Pijcie piwo, by żyło się lepiej

Chociaż za kolejkami, pustymi półkami i kartkami na paliwo nikt raczej nie tęskni, wciąż z łezką w oku wspominamy czasy, gdy z naszych fabryk wyjeżdżały polskie fiaty, polonezy, nysy, żuki, jelcze czy stary. Chociaż wsparta na glinianych nogach, nasza motoryzacja była jednak wówczas kolosem.

Zdjęcie

Pijmy piwo!  
/AFP
Czy Polska ma jeszcze szansę na powrót stać się samochodową potęgą? Raczej nie, chociaż, prawdę mówiąc z ekonomicznego punktu widzenia, zupełnie nie mamy na co narzekać. Zlokalizowane w naszym kraju fabryki zachodnich marek, mimo kryzysu pracują pełną parą, a zatrudnieni w nich pracownicy nie mogą narzekać na brak pieniędzy.

Śledząc najnowsze samochodowe trendy, zwłaszcza te z dziedziny ochrony środowiska naturalnego, w naszych głowach zrodził się jednak chytry plan, jak przywrócić Polsce status motoryzacyjnej potęgi! Otóż wystarczy, że każdy obywatel, rzecz jasna dla dobra ojczyzny, wypijać będzie codziennie puszkę piwa.

Reklama

Jak zapewne wiecie, by zredukować szkodliwe substancje emitowane przez silniki Diesla, naukowcy chwytają się najróżniejszych sposobów. Jednym z nowszych rozwiązań jest technologia SRC, czyli selektywna redukcja katalityczna. Pozwala ona spełnić obowiązujące normy dzięki rozkładowi szkodliwych tlenków azotu NOx na azot i wodę.

Mechanizm działania jest stosunkowo prosty. W ciężarówkach montuje się specjalne zbiorniki na płyn, który następnie wtryskiwany jest bezpośrednio do katalizatora spalin, gdzie rozkłada tlenki azotu. Ponieważ zużywa się on stosunkowo szybko, trzeba go uzupełniać, podobnie jak olej napędowy. Litr roztworu kosztuje mniej więcej złotówkę. To dużo, biorąc pod uwagę, że głównym składnikiem płynu jest substancja, której prywatną fabrykę każdy z nas nosi przy sobie. Fundamentalną rolę w procesie rozkładu tlenków azotu pełni bowiem mocznik!

Oczywiście, twierdzenie, że ciężarówki jeżdżą na zwykłe "siuśki" byłoby nadużyciem. Preparat tankowany do zbiorników jest bezwonny i wzbogacony o różne metale, zwłaszcza ciężkie.

Skoro jednak polski student chemii już po pierwszym roku potrafi wyprodukować najczystszą na świecie amfetaminę i odbarwić olej opałowy, można śmiało założyć, że pozbycie się z moczu odoru uryny kosztowałoby budżet państwa nie więcej, jak pięć tysięcy złotych. Mniej więcej tyle potrzeba by "fundnąć" naszemu chemikowi roczne posiłki w McDonald's i darmowy karnet na komunikację miejską.

Zdjęcie

Pijmy piwo!  
/AFP
A teraz policzmy. Gdyby co trzeci obywatel wypijał dziennie puszkę piwa, każdego wieczora wytwarzalibyśmy 5 milionów litrów mocznika. Tygodniowo daje to jakieś 35 milionów litrów! Co więcej, produkcja szłaby pełną parą również w niedziele i święta, ba w te dni, trzeba by nawet zwiększać moce przerobowe!

A teraz najlepsze. Każdego tygodnia produkowalibyśmy 140 milionów litrów wysokiej klasy przyjaznego środowisku produktu. Odliczając pośredników - czyli mafię siuśkową - można założyć, że z każdego litra do budżetu trafiałoby 50 groszy. Miesięcznie wzbogacilibyśmy się więc o 75 mln złotych!

Wniosek jest więc prosty. Przy odrobinie wyobraźni nawet żółte siuśki szybko zamienić się mogą w żyłę złota. Wystarczy jedynie wsłuchać się w utyskiwania ekologów. Kochani - pijcie piwo! "By w Polsce żyło się lepiej!".

PR

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Pijcie piwo, by żyło się lepiej

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 120,

przeczytane przez: 180 osób Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony