Polacy. Ludzie o podwójnej osobowości

Dr Jekyll i Mr Hyde... Znacie tę historię? To bohaterowie noweli Roberta Louisa Stevensona o cenionym lekarzu (Mr. Jekyll), który po wypiciu wynalezionego przez siebie eliksiru przekształca się w ucieleśnienie zła i pod postacią Mr. Hyde'a grasuje po londyńskich ulicach, m.in. mordując staruszka.

Również w świecie zmotoryzowanych Polaków nie brakuje ludzi o podwójnej osobowości, przy czym "eliksirem" powodującym przemianę osobowości, z reguły w kierunku odwrotnym niż w przypomnianej wyżej opowieści, jest przekroczenie granicy naszego kraju.

Kierowcy, którzy szaleją po polskich drogach, za nic mają przepisy ruchu drogowego i zasady kultury obowiązujące na jezdni, za granicą w zadziwiający sposób pokornieją, pilnie przestrzegają limitów prędkości, zakazów wyprzedzania i nawet przez głowę im nie przejdzie, by zaparkować w niedozwolonym miejscu. Wypisz, wymaluj - Mr Hyde i Dr Jekyll.

Reklama

Takie zachowania tłumaczy się obawą przed mandatami, tam porażająco słonymi, u nas rzekomo śmiesznie niskimi. Jednak strach przed uderzeniem po portfelu nie może być jedynym powodem owej cudownej przemiany rodzimych kierowców, tym bardziej, że jak wykazują analizy, różnice w wysokości mandatów, przynajmniej w przypadku niektórych krajów i rodzajów wykroczeń, wcale nie są tak ogromne, jak się nam wmawia. Ponadto w Polsce dochodzi dodatkowa, dla wielu szczególnie dotkliwa sankcja w postaci punktów karnych.

Nie chodzi tu zatem jedynie o kasę. Równie ważną rolę odgrywa stres.

Starsze pokolenie zmotoryzowanych Polaków pamięta czasy, gdy na wczasy nad Morze Czarne do bratniej Bułgarii czy Rumunii jeździło się skrótem przez kawałek Ukrainy, będącej wówczas częścią Związku Radzieckiego.

- Granicę przekraczało się na przejściu w Medyce, co samo w sobie było dużym przeżyciem ze względu na zachowanie celników i wopistów [WOP - Wojska Ochrony Pogranicza, odpowiednik dzisiejszej Straży Granicznej - przyp. red.]. Zresztą zarówno ukraińskich, jak i polskich - wspomina jeden ze znajomych. - Na pokonanie liczącej około 250 kilometrów długości trasy mieliśmy 24 godziny. Nigdzie nie wolno było zbaczać, czego pilnowały zainstalowane na wszystkich skrzyżowaniach posterunki tzw. GAI-u, czyli sowieckiej drogówki. Jechaliśmy powoli i ostrożnie, mając oczy dookoła głowy, ale i tak prawie nigdy nie udało się  uniknąć problemów. Pamiętam jak kiedyś wyprzedziła mnie nieoznakowana Łada z dwoma umundurowanymi milicjantami w środku. Machnęli lizakiem. Zatrzymałem się i usłyszałem, że... dwadzieścia kilometrów przekroczyłem ciągłą linię na szosie. A zatem - sztraf, czyli kara. Trudno, płacę... O nie, nie... Aby zapłacić, muszę wrócić  do mijanego wcześniej miasteczka i zgłosić się na tamtejszą komendę. Kłopot w tym, że kasa jest czynna tylko do 15, a teram mamy 16. Musiałbym więc zaczekać do jutra, ale wtedy przekroczę czas przeznaczony na tranzyt, za co zapłacę jeszcze wyższą karę. Czy jest jakieś inne wyjście? Oczywiście było...  Ale co się nadenerwowałem, szkoda gadać...

Czasy się zmieniły, lecz nadal nie brakuje krajów ze skorumpowaną policją, czyhającą na zagranicznych kierowców. Spotkanie z takim patrolem to nic przyjemnego. Jednak może jeszcze większe obawy wiążą się z wyjazdami do państw, słynących z niewzruszonej, pryncypialnej postawy stróżów prawa. Z takimi na pewno niczego nie załatwisz. Żadnych kompromisów, tłumaczeń, że nie zauważyłem, zamyśliłem się, a poza tym wiadomo - jadę na urlop, dzieci marudzą, żona zagaduje...

Powodów do stresu jest wiele. Nie mamy gotówki w lokalnej walucie i funkcjonariusz drogówki wysyła nas do bankomatu. Nie znamy miejscowych przepisów, które w niuansach mogą różnić się od tych, które obowiązują w Polsce. No i nie rozumiemy, co mówi do nas policjant. Tu przypomina się anegdotka za czasów PRL...

Przy radiowozie Milicji Obywatelskiej zatrzymuje się samochód z zagraniczną rejestracją. Kierowca zadaje załodze pytanie po angielsku. Milicjanci wzruszają ramionami - nie rozumieją. Pyta po niemiecku - to samo. Po francusku - ani be ani me. Po włosku - ni dudu. Zrezygnowany wsiada do auta i odjeżdża. Po chwili jeden z funkcjonariuszy mówi do kolegi:

- Wiesz, myślę, że powinni nas jednak uczyć języków obcych...

- A po co? - dziwi się drugi z mundurowych. - Widziałeś? Ten facet znał cztery, a i tak się nie dogadał!

Minęło wiele lat, ale jakoś podejrzewamy, że przywołany wyżej dowcip nie stracił na aktualności. Nie tylko zresztą w Polsce...       


Czytaj także: "Popełniasz wykroczenie za granicą? Teraz już nie unikniesz mandatu!"

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Polacy. Ludzie o podwójnej osobowości

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 37,

przeczytane przez: 55 osób Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony