Sejm, nudy i citroen C6

...Kolejni posłowie starali się płynnie odczytać z kartki stanowiska swoich partii, Jarek Łokietek ziewał, Roman Wielki chrapał a Andrzeja Boryny w ogóle nie było, ponieważ telewizja nie planowała na ten dzień transmisji....

Blog jest własnością jego twórcy.

Cała sprawa zaczęła się w sejmie. Poprzedniego dnia, do późnych godzin wieczornych nasz klub parlamentarny debatował na bardzo ważny temat, którego niestety nie jestem sobie teraz w stanie przypomnieć. Ranne posiedzenie sejmu było prawdziwą męczarnią. Oczywiście, jestem twardzielem i jako jeden z nielicznych pojawiłem się na sali. Początkowo żałowałem nieco tej decyzji. Kolejni posłowie starali się płynnie odczytać z kartki stanowiska swoich partii, Jarek Łokietek ziewał, Roman Wielki chrapał a Andrzeja Boryny w ogóle nie było, ponieważ telewizja nie planowała na ten dzień transmisji. Jedynie Marszałek Paweł Gaweł wydawał się być zadowolony, od rana bawiąc się laską. Ogólnie - nudy.

Reklama

Zbawieniem okazała się być Renatka, która dotarła do nas koło 11 z nową porcją starych gazet, wyżebranych po znajomości od pani z butiku. Szukałem czegoś o motoryzacji, dostałem - "Twój Styl". Trudno, zawsze coś. Na moje szczęście, znalazłem reportaż z finału konkursu na "kobiecy samochód roku 2006". Dobrze wiedzieć, co podoba się kobietom. Do gustu przypadł mi zwłaszcza zwycięzca kategorii "samochód prestiżowy" - citroen c6. On ładny - ja ładny, on wielki - ja wielki ... musiałem się nim przejechać!

W salonie powiedziano mi, że niestety, nie mają takiego auta i trzeba czekać. Jasne. Może i nie mają, ale nie dla mnie - przecież jestem posłem!

Dealer przywiózł mi auto w poniedziałek około 12, z pełnym bakiem i życzeniami szerokiej drogi. Lizus. Nawet się nie zapytał, czy mam prawo jazdy....

Muszę przyznać, że po zajęciu miejsca za kółkiem byłem pod wrażeniem. Co tu dużo mówić - poczułem się jak na kanapie u cioci. Niesamowicie wygodne fotele i szyby pozbawione ramek zrobiły na mnie duże wrażenie. Właściwie, nie do końca spodobał mi się gąszcz przycisków, wyświetlaczy i kontrolek. Miałem wrażenie, że samochód, do którego wsiadłem jest mądrzejszy i bardziej skomplikowany niż ja, co jest oczywistą niemożliwością...

Gdy znudziły mnie te wszystkie przełączniki i dźwigienki postanowiłem, że w końcu się nim przejadę... Przesunąłem więc lewarek zmiany biegów na D i ruszyłem. Niewiele brakowało, by pierwsza próba skrętu zakończyła się efektowną szramą na pięknym, niebieskawym lakierze. Kto, u licha, zamontował w tym aucie tak czułe wspomaganie kierownicy!? Czego też ci Francuzi nie wymyślą! 20 lat temu nawet ciężarówki dawały sobie bez tego radę, a dziś wszyscy rozleniwili się do tego stopnia, że najchętniej skręcaliby dmuchając na kierownicę. Po kolejnych 10 minutach zaczęło mi się to jednak podobać. Przepychanie się tym, niemałym przecież autem przez Warszawę zmęczyło mnie w podobnym stopniu, co oddychanie.

Już po kilku kilometrach byłem pewien - chcę zostać francuzem! Chcę jeść ser, protestować przeciwko niewolniczemu, 15-godzinnemu, tygodniowi pracy i jeździć Citroenem.

Teraz was przepraszam, więcej już dziś nie napisze. Wzywają mnie ważne sprawy służbowe...

No ok, tak na prawdę to muszę was opuścić z nieco innego powodu. Te ślimaki, które zjadłem na obiad chyba trochę mi zaszkodziły. A może trzeba było nie jeść tych, kaleczących dziąsła, skorupek?

Błazen

redakcja Poboczem.pl nie ponosi odpowiedzialności za treści umieszczone w blogu!

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Sejm, nudy i citroen C6

Twój komentarz może być pierwszy

Piszesz jako Gość

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony