Przepis na superfurę

Kiedy mówimy o zmianach, które nastąpiły w Polsce po 1989 roku, zapominamy często o jednym, jakże ważnym ich aspekcie - nowych, oszałamiających możliwościach autotuningu.

Zdjęcie

Supertico
Co mógł uczynić przeciętny miłośnik tej zacnej dziedziny sztuki użytkowej w siermiężnych latach PRL? Pomimo wysiłków rodzimego rzemiosła - niewiele. Ot, futrzak pokrywający tzw. sportową kierownicę. Na fotele pokrowce z wzorem lamparciej skóry. Sztuczny tulipan wetknięty w kratkę nawiewu na desce. Miniaturowe rękawice bokserskie, dyndające przy lusterku. Gałka na dźwignię zmiany biegów z tworzywa imitującego bursztyn. Z tyłu, nad tablicą rejestracyjną malucha, naklejka z napisem: "Mój drugi samochód to porsche". Z przodu przykręcone do zderzaka wielkie, żółte lampy przeciwmgielne. I to w zasadzie wszystko.

A dzisiaj? Hulaj dusza. Wolny rynek zapewnił dostatek wszelkich akcesoriów upiększających samochód, choć w przypadku tzw. agrotuningu, spotykanego bynajmniej nie tylko na wsi, przepis na superodjechaną furę jest w zasadzie dość standardowy.

Reklama

Wybierz najbardziej "odjechaną" furę.

Przede wszystkim bierzemy samą furę. Surową, to znaczy taką, jaką dała światu fabryka. Nie musi być nówka, właściwie lepiej, żeby miała swoje lata. Niechby nawet była pełnoletnia. Proces tuningu zaczynamy od wymiany kół. Felgi mają zachwycać blaskiem, najlepiej złotym, a opony szerokością. Aby wóz dobrze prezentował się z tyłu, montujemy spojler wielkości statecznika samolotu oraz co najmniej dwa ogromniaste wygary, czyli rury wydechowe o przekroju, umożliwiającym swobodne penetrowanie ich wnętrza przez najbardziej spasionego jamnika.

Galeria gwiazd agrotuningu.

Niezbędne jest odpowiednie oświetlenie auta. A zatem w reflektorach żarówki udające ksenony (tak, wiemy, że zabronione), a pod spodem neonówka, powodująca, że wieczorem nasz pojazd będzie przypominał startujący bolid kosmitów.

W środku dużo skóry i chromu. No i koniecznie aparatura nagłaśniająca z megawzmacniaczem i subwooferem, wypełniającym pół bagażnika. Tak, by do efektów świetlnych doszły dźwiękowe, słyszalne w promieniu pięciu kilometrów. Z dachu koniecznie powinna sterczeć dwumetrowej wysokości antena radia CB. Na szyby naklejamy ciemną folię.

To w zasadzie podstawa. Reszta jest kwestią indywidualnej fantazji i gustu właściciela fury. Jakaś naklejka? Proszę bardzo, na przykład obwieszczająca, że to "Samochód służbowy mafii". Do tego niby-ślady po pociskach z broni maszynowej na karoserii. A na masce wizerunek blond syreny w pełnej krasie nagiego biustu i rybiego ogona.

Wyobraźnia bez żadnych ograniczeń...

Oceń swoje auto. Wystarczy wybrać markę... Kliknij TUTAJ.

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

Autor:

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Przepis na superfurę

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 60,

przeczytane przez: 90 osób Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony