Polak to scepticus strachus

Dla niego szklanka jest zawsze od połowy pusta. Teraźniejszość postrzega w odcieniach szarości, ale za to przyszłość - w głębokiej czerni.

Zdjęcie

  Jej życie toczy się od obawy do obawy i od rozterki do rozterki
  Jej życie toczy się od obawy do obawy i od rozterki do rozterki
Pozostaje wiernym wyznawcą jednego z praw Murphy'ego: "Jeżeli coś się może sp...ć, to się na pewno sp...y". Jego życie toczy się od obawy do obawy i od rozterki do rozterki. Ktoś ukuł dla takich ludzi specjalną nazwę, dobrze oddającą ich charakter, myślenie i zachowanie: Scepticus strachus.

Planującym kupić samochód Scepticusem strachusem targają wątpliwości: nowy czy używany? I tak źle, i tak niedobrze. Nówka? Tylko kretyn będzie pakował tyle forsy w blachę. Wystarczy przecież, że wyjedziesz za bramę autosalonu i twój wóz od razu jest o parę albo i paręnaście tysięcy mniej warty. Poza tym współcześnie produkowane pojazdy są o wiele gorszej jakości niż te dawniejsze. Taki merc, na ten przykład... Porównajcie obecną C-klasę ze starą "beczką". Szmelc i badziewie, każdy taksówkarz wam to powie. Co? Że nie kupuję merca? No co z tego?

Reklama

Zresztą kupno używanego samochodu to jak skok na główkę do basenu bez sprawdzenia, czy jest w nim woda. Świat roi się od kanciarzy, którzy tylko patrzą, żeby cię wysuszyć z kasy. Lakier błyszczy, a pod spodem rdza i szpachla. Jak masz pecha, to kupisz dwa w jednym, czyli składaka z dwóch połówek po rozbitkach. Licznik przekręcony, papiery sfałszowane. Dramat.

Przed dokonaniem ostatecznego wyboru Scepticus strachus studiuje wnikliwie czasopisma i portale motoryzacyjne, śledzi wpisy na forach internetowych i doniesienia o ogłaszanych przez producentów akcjach serwisowych, wczytuje się w opinie użytkowników aut i analizy awaryjności poszczególnych modeli. Niepotrzebnie, bo i tak później będzie żałował podjętej decyzji. Gdyby poczekał jeszcze trzy miesiące, trafiłby na wyprzedaż (to w przypadku kupna nowego samochodu). Szwagier ze strony zięcia trafił na taki sam wóz, ale po niemieckim emerycie, "absolutnie bezwypadkowy", po prostu "stan lalka" (to wtedy, gdy w grę wchodzi pojazd używany).

Scepticus strachus lubi się wszechstronnie ubezpieczyć. Czuje się wówczas ociupinkę bezpieczniej. Sęk w tym, że nie ufa firmom ubezpieczeniowym, które chętnie inkasują horrendalne składki, ale gdy przyjdzie co do czego, to zrobią wszystko, by nie wypłacić ci odszkodowania. Chytrusy i naciągacze. Jedna banda.

W końcu auto jest ubezpieczone, alarm, blokady skrzyni biegów, pedałów i kierownicy oraz tajemny wyłącznik zapłonu zamontowane, zatem można ruszać w drogę. Niestety, Scepticus strachus nie odczuwa żadnej przyjemności z prowadzenia samochodu. Boleśnie odczuwa najmniejszą nierówność jezdni. Naczytał się komunikatów o wypadkach, więc w każdej nadjeżdżającej z przeciwka ciężarówce widzi potencjalnego sprawcę zderzenia czołowego. Jest przekonany, że w każdej dziupli każdego przydrożnego drzewa czai się sprytnie ukryty mandatonośny fotoradar. Nie wierzy też, że zdecydowana większość regularnych skrzynek na fotoradary to wydmuszki, zwyczajne atrapy i strachy na Lachy.

- Błysnęło!

- Coś ty, to tylko odblask słońca...

- A ja ci mówię, że właśnie błysnęło!

Od masztu z pojemnikiem na fotoradar bardziej przeraża tylko widok policyjnego radiowozu. Właśnie z powodu obaw przed policją Scepticus strachus niechętnie wyjeżdża autem za granicę. Boi się tamtejszej drogówki, która nie zajmuje się niczym innym, jak tylko polowaniem na Bogu ducha winnych kierowców z Polski. Nie mało naczytał się o tym na forach w sieci.

Zdjęcie

  Kupno używanego samochodu to jak skok na główkę do basenu bez sprawdzenia, czy jest w nim woda
  Kupno używanego samochodu to jak skok na główkę do basenu bez sprawdzenia, czy jest w nim woda
W samochodowym radiu Scepticus strachus szuka informacji o kolejnych tragicznych wypadkach i ostrzeżeń przed gołoledzią. Włącza je jednak niechętnie. Woli wsłuchiwać się w odgłosy silnika. Może dzięki temu zdąży w porę uniknąć zerwania paska rozrządu. Taki zerwany pasek to przecież grób-mogiła. I gdzie potem oddać auto do naprawy? Autoryzowane stacje to zdziercy, a cała reszta - partacze i brudasy.

Scepticus strachus lubi komentować głośno zachowania innych użytkowników dróg. Czyni to najgłośniej i najdosadniej, jeśli na imieninach szwagra (ze strony zięcia) wypije parę głębszych i musi oddać kierownicę żonie. No bo czy baba może nauczyć się dobrze prowadzić samochód? Nie może. Jeżeli połowicy zdarzy się pojechać gdzieś samodzielnie, co pięć minut telefonuje do niej z pełnym niepokoju pytaniem: "Już dojechałaś?" Oczywiście dzwoni w trosce o kobietę. Przynajmniej oficjalnie...

Ulubionym przyrządem pokładowym Scepticusa strachusa jest komputer, a konkretnie wskazania chwilowego zużyciu paliwa. Scepticus strachus czerpie z tych informacji dziwną, masochistyczną satysfakcję.

"- Wiesz, że nasz wóz pali na setkę trzydzieści litrów?!

- Ejże, to niemożliwe, kiedy?!

- Gdy przyspieszam..."

Zużycie paliwa to jedna z największych trosk Scepticusa strachusa, bo ceny benzyny nieustannie rosną. On wie, że za litr bezołowiowej "95" będziemy wkrótce płacić 6 zł, to pewne jak amen w pacierzu.

Najgorsze jest to, że problemy Scepticusa strachusa nie kończą się bynajmniej z chwilą sprzedaży samochodu. Jest on przecież święcie przekonany, że pozbył się auta zdecydowanie za tanio, właściwie oddał za pół darmo.

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

Autor:

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Polak to scepticus strachus

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 39,

przeczytane przez: 58 osób Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony