Polski przemysł motoryzacyjny? Bzdura. Swoje mamy tylko pierogi

Z fabryki Fiata w Tychach mają zwolnić 1450 osób? I bardzo dobrze, może wreszcie ludzie przejrzą na oczy i zobaczą, że król jest nagi.

Zdjęcie

Syrena 110 /Jacek Jurecki /INTERIA.PL
Syrena 110
/Jacek Jurecki /INTERIA.PL

Od lat rządzący przekonują nas, że polski przemysł motoryzacyjny to europejska potęga, sztandarowa gałąź  gospodarki narodowej. Kompletna bzdura. Coś takiego jak "polski przemysł motoryzacyjny" przecież nie istnieje. Został już dawno zlikwidowany. Nie należę do entuzjastów teorii spiskowych, ale w tym wypadku naprawdę zaczynam podejrzewać, że nie stało się to wyłącznie przez fatalny zbieg niesprzyjających okoliczności, bezinteresowną głupotę, nieudolność i krótkowzroczność władzy.

Cytat

Co się stało ze sławną polską myślą techniczną? Przez lata słyszeliśmy, że nasi znakomici inżynierowie tworzą równie znakomite projekty, które jednak ze względu na niewydolność socjalistycznej gospodarki trafiają do szuflad

Tak czy inaczej dzisiaj możemy co najwyżej mówić o zlokalizowanych w Polsce fabrykach, będących własnością zagranicznych koncernów, pracujących na ich zamówienie i im głównie, ze względu na długotrwałe ulgi podatkowe, przynoszących zyski. Do tego nastawionych niemal wyłącznie na eksport. Są zlecenia - jest produkcja i praca, nie ma - ludzie idą na bruk. Proste.

Reklama

W obcych rękach są nie tylko fabryki samochodów, ale też silników i różnego rodzaju osprzętu. Obcy kapitał, obcy nadzór, cudze technologie. Polska tylko siła robocza. Ba, trudno nawet pochwalić się, że coś jest "made in Poland", bo takie informacje dzisiaj się skrzętnie ukrywa. Klient nie powinien wiedzieć, skąd pochodzi auto, które kupuje, nie mówiąc o elementach, z którego jest ono zbudowane. Po co go straszyć Chinami, Indiami, Bangladeszem, Turcją, Rumunią czy Polską?

Staliśmy się chałupnikami, wykonującymi usługi na rzecz bogatszych i bardziej rozwiniętych. Co potrafimy sami zrobić, na własny rachunek i własną chwałę? Tapicerkę foteli samochodowych. Jedyną bardziej znaną i naprawdę polską firmą z branży motoryzacyjnej, która przychodzi mi na myśl, jest właśnie producent foteli, Inter Groclin Auto SA Zbigniewa Drzymały. Trudno tu jednak mówić o jakiejkolwiek potędze. Kapitał zakładowy tej spółki, jak wynika z jej statutu, wynosi 5,5 mln zł, czyli niespełna 2 miliony dolarów, a w opisie profilu działalności figurują m.in.: produkcja mebli, prowadzenie praktyki lekarskiej, działalność fizjoterapeutyczna, wynajem nieruchomości, przygotowywanie i podawanie napojów i pozaszkolne formy edukacji. Słowem - szwarc, mydło i powidło, z całym szacunkiem dla dokonań firmy z Wielkopolski...

Krzyż na drogę FSO...

Piszę ze względu na wydarzenie, które przez większość mediów jest, co najwyżej wzmiankowane, a przeważnie ignorowane, ukłony w Waszym kierunku, że w ogóle zwróciliście na to uwagę. * czytaj więcej

Współczesnym biznesem rządzą polityka i ekonomia. Polityka nakazuje przypochlebiać się władzy u siebie w kraju, własnym związkom zawodowym i rodzimej opinii publicznej. To dlatego niemieckie koncerny nie wyniosły się jeszcze z Niemiec, francuskie z Francji, a Fiat obiecuje, że nie będzie zamykał fabryk we Włoszech. Koszula jest zawsze bliższa ciału.

Gdyby nie różnorakie zobowiązania i wewnętrzne powiązania, już dawno cała produkcja z Europy Zachodniej zostałaby przeniesiona w inne części świata. Szefowie międzynarodowych koncernów lubią opowiadać o swoim podziwie dla Polaków, którzy tak sprytnie i odważnie potrafili pozbyć się okowów komunizmu, o świetnym, wykształceniu naszych kadr, o pięknie nadwiślańskich krajobrazów i niezapomnianym smaku pierogów, ale przecież stawiają lub kupują u nas fabryki nie z sentymentu, lecz ze względu na rachunek kosztów. Na przywileje, które otrzymują jako jakże pożądani inwestorzy i niską cenę siły roboczej.

O polonezach i golfie, którym Angela jeździła...

​Pamiętacie czasy, w których nasi dzielni politycy wspierali rodzimy przemysł motoryzacyjny? czytaj więcej

Polski robotnik jest kilkakrotnie tańszy od robotnika francuskiego, niemieckiego czy włoskiego, a przy tym, pomimo wszelkich narzekań na nasze związki zawodowe, mniej rozpuszczony i nie tak marudny. Cieszy się, że ma etat, przyzwoity socjal, płatne urlopy i zarabia trochę więcej od sąsiada, który pracuje w małej firmie, poza korporacją, i ledwo starcza mu na życie.

To i tylko wiąże obcy kapitał z Polską. Jeżeli pojawi się konkurencja, która zaoferuje atrakcyjniejsze warunki i jeszcze tańszych pracowników, nie zawaha się ani chwili, by skorzystać z tej oferty. Postawienie nowych hal produkcyjnych, przeniesienie do nich maszyn i przeszkolenie załogi jest kwestią kilku miesięcy. A skoro da się z powodzeniem produkować samochody w Maroku, siłami miejscowych półanalfabetów, to znaczy, że można to robić wszędzie.

Jak widać, przemysł motoryzacyjny w Polsce ma bardzo kruche podstawy i jego rzekoma "potęga" może w krótkim czasie rozsypać się niczym domek z kart. Słychać zarzuty pod adresem polskiego rządu, że nie uczynił nic, by skłonić lub zmusić Fiata do ulokowania w Tychach produkcji nowej generacji Pandy. A jak niby miał to zrobić? Mleko rozlało się już dużo wcześniej, gdy postanowiliśmy iść na skróty i oprzeć się najpierw na licencyjnej produkcji samochodów a potem całkowicie oddać ją w obce ręce. W przypadku mariażu warszawskiej FSO z Daewoo skończyło się to kompletną klapą, przyszłość Opla w Gliwicach zależy wyłącznie  od decyzji zapadających poza naszymi plecami, za oceanem, w centrali General Motors, teraz są problemy z Fiatem.

"Polonez" kojarzy się  bardziej  z wódką niż samochodem

Gdy zamknęło się wieko nad żerańską FSO, miłośników rodzimej motoryzacji trafił szlag. W komentarzach do newsów wylano oceany łez: lata doświadczeń, inwestycji i "planów ratunkowych"... Wszystko psu na budę... czytaj więcej

Przy okazji warto zapytać, co się stało ze sławną "polską myślą techniczną"? Przez lata słyszeliśmy, że nasi znakomici inżynierowie tworzą równie znakomite projekty, które jednak ze względu na niewydolność socjalistycznej gospodarki trafiają do szuflad. Co najwyżej prezentowano rzeczywiście ciekawe, wykonane przez rodzime "złote rączki" prototypy. Dzisiaj mamy wolny rynek i... nic. Straciliśmy inwencję? Dlaczego nie pojawiły się nowe, równie innowacyjne konstrukcje? Dlaczego nie pojawił się żaden inwestor skłonny wyłożyć pieniądze na realizację polskich, ponoć rewolucyjnych konstrukcji? Nadal ktoś je blokuje, z obawy przed konkurencją?

A może były to mrzonki, które nie wytrzymały konfrontacji z rzeczywistością? Jednak czy tylko dlatego nie potrafiliśmy powtórzyć sukcesu Korei Południowej, która mając jeszcze mniejsze niż my tradycje przemysłowe umiała w krótkim czasie stać się autentycznym, a nie malowanym motoryzacyjnym potentatem na globalną skalę?  

1450 pracowników  fabryki Fiata w Tychach straci pracę. Ludzi żal, chociaż też bez przesady. Podobno na odchodne mają dostać nawet 18 swoich miesięcznych pensji. O takich odprawach zwalniani pracownicy innych, mniejszych, prywatnych firm, nawet nie mogą marzyć. I nikt się też nad ich losem publicznie nie użala ani z troską nie pochyla. 

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

Autor:

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Polski przemysł motoryzacyjny? Bzdura. Swoje mamy tylko pierogi

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 525,

przeczytane przez: 787 osób Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony