Pijaków za kierownicą wysyłać do... ubojni trzody chlewnej

Władze Tajlandii wprowadzają przepisy, zgodnie z którymi kierowcy przyłapani na jeździe po pijanemu i ci, którzy notorycznie popełniają wykroczenia drogowe, będą kierowani do pracy w szpitalnych kostnicach. Perspektywa mycia i transportowania nieboszczyków ma działać odstraszająco i przypominać im, że wskutek brawury tudzież lekkomyślności sami mogą znaleźć się w podobnej sytuacji, jak delikwenci, z którymi przyjdzie im obcować w nowym miejscu zatrudnienia.

Zdjęcie

Możliwości są dwie. Pierwsza, to natychmiastowe i bezwzględne wymierzanie kar krótkotrwałego aresztu /
Możliwości są dwie. Pierwsza, to natychmiastowe i bezwzględne wymierzanie kar krótkotrwałego aresztu
/

Tajlandia jest daleko i niewiele wiadomości stamtąd trafia do opinii publicznej w naszym kraju. Akurat ta została uznana przez redaktorów z Polskiej Agencji Prasowej za tak ważną, że umieścili ją w swoim serwisie. Powstrzymam się jednak od krytyki, bowiem pomysł wyłuszczony przez cytowanego w depeszy PAP pułkownika tajskiej policji Kriangdeja Jantarawonga jest bliski mojemu myśleniu o problemie pijaństwa na drogach.

Próbujemy walczyć z tą plagą różnymi sposobami. Od uświadamiających kampanii społecznych w mediach i na ulicznych billboardach, przez pokazy wstrząsających filmów o skutkach wypadków drogowych spowodowanych przez ludzi jeżdżących na podwójnym gazie, aż po zaostrzanie kar. Niestety, niewiele to daje.

Reklama

Co roku policja zatrzymuje dziesiątki tysięcy nietrzeźwych kierowców. Zmotoryzowani miłośnicy napojów wyskokowych nie boją się utraty prawa jazdy, bo wielu z nich albo w ogóle nie ma tego dokumentu, albo uważa, że odebranie formalnych uprawnień nie jest żadną przeszkodą w codziennym użytkowaniu pojazdu mechanicznego.

Karę pozbawienia wolności z reguły orzeka się w zawieszeniu, więc traktują ją jako nieistotną dolegliwość i złośliwość ze strony państwa. Nie brakuje też wiecznych optymistów, którzy liczą na swoją szczęśliwą gwiazdę i wierzą, że nigdy nie zostaną przyłapani na jeździe po pijaku, a jeżeli nawet, to zdołają się bez trudu wykaraskać z kłopotów.

Są pewnie w końcu i osobnicy całkowicie bezrefleksyjni, którzy po prostu nie zastanawiają się nad swoim postępowaniem i jego ewentualnymi konsekwencjami.

Optymiści i bezmózgowcy to przypadki prawdopodobnie beznadziejne, ale cała reszta? Jak wpłynąć na ich zachowanie?

Możliwości są dwie. Pierwsza, to natychmiastowe i bezwzględne wymierzanie kar krótkotrwałego aresztu. Zamiast dwóch lat w zawieszeniu, dwa tygodnie, ale niezwłocznie i bez jakichkolwiek możliwości wymigania się od odsiadki -  zasłaniania się świadectwami lekarskimi o zdrowotnych przeciwwskazaniach do przebywania w pomieszczeniach zamkniętych, powoływania się na obowiązki jedynego żywiciela rodziny itp.

Policyjny alkomat wykazał obecność w twoim organizmie ponad, powiedzmy, 0,7 promila alkoholu (nie 0,5, aby uniknąć dyskusji i nieporozumień)? Jedziesz na badanie krwi, a po potwierdzeniu wstępnych wyników do izby wytrzeźwień, a stamtąd od razu za kratki. I nie do jakiegoś "półsanatorium", gdzie spotkasz podobnie sobie nieszczęśników, ale do normalnego zakładu karnego, między prawdziwych przestępców, najlepiej takich z bogatym doświadczeniem penitencjarnym.

Stawka - do ustalenia. Na przykład tydzień garowania dla tych, którzy mieszczą się w przedziale 0,5 - 1,0 promila i dodatkowe dwa tygodnie za każde 0,1 promila ponad ten limit. Do tego koniecznie grzywna, pozwalająca pokryć koszty całej procedury.

Bezwzględne więzienie za parę głębszych to kara niehumanitarna? Być może, ale jakże skuteczna. Dla normalnego człowieka już sama myśl o pobycie w takim miejscu i takim towarzystwie, choćby nawet nie trwał on długo, musi być przeżyciem głęboko traumatycznym i działać odstraszająco. A pomyślmy tylko o kłopotach w pracy i wstydzie przed rodziną.

- Gdzie byłeś? Na urlopie? To dlaczego jesteś taki nieopalony?

- No wiesz... Ten tego...

A jeżeli nie areszt, to właśnie praca. Wizja krzątaniny w tajskiej kostnicy z pewnością działa na wyobraźnię, ale można wskazać parę innych, może nie tak ekstremalnych, ale również ciekawych zajęć: w zlewni ścieków z szambowozów, w ubojni trzody chlewnej itp.

W Polsce instytucje bardzo niechętnie zatrudniają skazanych, tłumacząc się tym, że trudno znaleźć dla nich sensowną robotę. Ale kto powiedział, że musi być sensowna? Niech jednego dnia kopią rowy, a następnego je zasypują. I tak w koło Macieju...

Jeżeli praca ma być zadośćuczynieniem za popełnione złe czyny, powinna być uciążliwa. A jeżeli jest do tego bezcelowa - doskwiera podwójnie.

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

Autor:

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Pijaków za kierownicą wysyłać do... ubojni trzody chlewnej

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 36,

przeczytane przez: 1608 osób Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony