Policja drogowa, czyli zero elastyczności, zero ludzkich odruchów

Jednym ze słów - kluczy, dobrze opisujących rzeczywistość, w której przyszło nam żyć, jest "elastyczność". Pracodawcy oczekują elastyczności w zatrudnianiu. To znaczy prawa, które pozwoli im zwalniać pracowników w dowolnym momencie, bez żadnych ceregieli. I przyjmować z powrotem wedle potrzeb. Pracownicy chcieliby elastycznych godzin pracy. Rynek elastycznie dopasowuje się do zachcianek klienteli. Politycy wykazują nadzwyczajną elastyczność swoich poglądów, zmieniając je zgodnie z aktualną koniunkturą.

Zdjęcie

Policjanci rzadko pozwalają na jakiekolwiek negocjacje podczas kontroli drogowej /Piotr Jędzura /Reporter
Policjanci rzadko pozwalają na jakiekolwiek negocjacje podczas kontroli drogowej
/Piotr Jędzura /Reporter

Wszyscy są lub starają się być maksymalnie elastyczni. Na tle wszechobecnej elastyczności razi sztywność polityki mandatowej. Szczególnie jaskrawo jest to widoczne w telewizyjnych programach typu "Uwaga, pirat na drodze", gdzie policjanci z marsowymi minami informują delikwentów, błagających, by popuścić im co nieco z mandatu czy punktów karnych, że choćby chcieli, to nie mogą, bo obowiązuje ich taryfikator. Należałoby właściwie powiedzieć: Jego Wysokość Taryfikator.

Sądom przyznano prawo do swobodnej oceny dowodów i ferowania wyroków z uwzględnieniem nadzwyczajnych okoliczności łagodzących. Drogówka takiej możliwości nie ma. Tkwi w ciasnych ramach widełek, określających wysokość kary za konkretne wykroczenia. Możesz się bracie tłumaczyć, że spieszysz się do chorej żony; że naprawdę nie zauważyłeś terenu zabudowanego, którego wczoraj jeszcze wcale tu nie było; że szef za spóźnienie wyleje cię z roboty, a w domu płacze z głodu gromada dzieci. Nic z tego. Nie uwierzą ci, a jeżeli nawet, to i tak zasłonią się nadrzędnością taryfikatora. Zero elastyczności, zero ludzkich odruchów. Kompletnie zaginęła gdzieś mająca niepodważalny walor edukacyjny instytucja pouczenia. Przewiniłeś - płacz i płać. Czy o taką Polskę walczyliśmy?

Reklama

Kiedyś już proponowaliśmy, idąc za sugestią jednego z czytelników, wprowadzenie do relacji policja - kierowcy pewnego elementu hazardu. Sprawca wykroczenia miałby do wyboru: przyjąć mandat lub zgodzić się, że w przypadku przyłapania w określonym czasie na identycznym występku poniesie znacznie surowsze konsekwencje. Zostałyby one na przykład potrojone. I pod względem finansowym, i punktowym. Dałoby to szansę na całkowicie bezbolesne załatwienie sprawy osobom rzadko naruszającym przepisy ruchu drogowego. Ci, którym zdarza się to częściej, musieliby sami ocenić, czy gra jest warta ryzyka.

Cytat

Pojawiła się informacje, że policyjne radiowozy zostaną wyposażone w terminale, umożliwiające dokonanie płatności kartami kredytowymi. Niestety, wkrótce uściślono, że wspomniana innowacja została wprowadzona z myślą o kierowcach zagranicznych

Powyższy pomysł był zapewne zbyt nowatorski, więc nie doczekał się realizacji lub choćby poważnej dyskusji. Skoro tak, to można by chociaż oczekiwać uelastycznienia form zapłaty mandatów. Ostatnio wydawało się, że coś w tym obszarze drgnęło. Pojawiła się mianowicie informacje, że policyjne radiowozy zostaną wyposażone w terminale, umożliwiające dokonanie płatności kartami kredytowymi. Niestety, wkrótce uściślono, że wspomniana innowacja została wprowadzona z myślą o kierowcach zagranicznych. Przy okazji wyszło na jaw, że funkcjonariusze polskiej drogówki są znacznie uprzejmiejsi od swoich kolegów w innych krajach. Tamci po zatrzymaniu obcego kierowcy zabierają mu dokumenty i w sytuacji, gdy nie ma on przy sobie wystarczającej ilości gotówki, każą jechać  do banku lub bankomatu. Nasi eskortują sprawcę wykroczenia aż do miejsca, gdzie może on zaopatrzyć się w żywy pieniądz. Niekiedy kilkadziesiąt kilometrów, co oczywiście trwa i kosztuje.

Rodzimi piraci drogowi nadal będą zatem skazani na mandaty kredytowe. I tu rodzi się kolejna koncepcja uelastycznienia systemu, do której inspiracją stały się regulaminy przedsiębiorstw komunikacji miejskiej. Otóż niektórzy publiczni przewoźnicy stosują zasadę: kto wcześniej płaci, ten mniej płaci. Wprowadzili rabaty zależne od czasu, który upływa między przyłapaniem na jeździe bez biletu tramwajem czy autobusem, a chwilą uiszczenia tzw. opłaty podwyższonej. Im jest on krótszy, tym kwota do zapłaty mniejsza. Cóż, skoro i to rozwiązanie w przypadku mandatów za wykroczenia drogowe jest ze względów prawnych ponoć trudne do wdrożenia. Poza tym zniechęcają do niego doświadczenia zagraniczne.

W 2013 roku rabaty na mandaty wprowadzono we Włoszech. Prawo do 30-procentowej ulgi przysługuje tam kierowcom, którzy zapłacą karę w ciągu 5 dni od jej nałożenia. Co z tego, skoro z tego przywileju korzystają  niemal wyłącznie ci, którzy i bez nadzwyczajnych zachęt sumiennie uiszczali wszelkie grzywny. Kombinatorzy, notorycznie unikający płacenia mandatów, nadal ich nie  płacą. Czy w Polsce byłoby inaczej? 

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Policja drogowa, czyli zero elastyczności, zero ludzkich odruchów

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 214,

przeczytane przez: 18 414 osoby Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony