Policja, czyli państwo w państwie?

Policjanci drogówki nie cieszą się zbytnią sympatią wśród kierowców. W większości przypadków do ich pracy nie można mieć jednak zastrzeżeń. Gdyby kierowcy nie dopuszczali się przewinień, nie byliby przecież karani mandatami...

Zdjęcie

Obsada tej policyjnegj Vectry najwyraźniej kłamie w żywe oczy /
Obsada tej policyjnegj Vectry najwyraźniej kłamie w żywe oczy
/

Złości kierujących nie można się jednak dziwić, gdy na ich oczach, mundurowi dopuszczają się przewinień, za które szeregowy obywatel poniósłby dotkliwą karę finansową. Dużo tego typu sytuacji uchodzi policjantom płazem - większość świadków nie wierzy, by zgłoszenie wykroczenia dyżurnemu przyniosło jakikolwiek skutek. Niestety, wiele wskazuje na to, że mają rację. Oto list, jaki trafił niedawno do naszej redakcji...

Przeczytajcie sami:

Reklama

28.04.2015 pokonywałem trasę Warszawa - Przemyśl - Warszawa. Na wysokości Puław natknąłem się na bandycko jadącą Vectrę o numerze rejestracyjnym LPU 28471. Wyprzedzanie na trzeciego, na podwójnej ciągłej, na pasach - komplet, by odebrać prawo jazdy kierowcy na długi czas. Droga E372, na odcinku od Wólki Nowodworskiej do miejscowości Parafianka, była dla kierowcy Vectry tylko przypadkowo drogą; w swojej wyobraźnie poruszał się on zapewne na po jakimś torze wyścigowym. Miałem już ponad 500 km trasy za sobą, więc niespecjalnie chciało mi się cokolwiek robić, postanowiłem nie zwracać uwagi na bandytę w Vectrze i zatrzymać się na posiłek, na najbliższym parkingu. Okazało się, że osoby podróżujące wspomnianym Oplem Vectrą miały podobny plan. Zjechaliśmy na parking, zaparkowałem obok Vectry. Ku mojemu zaskoczeniu z samochodu wysiadło dwóch policjantów - było to nieoznakowany radiowóz drogówki wyposażony w wideorejestrator.

Wysiadając, zwróciłem uwagę, że to zwyczajnie wstyd, by policja tak prowadziła pojazd, stwarzając zagrożenie w ruchu drogowym. Usłyszałem w zamian: "Coś się nie podoba? to pisz skargę". Kulturę kontaktu z obywatelem zostawiam ocenie zwierzchników. Jestem pewien, że szanujący swój mundur policjant nie odezwałby się w taki sposób, bo - zwyczajnie - nie wypada.

Policjanci weszli na posiłek do baru, a ja (około godz. 17:40) zadzwoniłem na numer 112 i poprosiłem o przyjazd oficera kontrolnego. Miał być za moment. Zamówiłem posiłek i spokojnie usiadłem obok policjantów jedzących swój obiad. Po 15 minutach policjanci dostali telefon i odjechali. Zadzwoniłem więc ponownie na 112, z intencją przekazania, że to są żarty, a nie załatwienie sprawy. W tym momencie wjechał na parking oficer kontrolny, służbowym pojazdem. Nie przedstawił się, ale nie jest to mój zarzut - jego interwencję początkowo odbierałem pozytywnie. Błąd.

Przywitał się i zapytał, gdzie znajduje się Vectra. Odparłem, że odjechała przed chwilą. Pan zadzwonił do oficera dyżurnego i po 3-4 minutach Vectra wróciła na parking przy barze. Panowie z Opla byli mocno poruszeni, że "jakim prawem?", "nic nie muszą" i "o co chodzi?". Naczelnik zapytał mnie o miejsce wykroczenia i czy chcę składać skargę. Zapytałem "ale jak, skoro nagranie jest w Waszym samochodzie, a swojego nie mam?".

Naczelnik stwierdził jednak, że pojazd policji nagrywa non-stop, więc możemy je odtworzyć. Wsiedliśmy do pojazdu. Kierowca-sprawca-bandyta coś tam burczał pod moim adresem, więc powtórzyłem, że to zwyczajny wstyd dla munduru tak bandyckie zachowanie policji na drodze. Jeśli Opel Vectra nagrywa także z wnętrza pojazdu, nagranie to powinno mieć wpływ na najbliższe losy zawodowe patrolu z Vectry. Obejrzeliśmy zapis z ostatnich 10 km. Wstydliwa to była sytuacja dla obu policjantów z Vectry, nie przeciągałem tego i zapytałem, czy nadal jestem potrzebny. Naczelnik ponownie zapytał, czy chcę złożyć skargę wobec oczywistych wykroczeń kierowcy nieoznakowanej Vectry. Odparłem, że nie, że materiał jest przecież jednoznaczny a on, jako zwierzchnik, będzie wiedział, co robić dalej. Uścisk dłoni, pożegnanie, odjechałem z przekonaniem, że Policja potrafi się samodzielnie oczyszczać z bandytów. Niestety, myliłem się. Policja nadal nie zasługuje na zaufanie a policjanci z Puław kryją bandytów w swoich szeregach.

Dziś, z 29 kwietnia, zadzwonił do mnie pewien dziennikarz. Okazało się, że zadzwonił na Policję, by potwierdzić moją historię. Tam poinformowano go, że uznano, iż policjanci jednak łamali przepisy, ale w sposób uzasadniony! Dlaczego?

Jak dowiedziałem się z relacji dziennikarza (i nie mam powodu, by mu nie wierzyć) policja w Puławach uznała, że funkcjonariusze prowadzili działania, mające na celu pościg za podejrzanym o popełnienie wykroczenia sprawcą, jednak w trakcie pościgu - UWAGA - odstąpili od jego kontynuowania. Dziwnym trafem, zapewne przypadkiem, zaraz po tym zjechali na obiad, kończąc w ten groteskowy sposób swój równie groteskowy "pościg".

Stoi to w sprzeczności z tym, czego byłem świadkiem obserwując zachowanie Vectry na drodze i ujmę to wprost - jeśli tak zeznali policjanci, to zasadne i pilne jest zweryfikowanie ich dalszej przydatności do pełnienia służby! Niezależnie od stwarzania niebezpieczeństwa w ruchu drogowym, jeśli mają tak daleko idące zaburzenia postrzegania rzeczywistości, to prewencyjnie należałoby ich - minimum - urlopować, a następnie skierować do innej, mniej stresującej służby. Dla dobra mnie oraz innych uczestników ruchu drogowego!

W związku z oświadczeniem Policji wobec dziennikarza nasuwa się masa trudnych pytań: czyżby pościgi za sprawcą wykroczenia policja prowadziła teraz bez użycia świateł błyskowych i bez sygnału dźwiękowego? I czy policjanci zgłosili komukolwiek, że podjęli "pościg" a potem go "odpuścili"?

Podsumowując - w taki właśnie sposób drobna historia wykroczeniowa, mogąca zakończyć się mandatem dla sprawcy wykroczeń, zyska chyba nowy wątek. Bo czy przypadkiem nie był to "pościg za kotletem"? I po co nam policja, która kłamie?

Od redakcji:

Każdy obywatel, który jest świadkiem nagannego - w jego ocenie - działania patrolu policji może zadzwonić na numer alarmowy i zażądać przyjazdu na miejsce oficera kontrolnego. Trzeba jednak zdawać sobie sprawę z "zawodowej solidarności" mundurowych, więc najlepiej dokumentować (chociażby zdjęciami lub filmem nagranym telefonem komórkowym) nieprzepisowe zachowanie. Często, już w rozmowie telefonicznej, dyżurny może starać się "zastraszyć" zgłaszającego, sugerując, że może on dostać mandat za nieuzasadnione wezwanie policji. Tego typu sugestie również zgłosić można oficerowi kontrolnemu...

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Policja, czyli państwo w państwie?

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 11,

przeczytane przez: 555 osób Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony