Samochód przejawem władzy, panowania i okazją do grzechu?

Wielkanoc to dla katolików okres spowiedzi. Powinien ją poprzedzić solidny rachunek sumienia. W jego przeprowadzeniu zmotoryzowanym ma pomóc "Dekalog kierowcy", zawarty w ogłoszonej w 2007 r. przez Papieską Radę Duszpasterstwa Migrantów i Podróżnych instrukcji pt. "Wskazania w duszpasterstwie drogi".

Zdjęcie

   "Nie będziesz przekraczał dozwolonej prędkości, zwłaszcza w terenie zabudowanym"
  "Nie będziesz przekraczał dozwolonej prędkości, zwłaszcza w terenie zabudowanym"
Czy jednak rzeczywiście pomaga?

O ile pierwsze przykazanie jest zupełnie oczywiste ("Nie zabijaj"), to już drugie budzi wątpliwości. "Niech droga będzie dla ciebie narzędziem jednoczącym osoby, a nie śmiertelnym niebezpieczeństwem". Jak należy to rozumieć? Co to znaczy, że droga ma być "narzędziem jednoczącym osoby"? Nie chodzi chyba o poczucie wspólnoty z innymi towarzyszami niedoli, tkwiącymi razem z nami w ulicznym korku? A co z ludźmi, którzy pamiętają o zatrważających statystykach wypadków drogowych i zasiadając za kierownicą nie potrafią wyzbyć się lęku? Czy, widząc w poruszaniu się po drogach "śmiertelne niebezpieczeństwo", stają się grzesznikami? Przecież takie obawy mogą skłaniać do ostrożniejszej jazdy, sprzyjając zachowywaniu przykazania pierwszego...

Reklama

Kolejne punkty "Dekalogu kierowcy" też nasuwają liczne pytania i aż proszą się o dokładniejszą wykładnię. Czy prezes banku, wsiadając do swojej luksusowej służbowej limuzyny powinien czynić to z poczuciem winy? Bo jeśli odczuwa w tym momencie satysfakcję, to łamie przykazanie piąte: "Niech samochód nie będzie dla ciebie przejawem władzy, panowania i okazją do grzechu."

Samochód jest i pozostanie jednym ze współczesnych atrybutów władzy, oznak awansu w hierarchii społecznej. Wymieniamy auto na lepszy model nie tylko z myślą o poprawie komfortu podróżowania, czy z powodu parametrów techniczno-eksploatacyjnych kupowanego pojazdu, lecz także z, podświadomej często, chęci pokazania otoczeniu, że "idziemy w górę". Działający w takich przypadkach mechanizm psychologiczny jest na tyle powszechny, że "Wskazania w duszpasterstwie drogi" sporo miejsca poświęcają zjawisku tzw. ubóstwiania samochodu.

Samochód nie powinien dawać "okazji do grzechu". Może raczej należałoby powiedzieć: "pomocnikiem w grzechu"? Dałoby to dodatkowy powód do wyrzutów sumienia (o ile w ogóle znane im bywa podobne uczucie) dilerom, sprzedającym wprost z auta narkotyki, złodziejom, pakującym po skoku łupy do bagażnika, czy cudzołożnikom, oddającym się niecnym igraszkom na tylnej kanapie samochodu.

"Z miłością przekonuj młodych i nie tylko młodych do tego, aby nie zasiadali za kierownicą, gdy nie są w stanie." Bardzo słusznie, tylko czy zawsze należy to robić "z miłością"? Liczy się skuteczność, więc niekiedy trzeba na takiego delikwenta huknąć, skląć go albo nawet walnąć po łbie, by zrozumiał, że "nie jest w stanie". Miłością wiele tu nie wskóramy.

Przykazanie VIII: "Doprowadź do spotkania ofiary i agresora we właściwym momencie, ażeby mogli przeżyć wyzwalające doświadczenie przebaczenia." Zapewne autorzy mieli tu na myśli ofiray i sprawców wypadków drogowych. Wspaniale i prawdziwie po chrześcijańsku, tylko kiedy jest ten "właściwy moment" i czy zawsze taka postawa gwarantuje przeżycie "wyzwalającego doświadczenia przebaczenia"?

"Dekalog kierowcy" jest niejasny (być może wypływa to z niedoskonałości tłumaczenia na język polski). Z punktu widzenia przygotowującego się do spowiedzi grzesznika byłoby lepiej, gdyby odwoływał się do konkretów. "Nie będziesz przekraczał dozwolonej prędkości, zwłaszcza w terenie zabudowanym". "Nie wyprzedzaj na zakrętach". "Kto wsiada za kierownicę po pijanemu, popełnia grzech śmiertelny". Przy takich wytycznych rachunek sumienia byłby dużo łatwiejszy.

Z drugiej strony trudno oczekiwać, że papieski dokument będzie powieleniem zapisów kodeksu drogowego. Poza tym spowiednicy, oprócz jakościowego wymienienia grzechów, oczekują również ich oceny ilościowej, a to wymagałoby od kierowców prowadzenia na bieżąco żmudnej buchalterii. Wyobraźmy sobie te zapisane maczkiem grube bruliony. "Czwartek, 21 kwietnia: jedenaście razy przekroczyłem dopuszczalną prędkość, trzy razy wjechałem na skrzyżowanie na czerwonym świetle, pięć razy nie przepuściłem pieszych na przejściu, osiem razy najechałem na linię ciągłą..." Skruszony, dokładny w swych wyliczeniach, grzesznik, spędzałby w konfensjonale długie godziny. Ku zniecierpliwieniu innych oczekujących w długiej kolejce kierowców.

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

Autor:

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Samochód przejawem władzy, panowania i okazją do grzechu?

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 33,

przeczytane przez: 49 osób Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony