Polska elektromobilność, czyli nowy kabaret

Po ogłoszeniu wyników pierwszego etapu konkursu na koncepcję polskiego samochodu elektrycznego na jego organizatorów spłynęła fala bezkompromisowej krytyki. Kpi się z samej idei wspomnianego przedsięwzięcia, a jeszcze bardziej z poziomu zakwalifikowanych do kolejnej fazy prac. Moim zdaniem zupełnie niesłusznie. Szydercy popełniają bowiem jeden, zasadniczy błąd: nie rozumieją, że uczestniczą w wydarzeniu o charakterze rozrywkowym.

Zdjęcie

Oto jedna z nadesłanych prac konkursowych na polski samochód elektryczny. Już po wstępnej selekcji /
Oto jedna z nadesłanych prac konkursowych na polski samochód elektryczny. Już po wstępnej selekcji
/
Auta elektryczne, a polski węgiel, czyli jeden wielki absurd

Jadąc wczoraj z pracy do domu usłyszałem, że rząd chce walczyć ze zjawiskiem smogu. Spiker informował, że jednym z pomysłów są planowane zmiany w podatkach (akcyza - przyp. red.) mające promować samochody elektryczne.* czytaj więcej

Zabawę zainicjował wicepremier Mateusz Morawiecki, który w czerwcu  ubiegłego roku ogłosił Program Rozwoju Elektromobilności. Dlaczego podejrzewam, ba, jestem tego niemal pewny, że był to żart? Otóż jego pomysłodawca, bądź co bądź kompetentny ekonomista, w przeszłości szef dużego banku, a obecnie jedna z najważniejszych osób w państwie, musiał wiedzieć, że plan, by już za kilka lat, w roku 2025, jeździł po kraju milion samochodów elektrycznych, i to rodzimej produkcji, jest kompletnie nierealny. Co ważne, wykazał się estradowym profesjonalizmem, ponieważ, niczym rasowy kabareciarz, prezentował tę myśl pozornie absolutnie serio, pamiętając, że aby wkrętka była skuteczna, wkręcający powinien zachowywać kamienną twarz.

Dla spotęgowania dowcipu skłonił narodowe koncerny energetyczne do założenia spółki o dumnej, aczkolwiek obcobrzmiącej nazwie ElectroMobility Poland. Ta, gdyby była tworem działającym serio, od razu zagłębiłaby się w formułowanie skomplikowanych studiów wykonalności, analizowanie rynku, pisanie biznesplanów, bilansowanie potencjalnych efektów i nakładów,  optymalizowanie źródeł zaopatrzenia w energię gigantycznej floty elektrycznych pojazdów itp. Tymczasem zamiast wdawać się w tego typu nudziarstwa - ogłosiła wspomniany na wstępie konkurs. Przy okazji puściła oko do publiczności, powołując jury według pozbawionych poczucia humoru poszukiwaczy dziwaczne i nieprofesjonalne. Dziennikarze, kierowcy rajdowi (jeden z nich nie wiedział, że znalazł się w tym gronie), aktorzy, celebryci. No i co z tego? Przecież się wygłupiamy.

Reklama

Krytycy zarzucają nadesłanym na konkurs pracom, że w rzeczywistości nie można ich nazwać projektami. Są to na ogół odręczne rysunki, szkice, niekiedy wyglądające jak dzieła przedszkolaków lub uczniów szkoły podstawowej (nadesłane prace, po wstępnej selekcji, zobaczycie TUTAJ).

Otóż warto zauważyć, że w komunikatach na ten temat ElectroMobility Poland dość konsekwentnie unika słowa "projekt". Pisze za to o koncepcjach, zgłoszeniach, wizualizacjach, o konkursie "na karoserię", "na samochód przyszłości". Prawdę mówiąc obawiałem się, że jest to przejaw psującej zabawę nadmiernej ostrożności. Na szczęście w innym miejscu znalazłem informację, że jurorzy, oceniając poddane ich osądowi prace, brali pod uwagę: wartość artystyczną projektu (ech, a jednak projektu...), produkowalność  - możliwość zbudowania i produkcji, ergonomię, efektywność energetyczną, innowacyjność i bezpieczeństwo. No to pojechali po bandzie... Jak bowiem można oszacować ergonomię albo efektywność energetyczną pojazdu na podstawie paru kresek? 

List otwarty do wicepremiera, ministra finansów i rozwoju Mateusza Morawieckiego

Szanowny Panie Premierze, Jako gorący patriota z wielkim zainteresowaniem i sympatią obserwuję Pańskie działania, zmierzające do odbudowy gospodarki narodowej, systematycznie, brutalnie i rozmyślnie niszczonej po roku 1989, a zwłaszcza w ciągu ośmiu lat poprzednich rządów. Wyprzedaż... czytaj więcej

A informacja, iż "wysoki poziom merytoryczny projektów spowodował, że Jury konkursu będzie miało z czego wybierać"? A zapowiedź, że w oparciu o rzeczone szkice zostaną zbudowane jeżdżące prototypy? Takiego natężenia abstrakcyjnego, wręcz surrealistycznego dowcipu nie wytrzymał nawet prezes ElectroMobility Poland i, zapewne pękając ze śmiechu, zrezygnował ze swojego stanowiska.

Szkoda, że w atmosferę powszechnego fanu wczuło się tak niewielu rodaków. Mimo atrakcyjnej dla przeciętnego przedszkolaka i ucznia nagrody finansowej, wynoszącej 50 tys. zł, na konkurs wpłynęło jedynie 86 prac, z czego 66 "spełniło wymogi formalne" i będzie dalej branych pod uwagę. Czy naprawdę nikomu nie chciało poświęcić się parunastu minut i naszkicować, jeśli nie dla pieniędzy to dla hecy, samochód, który - he, he, he - zelektryfikuje Polskę?

Ktoś zapyta, dlaczego Mateusz Morawiecki, ryzykując swoim autorytetem politycznym i zawodowym, zdecydował się na skecz pt. Milion Polskich Samochodów Elektrycznych na Polskich Drogach? Cóż, prawdopodobnie chciał ocieplić wizerunek rządu. Jest on często postrzegany jako zbiorowisko ponuraków. Inicjatywa wicepremiera pokazuje, że są tam ludzie z naprawdę dużym poczuciem humoru, a kadry rządowego działu rozrywki nie ograniczają się do ministrów Waszczykowskiego i Szyszki.  

Więcej tekstów tego autora znajdziesz po kliknięciu w jego avatar.

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

Autor:

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Polska elektromobilność, czyli nowy kabaret

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 75,

przeczytane przez: 4316 osób Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony