Spowiedź mechanika. Też usłyszałeś "Nie mam czasu..."?

Niewielki warsztat na obrzeżach byłego miasta wojewódzkiego. Wypolerowane podnośniki i skrzynki narzędziowe "pachną" dbałością, ale obdrapane ściany i połatany dach zdradzają, że właścicielowi raczej się nie przelewa.

Zdjęcie

Jakie auto? A, nie... To nie mam czasu /poboczem.pl
Jakie auto? A, nie... To nie mam czasu
/poboczem.pl
"Pan  Zenek", nielegalny mechanik, musi zniknąć

Zawodowi historycy bardzo nie lubią takich rozważań, ale chyba każdemu z nas zdarzyło się zastanawiać, "co by było gdyby...". Czynimy tak z reguły po wszelkiego rodzaju niemiłych zdarzeniach. Gdybym wcześniej zauważył, że od dłuższej chwili jedzie za mną podejrzana Insignia, nie... czytaj więcej

Na placu przed warsztatem różne marki i modele. Na wymianę "dwumasu" czeka całkiem jeszcze "świeża" Toyota Corolla. Kilka aut dalej, w kolejce do reanimacji, stoi poczciwy, pełnoletni Passat B3.

W pewnym momencie, dymiąc jak O.R.P Błyskawica, pod bramę zajeżdża kapiący olejem Renault Scenic. Naprawa nie wydaje się skomplikowana, wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na uszkodzoną turbosprężarkę. Mimo tego, kręcący głową mechanik rzuca tylko lakoniczne "Niestety, nie mam czasu. Proszę próbować gdzie indziej".

Reklama

Z właścicielem wspomnianego warsztatu znam się nie od dzisiaj. Pozwalam więc sobie poprosić o wyjaśnienie magicznego "Nie mam czasu", z jakim wielu kierowców często spotyka się w warsztatach.

- Na stare lata nie chce ci się już babrać w olejach? - zagaduję więc, nie kryjąc uśmiechu.

"Heh, ja wiem, jak to wygląda z boku, ale wczuj się w moją sytuacje... Doskonale wiesz, że rozsypało się turbo - wymiana niby nie jest skomplikowana. Ale widzisz. Gość powiedział mi właśnie, że przyjechał tak z urlopu. Dolał kilka litrów najtańszego oleju i zrobił trasę ponad 400 km. Rozumiesz? 400 km w rzygającym olejem dCi! Żeby to jeszcze był jakiś stary diesel. Ale ten - sam wiesz - bezzamkowe panewki.

Teraz tak. Wypruje turbinę. Ok - to tysiąc złotych plus moja robota. Zaraz okaże się, że rozwalony jest też intercooler. Do tego - na 90 proc. - plując olejem zawaliło "kata". To - lekko licząc - kolejny tysiąc. No i mamy już prawie 3 tys. w samych częściach, a ten trup nie jest przecież warty więcej, jak 15 tys. Idźmy dalej. Poskładam wszystko do kupy a za tydzień korba wyjdzie bokiem, bo obróci się któraś z panewek. Spróbuj wtedy wytłumaczyć gościowi, że sam ją przytarł jadać taki dystans bez oleju. Usłyszysz przecież, że jak oddawał auto do warsztatu, to nic takiego się nie działo! Dzięki serdeczne, nawet nie chce tego g...a dotykać!".

Zdjęcie

Są samochody, których mechanicy nie chcą naprawiać /poboczem.pl
Są samochody, których mechanicy nie chcą naprawiać
/poboczem.pl

- Jasna sprawa. Ale można przecież próbować uświadomić klienta, że na samej turbinie to się raczej nie skończy?

"Widzisz. Kiedyś dzwoniłem do klientów, gdy tylko zauważyłem coś, co z miejsca kwalifikowało się do wymiany. Większość traktowała mnie gburowato zakładając że - po prostu - chce ich orżnąć. Szybko nauczyłem się, że w tym kraju dobry mechanik to taki, który robi wyłącznie to, co mu zlecono. Teraz z klientami kontaktuje się tylko w ekstremalnych przypadkach, gdy - bez zakupu dodatkowych części - nie uda mi się poskładać wszystkiego do kupy. Ludzie nie mają pojęcia o budowie auta - zakładają więc, że traktujesz ich jak frajerów i chcesz zgolić, co się da". 

- Czyli nie boisz się auta, tylko raczej postawy właściciela?

"Jasne, że są samochody, których konstruktorów powinno się powiesić za jaja. Ale to naprawdę margines. Problem dotyczy nie tyle techniki, co jakości. Popatrz za siebie. W tym starym trupie (Mercedes 190) wymieniałem wczoraj środkowy tłumik. Po 25 latach, z ośmiu śrub urwała się jedna. Spróbuj zrobić to samo w 7-letnim Renault! Bez szlifierki i palnika nawet pod to g...o nie wchodź!

- Nie wiem czy wiesz, ale jeśli dokładnie Cię zacytuje, w komentarzach przeczytasz zaraz, że "g...o" to się znasz. Że wystarczy przecież dbać o auto, wymieniać oleje itd...

"No i właśnie z tego powodu nie chce mi się babrać z cukiereczkami i klientami, co wiedzą lepiej. Możesz sobie dbać ile wlezie, trzymać i chuchać pod kołderką, ale tego, że jeździsz plastikowym badziewiem nie zmienisz. Bo, co taki informatyk czy dajmy na to przedstawiciel handlowy może wiedzieć. Kupi sobie wymarzonego Mondeo lub "Pastucha" i myśli, że boga za nogi złapał. A to przecież tylko stare używane auto zrobione z plasteliny. Tak - z plasteliny. Po 300 tys. km, a tyle mają w Niemczech 4-latki, to już złom - jak zaczniesz się przyglądać z bliska, to nie wiesz w co ręce włożyć..."

- W takim razie, co byś poradził ludziom, którzy wydając ciężko zarobione 20 czy 30 tys. zł liczą na to, że ich nowy - w cudzysłowie - nabytek nie puści ich z torbami?

"Co ja bym poradził? Przecież właśnie dzięki nim moje dzieci nie muszą chodzić na szczaw i mirabelki (głośny śmiech). A tak na poważnie. Czy ja wiem? Jak masz na samochód uciułane 30 tys. zł to kup sobie taki za 15 tys. Oba będą psuć się na potęgę, tyle, że starszy model naprawisz za pół ceny. Zresztą popatrz na mnie. Pół roku szukałem sobie auta do 30 - 35 tys. zł. Obejrzałem z 10 Mercedesów W211 - same trupy - i w efekcie jeżdżę dziś starym "Okularem" za 10 tys. zł. Tyle że - wiesz - mam własny warsztat i migomat więc (tu znów głośny śmiech) mogę!" 

Z mechanikiem rozmawiał Paweł Rygas

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Spowiedź mechanika. Też usłyszałeś "Nie mam czasu..."?

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 139,

przeczytane przez: 10 670 osób Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony