławia. Poinformował mnie o nim kierowca ciężarówki, który jechał autostradą w przeciwnym kierunku. Zakładając nawet, że dystans od korka do miejsca, z którego wyruszałem przejechał swoją Scanią z prędkością dźwięku, okaże się, że do wypadku doszło około godziny 15.

Wygląda więc na to, że odblokowanie kluczowej dla krajowego transportu drogi zajęło niemal sześć godzin.

Jak wszyscy wiemy, Wrocław jest jednym z miast, w którym rozgrywane będą mecze Euro 2012. Jednym z głównych atutów tej lokalizacji, poza ministrem "Grzesiem" Schetyną, była właśnie autostrada, która zapewnia "szybki i bezpieczny dojazd" zarówno od strony Ukrainy, jak i Niemiec.

Jak myślicie, kiedy trzeba by wyjechać z oddalonego o 350 km Berlina, by na czas dojechać po polskiej autostradzie na polski stadion? Dwa, a może trzy dni wcześniej?

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

Autor:

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Paranoja na A4

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 85,

przeczytane przez: 127 osób Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony