Polska to kraj cudów. W używanym aucie z każdym kilometrem ubywa z licznika 100 km przebiegu

​ Polska to kraj cudów. W PRL ludzie więcej wydawali niż zarabiali. Sklepy świeciły pustkami, ale nikt nie głodował i miał co na siebie włożyć. Stoły, zwłaszcza te świąteczne, uginały się od niedostępnego w handlu jadła. W latach 80. kartkowy przydział paliwa pozwalał na uzyskanie rocznego przebiegu samochodu w granicach 5-6 tysięcy kilometrów, a mimo to ludzie jeździli, gdzie chcieli i jak często chcieli.

Zdjęcie

W internecie bez trudu można znaleźć ogłoszenia firm oferujących "korektę" licznika. Ceny wahają się od 50 do nawet 800 zł (nowe auta premium) /
W internecie bez trudu można znaleźć ogłoszenia firm oferujących "korektę" licznika. Ceny wahają się od 50 do nawet 800 zł (nowe auta premium)
/

Cytat

Szacuje się, że w tym roku zostanie sprowadzonych do Polski nawet około miliona używanych aut. Niewykluczone, że kupią je ludzie leczący się cudownymi specyfikami, piorący w cudownych płynach i proszkach, kupujący dwutygodniowe luksusowe wczasy all inclusive nad ciepłym morzem w cenie przelotu tanimi liniami lotniczymi

Przeciętny Polak zarabiał miesięcznie równowartość 30-35 dolarów, co oznaczało, że na zakup nowego fiata 126p po rynkowej cenie musiał przeznaczyć swoje pensje z trzech lat, a mimo to ze sprzedażą takich aut na giełdzie nie było żadnych problemów. Czy potraficie wyobrazić sobie, że dzisiaj podobnej klasy wehikuł kosztuje 100 tys. zł? I schodzi jak ciepłe bułki w piekarni?

Czasy się zmieniły, ale cudów nadal doświadczamy. Jak inaczej bowiem niż cudem da się wytłumaczyć fakt, że importowany używany samochód kosztuje w Polsce mniej niż w miejscu, z którego został sprowadzony? Ten sam model, rocznik i przebieg. Dla zdeklarowanych racjonalistów owo zadziwiające zjawisko jest być może dowodem na zakrzywianie się czasoprzestrzeni, które powoduje, że pojazdowi z każdym kilometrem w drodze do autokomisu nad Wisłą ubywa z licznika 100 km przebiegu, znikają też wszelkie oznaki świadczące o przebytych kolizjach i wypadkach. Niepoprawni fantaści wierzą być może w altruizm ludzi handlujących używanymi autami, którzy z miłości do bliźniego wspaniałomyślnie dokładają z własnej kieszeni do każdego wystawianego na sprzedaż samochodu. Jednak i oni w głębi duszy dobrze wiedzą o co w tym wszystkim chodzi. A jeżeli nie wiedzą, to od czasu do czasu ktoś im to uświadamia.

Reklama

​Tak - jestem handlarzem. Jestem krętaczem i jestem oszustem

Strasznie wku*#*a mnie wycieranie sobie mordy samochodowymi handlarzami. W Internecie leje się fala hejtu - jaracie się wszyscy wyzywając nas od złodziei, krętaczy i oszustów. Jakbyście sami byli lepsi! czytaj więcej

W tej sytuacji rodzi się oczywiście pytanie, kto w takim razie daje się nabierać na te wszystkie triki, stosowane przez sprzedawców? Na pewno nie czytelnicy branżowej prasy, która regularnie ostrzega swoich czytelników przed oszustami, radzi jak nie dać się nabrać i nie utopić pieniędzy w "vw passacie 1.9 TDI, stan igła, nie bity, nie wymaga wkładu finansowego". Do grupy łatwowiernych nie należą również widzowie kanałów telewizyjnych, specjalizujących się w tematyce motoryzacyjnej ani osoby, zaglądające regularnie do internetowych motoserwisów. Świadczą o tym bardzo trzeźwe, świadczące o znajomości rzeczy, komentarze po opublikowaniu przez nas listu, którego autor, podpisujący się jako "Handlarz Wojtek", szczerze przedstawia zasady rządzące jego branżą.               

Naszą szczególną uwagę zwrócił wpis niejako podsumowujący całą dyskusję.

"Konia z rzędem temu, kto pokaże mi uczciwego choć jednego handlarza. Mechanicy też w 95% mają cygaństwo we krwi. Salony samochodowe też nie są do końca wiarygodne - wciskają kity na temat niskiego spalania, po czym jedziesz na jazdę próbną i zamiast palić średnio 5, spalasz 9. Prawie cała branża samochodowa jest niewiarygodna" - stwierdza "Tyle w temacie".

Czy ma rację? I czy rzeczywiście "branża samochodowa" jest tu jakimś wyjątkiem?

Oczywiście jawne, ordynarne oszustwa powinny być piętnowane i tępione, ale przecież cała gospodarka rynkowa jest w dużej mierze krainą ułudy, w której sprzedaje się obietnice i miraże. Spójrzmy choćby na reklamy dziesiątków parafarmaceutyków i suplementów diety, których zażycie rzekomo spowoduje, że błyskawicznie pozbędziemy się wszelkich dolegliwości, staniemy się zdrowi i jurni. A katalogi biur podróży pełne specjalnie podrasowanych, przepięknych zdjęć kurortów, w których za psie pieniądze spędzimy wakacje życia? A proszki do prania natychmiast usuwające najgorsze plamy? A zapewniające nadzwyczajne wrażenie telewizory, naszpikowane  kosmicznymi technologiami o skomplikowanie i jakże mądrze w uszach laika brzmiących nazwach? Branża samochodowa po prostu wpisuje się w ten trend.

Szacuje się, że w tym roku zostanie sprowadzonych do Polski nawet około miliona używanych aut. Podaż wynika z popytu, zapewne większość z tych pojazdów znajdzie zatem nabywców. Niewykluczone, że kupią je ludzie leczący się cudownymi specyfikami, piorący w cudownych płynach i proszkach, kupujący dwutygodniowe luksusowe wczasy all inclusive nad ciepłym morzem w cenie przelotu tanimi liniami lotniczymi. Świat jest pełen obietnic. A że często są one bez pokrycia...      

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Polska to kraj cudów. W używanym aucie z każdym kilometrem ubywa z licznika 100 km przebiegu

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 313,

przeczytane przez: 12 099 osób Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony