"Polska w budowie". Prawda czy fałsz?

W ciągu kilku dni przejechaliśmy samochodem Polskę wzdłuż, wszerz i na ukos. Z południa na północ, z północnego-wschodu na południowy-zachód, z zachodu na wschód i znowu na zachód. Łącznie grubo ponad dwa tysiące kilometrów. Okazało się, że lansowane przed wyborami parlamentarnymi hasło "Polska w budowie" wcale nie jest pozbawione podstaw.

Zdjęcie

  Polska w budowie... /PAP
  Polska w budowie...
/PAP
Buduje się rzeczywiście dużo. Dlaczego zatem tak nas ten budowlany boom denerwuje? Z kilku powodów...

Pierwszy wypływa wprost z ludzkiej natury. Remontując mieszkanie powinniśmy cieszyć się wizją pięknie odnowionego wnętrza. Zamiast tego wkurzamy się związanym z remontem bałaganem. Jesteśmy spięci i wiecznie zestresowani, zastanawiając się "i po co nam to było...".

Reklama

Podobnie zachowują się zmotoryzowani, dla których od świetlanej przyszłości ważniejsza jest doskwierająca teraźniejszość. Na Zachodzie, na przykład w masowej odwiedzanej przez Polaków Austrii, potrafią rozładować złe emocje użytkowników dróg. Na remontowanych odcinkach ustawia się wielkie tablice z napisami "Wir bauen für Sie" ("Budujemy dla Was") oraz informacjami o zakresie robót i terminie ich zakończenia. Nastroje są łagodzone również przez zabawne emotikony.

Przy wjeździe na remontowany fragment szosy wita nas wizerunek czerwonego ze złości człowieczka z wykrzywionymi ustami i napis, powiedzmy, "noch 8 kilometer" ("jeszcze 8 kilometrów"). Później, z upływem kilometrów, "buźka" stopniowo łagodnieje aż wreszcie staje się cała rozpromieniona i dziękuje kierowcom za cierpliwość.

Dlaczego nie można podobnych sposobów kojenia nerwów zastosować u nas? Na pewno złościlibyśmy się trochę mniej.

Zobacz również:

  • Podobno najtrudniej być prorokiem we własnym kraju, ale nam się jednak udaje! Kilka miesięcy temu napisaliśmy, że Ministerstwo Infrastruktury, godząc zwolenników nawierzchni asfaltowych i betonowych, postanowiło budować autostrady z gliny. więcej

To jednak nie jedyny powód niechęci do "Polski w budowie". Równie dolegliwe jest ślimacze tempo modernizacji dróg. Przejawiające się w nieustannym przesuwaniu terminów ukończenia robót, ogłaszaniu coraz to nowych rządowych programów budowy autostrad, oznaczających przecież fiasko poprzednich, ale także w codziennej obserwacji. Patrząc na to, co dzieje się na placach budowy dróg, trudno byłoby powiedzieć, że "praca wre". Przeciwnie.

Normalnym obrazkiem jest widok zamarłych w bezruchu maszyn i wałęsających się bez celu lub opartych o łopaty robotników. Jeden leniwie grzebie kilofem w jakiejś dziurze, pięciu stoi, patrzy i pali papierosy. Zupełnie jak w epoce socjalizmu. A podobno czasy się zmieniły. Ludzie boją się bezrobocia, zmieniły się technologie i organizacja pracy, gonią napięte harmonogramy, straszą wielomilionowe kary umowne. Niestety, w tzw. powszednim oglądzie tego nie widać...

Dobry humor zmotoryzowanym psują również obawy przed kiepską jakością nowo budowanych dróg. O fuszerkach donoszą media, widać je także w wielu miejscach gołym okiem. Pękający asfalt, koleiny, wystające (lub odwrotnie - zapadłe) studzienki kanalizacyjne... Skutkuje to zamykaniem i ponownym naprawianiem świeżo wyremontowanych jezdni. Zmarnowany czas, zmarnowane pieniądze. I jak tu się cieszyć.

Zobacz również:

Kto wie jednak, czy najbardziej nie irytuje to, że owszem, buduje się w Polsce dużo, ale po kawałku. Tu jakiś fragmencik, tam odcineczek, gdzie indziej niteczka obwodnicy... Wjeżdżasz na gładką, nowoczesną szosę, ale gdy właśnie zaczynasz rozkoszować się jazdą w prawdziwie europejskich, cywilizowanych warunkach i już otwierasz usta, by pochwalić rząd i jego speców od infrastruktury, gdy gładkość i nowoczesność kończą się, a wraca zgrzebna, dobrze znana od lat drogowa rzeczywistość. Zamiast radości - irytacja, zamiast satysfakcji - rozczarowanie.

Czy nie byłoby lepiej skoncentrować wysiłek i zbudować najpierw w całości jedną z planowanych autostrad czy ekspresówek, tak od początku do końca, ze wszystkimi udogodnieniami i dopiero po zakończeniu tej inwestycji zabierać się za następną?

Jasne, nie wzbudziłoby to z pewnością entuzjazmu mieszkańców i włodarzy terenów, czekających na swą kolej do pieniędzy i mocy przerobowych, ale efekt propagandowy byłby murowany. Tak właśnie postępowano za panowania Edwarda Gierka. Budowano wówczas mniej, gorzej i wolniej niż teraz, ale i tak wszyscy pamiętają, że to w tamtych czasach zbudowano drogę szybkiego ruchu z Katowic do Warszawy, do dzisiaj zwaną gierkówką.

Żaden z premierów III RP na takie wyróżnienie sobie nie zasłużył. Nie mamy cimoszewiczówki, millerówki, kaczyńskówki ani tuskówki. A wystarczyło, zamiast rozgrzebywać tysiące placów budów od Bałtyku po Tatry i od Odry po Bug, zrobić choćby tak oczekiwaną i potrzebną nową "zakopiankę". Taki wyczyn na zawsze zapisałby inicjatora w nowożytnej historii Polski i zaskarbił mu wdzięczność tysięcy kierowców tkwiących dzisiaj na wspomnianej drodze w korkach.

Minister infrastruktury Cezary Grabarczyk podczas uroczystości oddania do użytku 62-kilometrowego odcinka autostrady A 1 powiedział, że "to jest sztafeta - ktoś przygotowuje, ktoś buduje, ktoś otwiera...". Niestety, w opinii zmotoryzowanych, może nieco krzywdzącej, jest to sztafeta nieudolności, ślamazarności i bylejakości.

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: "Polska w budowie". Prawda czy fałsz?

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 142,

przeczytane przez: 213 osoby Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony