Spada sprzedaż paliwa. Z biedy? Raczej nie

​Polacy kupują coraz mniej paliwa. Według informacji PKN Orlen, w pierwszym kwartale 2013 r., w porównaniu z tym samym okresem roku ubiegłego, sprzedaż oleju napędowego zmniejszyła się o 2 proc. a benzyny aż o 9 proc. Tak źle dawno już nie było.

Zdjęcie

. /INTERIA.PL
.
/INTERIA.PL

Wiceprezes Orlenu do spraw finansowych Sławomir Jędrzejczyk spadek popytu na olej tłumaczy rozwojem szarej strefy. W przypadku benzyny, używanej głównie w samochodach osobowych, winne jest, jego zdaniem, spowolnienie gospodarcze, które zaczęli dotkliwie odczuwać również przeciętni obywatele. 

Hm... Owszem, z gospodarką nie dzieje się najlepiej, ale czy znacie kogoś, kto z powodu osobistych problemów finansowych zrezygnowałby z używania auta lub przynajmniej zaczął rzadziej z niego korzystać? Ja, prawdę mówiąc, nie znam lub nikt nie chce się do takich wyrzeczeń przyznać.

Reklama

Dla bardzo wielu osób samochód to nie tylko środek transportu, ale także nieodłączny towarzysz, źródło przyjemności, symbol statusu społecznego, potwierdzenie swojej wartości. Ludzi ci nie potrafią już sobie wyobrazić życia bez własnych czterech kółek. Nie są też skłonni do analizowania - i wyciągania wniosków z tych rachunków - kosztów eksploatacji pojazdu, z uwzględnieniem nie tylko paliwa, serwisu i ubezpieczenia, ale również amortyzacji. Zmuszeni do oszczędzania, wydatki na samochód tną na samym końcu. Psioczą na drożyznę, lecz w rzeczywistości kilkunastogroszowe wahania cen na stacjach benzynowych nie robią na nich wrażenia. Tankują tyle, ile potrzebują. I nie kwapią się do zmiany stylu jazdy, stosowania zasad tzw. ecodrivingu.

Jak liczna jest ta grupa  zmotoryzowanych? Tego oczywiście nie wiemy, ale sądząc po wcale nie zmniejszających się w ostatnich czasach korkach na ulicach miast całkiem duża. Zresztą żyjemy w XXI wieku, przyzwyczailiśmy się do wygody i poczucia wolności, jakie daje własny wóz. Jaką mamy alternatywę? Nogi? Rower? Komunikacja publiczna?

Mam znajomego, człowieka w sile wieku, dobrze sytuowanego, który wsiada za kierownicę samochodu tylko wtedy, gdy musi dotrzeć do celu odległego o co najmniej trzy kilometry. Wszystkie krótsze trasy przemierza piechotą. Jak twierdzi, robi to wyłącznie dla zdrowia, podtrzymania kondycji. Ma o tyle łatwiej, że uprawia wolny zawód, pracuje przede wszystkim w domu i rzadko dokądkolwiek się spieszy.

Nie wszyscy mogą sobie pozwolić na podobne fanaberie.

- Mieszkam blisko szpitala i chętnie chodziłbym do pracy pieszo lub jeździł rowerem. Pacjenci pomyśleliby jednak, że doktor zwariował albo że odebrali mu prawo jazdy za prowadzenie auta po pijanemu. W oczach kolegów stałbym się kutwą. Dlatego, chcąc nie chcąc, dla podtrzymania prestiżu, dojeżdżam samochodem, którego silnik nie zdąży się nawet rozgrzać - wyznaje inny znajomy, znany i szanowany lekarz, ordynator oddziału.

No właśnie - rower. Ekolodzy gorąco namawiają, by porzucić samochody  i przesiąść się na napędzane mięśniami, nieszkodliwe dla środowiska jednoślady. Wskazują na kraje, gdzie nawet członkowie rządu dojeżdżają do swoich biur rowerami (u nas czynił tak przed laty minister obrony Janusz Onyszkiewicz, przy żywym zainteresowaniu mediów i ku zdumieniu innych użytkowników dróg). W eleganckich garniturach, z teczkami na bagażnikach. We współczesnej Polsce rower jest uznawany raczej za pojazd rekreacyjny, nie użytkowy. Nie ten klimat, nie te zwyczaje, nie ta infrastruktura. Okresy pluchy, śniegów i mrozów trwają ponad pół roku, brakuje ścieżek rowerowych, cykliści wciąż spotykają się z przejawami wrogości ze strony kierowców.  

Pedałujesz kilka lub kilkanaście kilometrów ruchliwymi, dziurawymi i zabłoconymi ulicami. Ryzykując życiem przeciskasz się wśród samochodów. Docierasz do pracy zmęczony, spocony, brudny. A za dwie godziny masz ważne spotkanie biznesowe. Albo inaczej: musisz rano odwieźć dzieci do przedszkola i szkoły, po południu, wracając, odebrać je, po drodze robiąc zakupy... Nie, w naszych warunkach rower jako środek codziennego przemieszczania się pozostaje propozycją dla ludzi młodych, zdrowych, nie obarczonych rodzinami, bez wymagających mobilności zobowiązań.

Cytat

Mieszkańcy miast i tak mają jakiś wybór. W gorszej sytuacji znajdują się ci, którzy żyją na wsi. Czy mają skazywać się wyłącznie na busy? Drałować w niedzielę do kościoła na piechotę, narażając się na drwiny sąsiadów? Wracać do furmanek? Wykluczone

Naturalną alternatywą dla indywidualnej motoryzacji wydaje się komunikacja publiczna. Władze kilku miast w Polsce zrezygnowały (lub rozważają taką decyzję)     z pobierania opłat za przejazdy tramwajami czy autobusami, mając nadzieję, że w ten sposób odkorkują ulice, uwolnią powietrze od spalin, poprawią bezpieczeństwo na drogach. Czy tak się stanie? Bardzo wątpliwe, bowiem to nie ceny biletów, w dużych aglomeracjach skądinąd nieustannie podwyższane, są przyczyną, dla której zmotoryzowani unikają korzystania z transportu zbiorowego. I tak przecież kupując co miesiąc dla całej rodziny karty uprawniające do nieskrępowanego korzystania ze wszystkich linii i środków komunikacji publicznej wydamy na ogół zdecydowanie mniej niż na utrzymanie auta. Wprowadzenie powszechnych darmowych przejazdów niewiele zmieni, bowiem tu nie chodzi o pieniądze, lecz o wspomniane poczucie swobody, wygodę, o uniezależnienie się od sztywnych rozkładów jazdy, niechęć do podróżowania w ścisku i zaduchu.

Poza tym samochód służy nie tylko do przemieszczania się w najbliższej okolicy, lecz również do choćby okazjonalnych dalszych eskapad (mnóstwo ludzi już nawet nie pamięta, jak jeździ się na wczasy pociągami...), więc o całkowitej rezygnacji z posiadania własnego auta i tak nie ma mowy. A przecież kupuje się je nie po to, by całymi dniami stało bezczynnie, czekając na weekendowy czy urlopowy wypad.

Mieszkańcy miast i tak mają jakiś wybór. W gorszej sytuacji znajdują się ci, którzy żyją na wsi. Czy mają skazywać się wyłącznie na busy? Drałować w niedzielę do kościoła na piechotę, narażając się na drwiny sąsiadów? Wracać do furmanek? Wykluczone. Dlatego będą kombinować, kupować paliwo na lewo, zaopatrywać się  "u ruskich", oszczędzać, paląc w piecach śmieciami zamiast węglem, ale z własnego samochodu nie zrezygnują. Choćby miałby to być piętnastoletni passat po licznych przejściach.

Sprzedaż benzyny zmalała w pierwszym kwartale o 9 procent. A może to jednak nie skutek postępującej biedy zmotoryzowanej części społeczeństwa, lecz wyjątkowo uciążliwej w tym sezonie zimy?


Współtwórz razem z nami pierwszy serwis internetowy dokumentujący polską drogową paranoję.

Byłeś świadkiem niecodziennego zdarzenia? Zamiast "prawie nówki" handlarz chciał Ci "wcisnąć" złom? Straciłeś dwa dni urlopu w wydziale komunikacji i odesłano Cię z kwitkiem? Napisz do nas! Jesteśmy po to, by tępić polskie samochodowe patologie! Najciekawsze sprawy na pewno pojawią się na łamach naszego serwisu.

Zjedź na pobocze i buduj z nami wirtualny mur, który odgrodzi nas od rodzimej drogowej głupoty!

Zrobiłeś niecodzienne zdjęcie i chcesz się nim pochwalić? Nakręciłeś ciekawy filmik i nie wiesz co z nim zrobić? Załóż swój profil na POBOCZU i pokaż swą twórczość całemu światu! 


Więcej tekstów tego autora znajdziesz po kliknięciu w avatar.

 

 

           

 

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

Autor:

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Spada sprzedaż paliwa. Z biedy? Raczej nie

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 969,

przeczytane przez: 1453 osoby Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony