Roczny asfalt wygląda jak po przejeździe setek T-34. Winni są... ci z "bandy Tuska"

Polska jest krajem jednolitym narodowościowo i religijnie, co nie znaczy, że wolnym od bolesnych wewnętrznych konfliktów. Jednym z najgłębiej zakorzenionych podziałów jest tradycyjny podział na "nas" i "onych".

Zdjęcie

Odpowiedzialni za budowę i utrzymanie dróg tolerują złodziejstwo i brakoróbstwo /Fot. Wojciech Traczyk /East News
Odpowiedzialni za budowę i utrzymanie dróg tolerują złodziejstwo i brakoróbstwo
/Fot. Wojciech Traczyk /East News

Kiedyś w roli tych ostatnich występowali zaborcy, potem okupant, a w okresie PRL szeroko pojęta władza ludowa: różnego szczebla dygnitarze, partia rządząca i jej "bijące serce", czyli ZOMO, milicja zwana nie wiedzieć czemu obywatelską, inne służby mundurowe itp.

W czasie tzw. pierwszej Solidarności i później, w dobie wielkiej transformacji z przełomu lat 80 i 90, wspomniany podział znajdował odzwierciedlenie w nazewnictwie uczestników odbywających się wówczas spotkań i negocjacji - "nas" reprezentowała "strona społeczna", przedstawicielem "onych" była "strona rządowa".

Reklama

Zmienił się ustrój polityczny, zmienił się model gospodarki, zmieniły się uwarunkowania zewnętrzne, sojusze militarne, przynależność do organizacji międzynarodowych, ale myślenie w kategoriach "my" i "oni" pozostało, co doskonale widać choćby w relacjach w obszarze Polski zmotoryzowanej.

"My" to oczywiście ogół kierowców i właścicieli samochodów. Rzesza marnie wynagradzanych biedaków, których nie stać na nowe auta, dlatego muszą jeździć sprowadzanymi z zagranicy rzęchami. Tłukących się bocznymi, wyboistymi drogami, bo podróżowanie płatnymi autostradami jest dla nich niedostępnym luksusem. Ze względu na niebotyczne ceny paliw nigdy nie tankujących do pełna. Skazanych na kombinowanie, przerabianie silników na zasilanie gazem, poszukiwanie tańszych paliwowych zamienników z lewych źródeł. Ich niedola jest rzecz jasna wyłączną winą "onych". A kim są ci "oni"?

To przede wszystkim rząd, obecnie - osławiona "banda Tuska". Jej jedynym celem jest gnębienie "nas" i okradanie. Pozostający z rządem w zmowie parlamentarzyści ustanawiają kretyńskie prawa. Tłumaczą obłudnie, że czynią to dla naszego bezpieczeństwa, licząc, że ciemny lud kupi każdą bajeczkę. Tak naprawdę chodzi jednak o kasę.

Cytat

"Oni" i "my". Prześladowcy i ich ofiary. Jak to mówią: chłop był bity, jest bity i będzie bity. Tyle, że dzisiaj jest to chłop zmotoryzowany

Najlepszym przykładem są fotoradary - ustawiane niby dla poskramiania piratów drogowych, a w rzeczywistości mające przysparzać pieniędzy z mandatów, o czym świadczą zapisy w oficjalnych planach dochodów budżetowych. Twórcy idiotycznych przepisów sami nie muszą ich przestrzegać, ponieważ chronią ich immunitety.

"Oni" to także policja, która zamiast łapać bandytów i złodziei, czai się w krzakach z "suszarkami" lub ugania się nieoznakowanymi radiowozami za kierowcami, którym zdarzyło się trochę mocniej przycisnąć pedał gazu, bo spieszyli się do pracy albo do chorej matki. A gdy rusza do prawdziwego pościgu, to zaraz są ofiary w ludziach i kompromitacja.

Straż miejska? Do natychmiastowego rozwiązania i rozpędzenia na cztery wiatry. Pijaka awanturującego się w parku omijają z daleka, bo się go boją, ale do zakładania blokad na koła zaparkowanych samochodów są pierwsi. "Krokodylki" czyli inspektorzy ITD? He, He... Media nie raz pokazały, że jedyne, co potrafią, to wozić się służbowymi wozami z panienkami, a ich szefowie to prawdziwi piraci drogowi. 

Do "onych" należą  urzędnicy. Ci odpowiedzialni za budowę i utrzymanie dróg tolerują złodziejstwo i brakoróbstwo, które sprawia, że już po roku nowy asfalt sprawia wrażenie, jakby przejechała po nim dywizja czołgów T 34. "Tolerują" to zresztą za mało powiedziane - przecież wszyscy wiedzą, że to jedna sitwa. Sodomia, gomoria i korupcja, panie dzieju...  Urzędnicy zajmujący się organizacją ruchu ściśle współpracują z policjantami w tworzeniu pułapek na kierowców - ustawiają znaki ograniczenia prędkości na prostych, długich i gładkich odcinkach, gdzie aż korci, żeby pojechać trochę szybciej niż te śmieszne 50-90 km/godz. Lokalizacja zdecydowanej większości pozostałych znaków jest kompletnie bezsensowna o czym każdy zmotoryzowany Polak może rozprawiać godzinami.

Do grupy "onych" zaliczają się władze samorządowe, utrudniające życie zmotoryzowanym obywatelom debilnymi pomysłami w postaci tzw. uspokajania ruchu w miastach, tworzenia rozległych stref płatnego parkowania, wprowadzania "inteligentnych" systemów zarządzania uliczną sygnalizacją świetlną, powodujących, że nie wiadomo jak byśmy kombinowali, zawsze trafiamy na czerwone. No i utrzymujące darmozjadów ze straży miejskiej...

"Oni" to wreszcie koncerny motoryzacyjne, które w pogoni za zyskiem i chcąc się przypodobać szemranym pseudoekologom produkują auta-jednorazówki, rozsypujące się zaraz po upływie gwarancji.

Pozostaje odpowiedzieć na pytanie o motywy działania "onych". Na pewno chciwość, pazerność na kasę. Do tego niekompetencja i głupota. Graniczące ze zdradą stanu uleganie obcym dysponentom  - kiedyś Moskwie, teraz Brukseli, a według licznych zwolenników teorii spiskowych tajemniczemu "rządowi światowemu", którego celem jest zniszczenie narodu polskiego. No i niezrozumiała sadystyczna przyjemność czerpana z ciemiężenia zwykłego obywatela.

"Oni" i "my". Prześladowcy i ich ofiary. Jak to mówią: chłop był bity, jest bity i będzie bity. Tyle, że dzisiaj jest to chłop zmotoryzowany.      

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Roczny asfalt wygląda jak po przejeździe setek T-34. Winni są... ci z "bandy Tuska"

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 365,

przeczytane przez: 547 osób Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony