Rower Tuska z kierownicą wykonaną w Rosji i niemieckimi przerzutkami

Urzędnicy samorządowi w kilku miastach będą jeździli do pracy rowerami. W tytule informacji na ten temat widzimy określenie "Nie do wiary" tymczasem to przecież nic nowego. Ani w Polsce, ani za granicą.

Zdjęcie

Wyobraźmy sobie, co by było, gdyby w Polsce uchwalono ustawę nakazującą wszystkim politykom dojeżdżanie do pracy rowerami /Witold Rozbicki /Reporter
Wyobraźmy sobie, co by było, gdyby w Polsce uchwalono ustawę nakazującą wszystkim politykom dojeżdżanie do pracy rowerami
/Witold Rozbicki /Reporter

U nas w przeszłości z codziennego pedałowania do biura słynął poseł i minister obrony narodowej Janusz Onyszkiewicz. Pamiętamy  też wypadek, spowodowany przed laty przez jednego z duńskich ministrów, który podążając swoim jednośladem na posiedzenie rządu zderzył się na ścieżce rowerowej w Kopenhadze z innym cyklistą.

Cytat

Rzecznik PiS Adam Hofman postarałby się dla swojego szefa o składak "Wigry 3". Czysto polska produkcja, rozmiar dopasowany do gabarytów cyklisty, a zamiast, tfu, pedałów, napędniki nożne...

Z tego środka transportu lubi korzystać na co dzień premier Australii Tony Abbott. W mediach brytyjskich głośna była ostatnio sprawa Normana Bakera, szefa Home Office, który poprosił o przydzielenie mu... roweru służbowego. Chciałby nim dojeżdżać do gmachu Parlamentu. Jak stwierdził, stać go oczywiście na prywatny pojazd, ale uchodzi o pryncypia. Jego zdaniem, skoro rząd Jej Królewskiej Mości stać na utrzymywanie floty służbowych limuzyn z szoferami, to tym bardziej powinien pozwolić sobie na zakup służbowego roweru dla ministra.

Reklama

Niestety, wniosek Normana Bakera został odrzucony z uzasadnieniem, że spełnienie jego żądania byłoby zbyt kosztowne i nadmiernie obciążyłoby podatników. Jeżeli minister nie chce korzystać z samochodu, niech chodzi na piechotę lub jeździ komunikacją publiczną.

Wyobraźmy sobie, co by było, gdyby w Polsce uchwalono ustawę nakazującą wszystkim politykom dojeżdżanie do pracy rowerami. Niechętni rządowi dziennikarze natychmiast przebadaliby jednoślad Donalda Tuska, ogłaszając ze zgrozą, że premier polskiego rządu jeździ rowerem z kierownicą wykonaną w Rosji i niemieckimi przerzutkami. Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski wynalazłby gdzieś rower marki "Ukraina", ciężki, nieporęczny, ale solidny. Minister rolnictwa Marek Sawicki okazując solidarność z mieszkańcami wsi wymościłby siodełko słomą i dbałby, by na oponach zawsze dało się zauważyć ślady obornika. Minister finansów Mateusz Szczurek dla zademonstrowania troski o stan budżetu zaopatrzyłby się w jakiś tani model z hipermarketu. Były minister transportu Sławomir Nowak miałby zapewne 60 rowerów. Na konferencje prasowe dojeżdżałby jednośladem z pozłacaną ramą inkrustowaną kryształami Svarowskiego. Tłumacząc dziennikarzom, że to prezent od rodziny.

Zdjęcie

U nas w przeszłości z codziennego pedałowania do biura słynął poseł i minister obrony narodowej Janusz Onyszkiewicz /Fot. Witold Rozbicki /Reporter
U nas w przeszłości z codziennego pedałowania do biura słynął poseł i minister obrony narodowej Janusz Onyszkiewicz
/Fot. Witold Rozbicki /Reporter

Minister obrony Tomasz Siemoniak dostałby rower od swojego kolegi z Pentagonu, zachwalany jako pierwszy element przyszłej tarczy rakietowej, zmajstrowany po godzinach w fabryce myśliwców F 16. Minister edukacji narodowej Joanna Kluzik-Rostkowska przednią lampę zastąpiłaby kagankiem oświaty. A minister zdrowia Bartosz Arłukowicz na rower byłby... dopiero zapisany, z terminem dostawy w 2016 r.

Rzecznik PiS Adam Hofman postarałby się dla swojego szefa o składak "Wigry 3". Czysto polska produkcja, rozmiar dopasowany do gabarytów cyklisty, a zamiast, tfu, pedałów, napędniki nożne... Poseł Antoni Macierewicz pomalowałby swój pojazd farbą czyniącą go niewidzialnym dla wrogich radarów i zainstalował aparaturę rozpraszającą sztuczną mgłę. Poseł Janusz Palikot ostentacyjnie, przed obiektywami kamer telewizyjnych, wymontowałby z osobistego bicykla hamulce. Niejaki problem miałaby posłanka Anna Grodzka. Ze zrozumiałych względów chciałaby jeździć damką, jednocześnie jednak jej koleżanki mogłyby uznać taki wybór za przejaw uległości wobec stygmatyzacji płci, niezgodny z filozofią gender.

Wyposażony w napędzane siłą mięśni jednoślady rząd i Sejm niekoniecznie byłby mądrzejszy, ale na pewno zdrowszy i bardziej malowniczy.

A gdyby z samochodu na rower zawczasu przesiadł się prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz, być może nie wpakowałby się służbowym autem pod tramwaj i nie leżał dzisiaj w szpitalu. 

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Rower Tuska z kierownicą wykonaną w Rosji i niemieckimi przerzutkami

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 127,

przeczytane przez: 190 osób Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony