Pijani za kierownicą. Walczmy ze złem i głupotą, ale nie histeryzujmy

Rządowe pomysły na walkę z pijanymi kierowcami pobudzają wyobraźnię Polaków, są tematem rozmów podczas spotkań towarzyskich, nawiasem mówiąc często zakrapianych, inspirują do snucia najróżniejszych fantastycznych wizji.

Zdjęcie

Polska to duży kraj, wśród milionów jego obywateli zawsze znajdą się ludzie z rozmysłem lekceważący najostrzejsze nawet prawa, pozbawieni instynktu samozachowawczego i choćby odrobiny oleju  w głowach /Fot. Wojciech Traczyk /East News
Polska to duży kraj, wśród milionów jego obywateli zawsze znajdą się ludzie z rozmysłem lekceważący najostrzejsze nawet prawa, pozbawieni instynktu samozachowawczego i choćby odrobiny oleju w głowach
/Fot. Wojciech Traczyk /East News

 Oczywiście najgoręcej komentowany jest planowany nakaz wożenia ze sobą w samochodzie alkotesterów. Jeden z z gości podczas imieninowo-noworocznej biesiady, w której mieliśmy okazję niedawno uczestniczyć, wywiódł swoją koncepcję od podobieństwa słów "bankomat"i "alkomat".

- W bankomacie wkładasz kartę płatniczą i dostajesz pieniądze. W alkomacie kierowca po włożeniu do czytnika prawa jazdy powinien zatem otrzymać flaszkę - mówił, wznosząc zdrowie solenizanta.

Reklama

Jego karkołomne, ale od strony lingwistyczno-logicznej nie pozbawione sensu rozumowanie spotkało się z entuzjastycznym przyjęciem współbiesiadników. Jeden z gości odstawiając kieliszek już całkiem serio wyznał, że jakiś czas temu zaopatrzył się w alkomat, zupełnie dobrowolnie, korzysta z niego i niejednokrotnie zdążył się przekonać, że naprawdę warto to czynić.

- Kiedyś po imprezie przespałem się kilka godzin i obudziłem zupełnie rześki. Na wszelki wypadek dmuchnąłem jednak w alkomat i okazało się, że mam w wydychanym powietrzu jeszcze ponad promil alkoholu! Aż strach pomyśleć, co mogłoby się stać, gdybym w takim stanie wsiadł za kierownicę - opowiadał.

Jego zdaniem, aby posiadanie prywatnego miernika trzeźwości miało jednak sens, winno to być urządzenie niezłej klasy, takie za kilkaset złotych, a ponadto należałoby trzymać je w domu, nie w aucie. Obowiązek wyposażania samochodów w tanie alkotestery niczego w mentalności zmotoryzowanych i codziennej praktyce nie zmieni. Co najwyżej nabije kasę dostawcom takich gadżetów.

Może zatem rząd, zamiast wprowadzać nowe, kontrowersyjne przepisy, powinien dogadać się z bankami i skłonić je do zaoferowania nieoprocentowanych celowych kredytów dla właścicieli pojazdów, z przeznaczeniem na zakup wiarygodnych alkomatów? Na dopłaty do takich pożyczek można by przeznaczyć grzywny ściągane od kierowców  przyłapanych na prowadzeniu aut (motocykli, rowerów) pod wpływem alkoholu? Nie, to byłoby zapewne zbyt skomplikowane w realizacji, a jednocześnie za mało medialne. Odpada...

Zdjęcie

Unikajmy nieprzemyślanych działań pod publiczkę /Fot. Wojtek Laski /East News
Unikajmy nieprzemyślanych działań pod publiczkę
/Fot. Wojtek Laski /East News

Przy okazji uczestnicy coraz żywszej dyskusji wspominali inne głośne akcje polityków. Przypomnieli spektakularną likwidację sklepów z dopalaczami oraz słowa premiera, który po serii przypadków molestowania dzieci zapowiadał przed kamerami telewizji chemiczne kastrowanie pedofili. Wyrazili pesymistyczne przekonanie, że i tym razem para pójdzie przede wszystkim w gwizdek i konferencje prasowe...

Alkomaty obowiązkowe? To oferta dla jakichś  idiotów. Zgadzasz się z tą opinią?

Pewnego razu żona I sekretarza KC PZPR wyszła w sobotnie południe na zakupy do osiedlowego sklepiku. Po powrocie do domu poskarżyła się mężowi, że nie udało się jej już kupić o tej godzinie chleba. Za kilka dni w nadzwyczajnym trybie zebrało się kierownictwo partii i uchwaliło wytyczne do pilnego... czytaj więcej

Po wypiciu zdrowia gospodyni biesiadnicy zaczęli zastanawiać się, co by było, gdyby sprawca jakiegoś tragicznego, bulwersującego opinię publiczną wypadku drogowego przyznał się, że zanim wsiadł do samochodu nawąchał się kleju, pasty do butów czy wypił butelkę poprawiającego nastrój syropu na kaszel. Pewnie od razu zostałyby uruchomione najróżniejsze państwowe inspekcje, w teren ruszyłyby masowe kontrole i w całym kraju owe groźne produkty zostałyby wycofane ze sprzedaży.

A gdyby tak pewnego dnia jakiś dwunastolatek rajdując po mieście autem tatusia potrącił na przejściu kilku pieszych? Czy wtedy minister oświaty nakazałby przeprowadzenie we wszystkich szkołach pogadanek uświadamiających a minister spraw wewnętrznych wydał rozporządzenie, surowo nakazujące przechowywanie kluczyków do samochodów w kasach pancernych z szyfrowanymi zamkami?

 

Polska to duży kraj, wśród milionów jego obywateli zawsze znajdą się ludzie z rozmysłem lekceważący najostrzejsze nawet prawa, pozbawieni instynktu samozachowawczego i choćby odrobiny oleju  w głowach. Walczmy zatem ze złem i głupotą, ale nie histeryzujmy. I unikajmy nieprzemyślanych działań pod publiczkę.

Po takiej konkluzji uczestnicy przyjęcia wznieśli toast za pomyślność w nowym roku i... Otóż uspokajamy: nikt nie wsiadł za kierownicę. Wszyscy skorzystali z taksówek lub uprzejmości w pełni trzeźwych żon i znajomych.          

           

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Pijani za kierownicą. Walczmy ze złem i głupotą, ale nie histeryzujmy

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 186,

przeczytane przez: 279 osób Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony