"Punkt G" w stopie naciskającej gaz!?

Serce i Rozum to bardzo modna ostatnio para bohaterów telewizyjnych reklam. Niestety, z załączonej ilustracji wynika, że mężczyźni są rozumu pozbawieni.

Zdjęcie

  Oba wspomniane organy kierują męską uwagę ku odmiennym przedmiotom
  Oba wspomniane organy kierują męską uwagę ku odmiennym przedmiotom
To zła wiadomość, ale podąża za nią dobra: ponieważ Matka Natura jest sprawiedliwa, obdarzyła ich aż dwoma sercami. Oba wspomniane organy kierują męską uwagę ku odmiennym przedmiotom (zgrabniej i polityczniej byłoby napisać: podmiotom) pożądania.

Serce nr 1, położone... hm... niżej, ciągnie facetów ku przedstawicielkom płci przeciwnej. Serce nr 2, zlokalizowane klasycznie, owładnięte jest miłością do samochodów. Która z owych przeciwstawnych ciągot dominuje? Cóż, jeżeli wierzyć poetom, przekonującym od wieków, że ludzkie serce - to umieszczone w miejscu znanym z podręczników anatomii - stanowi siedlisko uczuć wyższych, odpowiedź na postawione wyżej pytanie wydaje się oczywista...

Reklama

Uczeni od dawna spierają się, czy sławetny punkt G, ośrodek kobiecej rozkoszy, jest li tylko wytworem fantazji, czy też rzeczywiście istnieje, a jeżeli tak, to gdzie, z milimetrową dokładnością, należałoby go szukać. Zgodnie z pokutującym stereotypem, w przypadku mężczyzn wątpliwości nie ma - ich "punkt G" znajduje się w stopie naciskającej, za przeproszeniem, pedał gazu w aucie.

No właśnie, motoryzacyjne stereotypy i przesądy... Jakże silnie i głęboko są zakorzenione w naszej mentalności. Bodaj najbardziej rozpowszechniony jest ten, przestrzegający przed kupnem pojazdów "na F", czyli fiatów, fordów i "fszystkich francuskich". Bardzo mocno tkwią w nas jednak również utarte przekonania, łączące określone nawyki i zachowania z płcią. I tak zgodnie z szeroko kolportowaną opinią, samochód to jeden z najważniejszych atrybutów męskości (złośliwi powiadają, że niekiedy bardziej substytut niż atrybut). Pokaż mi, czym jeździsz, a będę wiedział (lub wiedziała), ile testosteronu wydziela twój organizm. Liczą się rozmiary. Nie tylko gabaryty pojazdu, liczba centymetrów sześciennych pojemności silnika, ale także chociażby wielkość felg. Wiadomo - im większe (i bardziej błyszczące, niczym zbroja średniowiecznego rycerza), tym lepsze.

Zmotoryzowany macho kocha terenówki, sportowe bolidy, łaskawie akceptuje również prestiżowe limuzyny, najlepiej niemieckiego pochodzenia. Napędzane mocnymi dieslami ewentualnie silnikami benzynowymi o gigantycznej pojemności. Cała reszta to badziewie, dobre dla mięczaków.

Stuprocentowy facet za nic nie usiądzie za kierownicą auta, uznawanego za "babskie". A jeżeli już mu się to przydarzy, będzie się gęsto tłumaczył, że to samochód żony, bo własny musiał odstawić do mechanika. Turbo się przegrzało.

Zobacz również:

  • Europa się starzeje, a demografowie biją na alarm, że wkrótce nie będzie kto miał utrzymywać emerytów. więcej

Od jeżdżenia miejskim wozidełkiem ze skromnym benzyniaczkiem pod maską bardziej kompromituje tylko korzystanie z usług komunikacji publicznej. Wśród pasażerów tramwajów i miejskich autobusów niemal w ogóle nie spotyka się mężczyzn między 30, a 60 rokiem życia. Ci nieliczni, którzy się do tego pospólstwa jakoś zaplączą, są oglądani z najwyższą podejrzliwością: zboczeniec, kanar albo nieudacznik, którego przyłapano na prowadzeniu auta po pijaku i musiał przesiąść się na tramwaj. Dodajmy od razu, że sama utrata "prawka" za jazdę na podwójnym gazie męskości nie szkodzi, przeciwnie - może nawet przydać mołojeckiej sławy. Ujmę honorowi przynosi dopiero rezygnacja z użytkowania z tego powodu samochodu. Przecież prawdziwy kozak brakiem dokumentów się nie przejmuje i jeździ, jak jeździł... Przynajmniej do pierwszego spotkania z policją.

Zobacz również:

  • To, że szybkie samochody przyciągają piękne kobiety to prawda znana od... pewnie 100 lat. Jednak brakowało naukowego wyjaśnienia tego... fenomenu. więcej

Generalnie jednak mężczyźni, sądząc z ich opowieści, mandatów nie płacą. Owszem, są często zatrzymywani przez drogówkę, praktycznie wyłącznie za przekraczanie dozwolonej prędkości (kto się będzie przejmował absurdalnymi ograniczeniami...), ale zawsze potrafią się z policjantami jakoś dogadać. Dzięki sprytowi i wrodzonej inteligencji.

Prawdziwy twardziel gardzi elementami, służącymi bezpieczeństwu podróżowania samochodem. Liczba poduszek powietrznych nie jest dla niego żadnym argumentem przy wyborze marki i modelu auta. Pasy bezpieczeństwa ograniczają jego osobistą wolność. Nie są mu zresztą do niczego potrzebne, bo jest przecież doskonałym kierowcą. Przewidującym, obdarzonym świetnym refleksem, supersprawnym. Mówi: "Kubica i ja" tylko przez wrodzoną skromność, bo przecież on, w przeciwieństwie do Roberta (w dobrym stylu w środowisku twardzieli jest poufałe nazywanie naszego jedynaka w Formule 1 samym imieniem), nigdy nie wpakował się w żadną idiotyczną barierę przy drodze...

Zobacz również:

Walory samochodu wybranego przez naszego macho w połączeniu z rewelacyjną techniką jazdy powodują, że auto pali śmiesznie małe ilości paliwa. I to bez stosowania się do rad durnych ekologów, którzy chcieliby, żebyśmy zamienili się na drogach w żółwie.

Widok zasiadającej za kierownicą kobiety, zmotoryzowanemu prawdziwemu mężczyźnie od razu przypomina jeden z licznych dowcipów o blondynkach.

"Blondynka dzwoni do mechanika:

- Nie wiem, co się dzieje, z rury wydechowej mojego auta leci czarny dym!

- To olej - wyjaśnia fachowiec.

- Dobra, oleję... - oddycha z ulgą blondynka."

Normalnie boki można zrywać, no nie?

Baby, niezależnie od aktualnego koloru włosów, nie mają pojęcia, ile cylindrów ma silnik w ich samochodzie i gotowe są uznać cię za skończonego chama, gdy wypowiesz przy nich słowo "wtryskiwacz". Wybierając auto, kierują się wyłącznie kolorem nadwozia. Statystycznie powodują mniej wypadków, ale to tylko dlatego, że jeżdżą bojaźliwie. No i kompletnie nie umieją parkować. Podobno to sprawa braku koordynacji między mózgiem, wzrokiem, a kończynami. Kobiecie nie wolno pozwalać samodzielnie tankować, bo od razu pomyli dystrybutory i wleje nie to, co trzeba. Kobieta słabo orientuje się w terenie i nie ma podzielnej uwagi. Gdy poprawia we wstecznym lusterku makijaż, przestaje zwracać uwagę na drogę. Mężczyzna może jednocześnie rozmawiać przez komórkę, jeść kanapkę, szukać fajniejszej muzyki w radiu i kierować przytomnie samochodem. I to wcale nie dlatego, że nie zwykł prowadzić auta w szpilkach...

***

Redakcja serwisu Poboczem.pl nie ponosi odpowiedzialności za wyrażane w komentarzach słowa (a także czyny) osobników, których IQ i poczucie humoru nie pozwoliło na przyswojenie treści artykułu... Oceń swoje auto. Wystarczy wybrać markę... Kliknij TUTAJ.

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

Autor:

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: "Punkt G" w stopie naciskającej gaz!?

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 59,

przeczytane przez: 244 osoby Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony