​Polska. Kraj rasistów, antysemitów i gnębicieli rowerzystów

Wypił piwo, a może pół. Zgłodniał, więc zjadł kebaba, popijanego piwem, jednym, a może dwoma. Wsiadł na rower i pojechał. Wtedy go złapali, "rower mu zabrali"...

Zdjęcie

Karanie zatrzymanych za jazdę pod wpływem alkoholu rowerzystów utratą tego dokumentu budzi poważne wątpliwości /Włodzimierz Wasyluk /Reporter
Karanie zatrzymanych za jazdę pod wpływem alkoholu rowerzystów utratą tego dokumentu budzi poważne wątpliwości
/Włodzimierz Wasyluk /Reporter
Nie, nie było, jak w sławnej piosence Andrzeja Rosiewicza. Znacznie gorzej. Rower zostawili, ale zabrali jego samego. Do celi, gdzie spędził kilka godzin, w wielkiej niepewności co do swoich przyszłych losów. Przecież w świetle polskiego prawa popełnił przestępstwo - alkomat wykazał w wydychanym przez niego powietrzu obecność 0,6 promila alkoholu. A to już przestępstwo, zagrożone karą pozbawienia wolności. Wyrok zapadł jednak umiarkowanie surowy: 2 000 zł grzywny i dwuletni zakaz jazdy na rowerze. Ot, wydarzenie jak setki innych. Właściwie niegodne wzmianki, gdyby nie jedna okoliczność. Jego bohaterem nie był jakiś tam Staszek, Franek czy Romek, z twarzy i nazwiska "podobny do nikogo", lecz Bert van der Linden, holenderski dziennikarz, który przyjechał do Krakowa w ślad za reprezentacją "Pomarańczowych" na Euro 2012. Dzięki jego relacjom w zachodnich mediach, Polska będzie postrzegana już nie tylko jako kraj rasistów i antysemitów, lecz również gnębicieli rowerzystów. Nie wiadomo, co gorsze...

Cytat

Karanie zatrzymanych za jazdę pod wpływem alkoholu rowerzystów utratą tego dokumentu budzi poważne wątpliwości.

Przy okazji wspomnianego wyżej incydentu ponownie rozgorzała dyskusja na temat nietrzeźwych lub znajdujących się "w stanie wskazującym na spożycie" cyklistów. Czy powinni być karani tak samo, jak pijani kierowcy samochodów?

Reklama

Poseł Ruchu Palikota Łukasz Gibała, który poświęcił na swoim blogu sporo miejsca opisowi przygody nieszczęsnego Holendra, zapowiedział, że jego ugrupowanie pracuje nad zmianami prawnymi, które, jak to się ładnie określa, zdepenalizują jazdę na rowerze pod wpływem alkoholu. Nie brakuje komentarzy osób oburzonych postępowaniem policji i wymiaru sprawiedliwości, które tak niegościnnie potraktowały przybysza z kraju, gdzie rower jest zdecydowanie najpopularniejszym środkiem lokomocji? Rzeczywiście, po ulicach holenderskich miast jeżdżą tysiące rowerzystów, którzy mają tam status świętych krów. Gdy przechodzisz przez przejście dla pieszych, przecinające jezdnię i ścieżkę rowerową, możesz mieć pewność, że samochody zatrzymają się, by cię przepuścić. Rowerzyści pedałują, nie zwracając uwagi na przechodniów. Uznają, że zawsze i wszędzie przysługuje im pierwszeństwo przejazdu. Takie obyczaje...

Czy jednak kierunek wskazany przez posła Gibałę i wspomnianych komentatorów jest słuszny? Owszem, można się zastanawiać, czy nie należałoby podnieść dozwolonego limitu zawartości alkoholu w organizmach rowerzystów. Nie traktować tych, którzy po 2-3 piwach dosiadają napędzanych siłą mięśni jednośladów jak przestępców - zakuwać ich w kajdanki, wsadzać do aresztu, stawiać przed sądem... Z drugiej strony trudno się zgodzić z opinią, że nietrzeźwi cykliści powinni być traktowani bardziej wyrozumiale niż nietrzeźwi kierowcy samochodów, ponieważ stwarzają mniejsze zagrożenie. Tak może twierdzić tylko ten, kto nigdy nie doznał grozy sytuacji, gdy przed maskę jego auta skręca nagle zamroczony nadmiernym spożyciem wyskokowych trunków i jadący zygzakiem rowerzysta. A takich delikwentów w Polsce wciąż nie brakuje, zwłaszcza na terenach wiejskich.

Każdy, bez jakichkolwiek wyjątków, uczestnik ruchu drogowego powinien przestrzegać przepisy regulującego ten ruch prawa i odpowiadać za ich łamanie. Kierowca samochodu i traktorzysta, motocyklista i łyżworolkarz, rowerzysta i pieszy, matka pchająca wózek z dzieckiem i niepełnosprawny w wózku inwalidzkim, kierowca obwożącego turystów w zabytkowym mieście elektrycznego meleksa i złomiarz, transportujący plon swojej pracy dwukołową rikszą.

Nie zaznaczono żadnej odpowiedzi !

Czy rowerzyści "pod wpływem" powinni być karani tak samo jak kierowcy?

  • 42%
  • 58%
głosów: 2886

Bert van der Linden i tak miał zresztą szczęście. Zachował swoje prawo jazdy. Karanie zatrzymanych za jazdę pod wpływem alkoholu rowerzystów utratą tego dokumentu budzi poważne wątpliwości. "To trochę tak, jakby osoba nieprawidłowo przechodząca przez jezdnię dostawała zakaz pływania kajakiem" - pisze jeden z internautów. Może nie jest to porównanie w stu procentach trafne, ale oddaje sedno sprawy. Prawodawca najwyraźniej założył, że ktoś, kto po pijanemu jeździ rowerem, może również po pijanemu wsiąść za kierownicę samochodu. Trzeba mu to zatem uniemożliwić, profilaktycznie zabierając prawo jazdy. Idąc tym tokiem rozumowania,    zatrzymani za jazdę w pijanym widzie rowerem operatorzy wózków widłowych,  piloci samolotów, chirurdzy powinni tracić uprawnienia do wykonywania swoich zawodów, które też przecież wymagają zachowywania nieskazitelnej trzeźwości. Absurd.

Rok nie wyrok, dwa lata jak dla brata. Zwłaszcza, że chodzi o dwa lata zakazu jazdy rowerem w Polsce. Nie ma się czym przejmować, panie van der Linden. Tym bardziej, że do naszego pięknego kraju i tak się pan pewnie w przewidywalnej przyszłości nie wybiera. A jeżeli nawet, to raczej nie tknie pan roweru. Bo chyba nie piwa...


Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

Autor:

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: ​Polska. Kraj rasistów, antysemitów i gnębicieli rowerzystów

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 212,

przeczytane przez: 318 osób Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony