Stało się. Ideologia dżender wkroczyła do motoryzacji

Trzeba być naprawdę bardzo, bardzo czujnym, bowiem wraz z zachodnimi wiatrami wciąż docierają do nas szkodliwe trendy, mody i obyczaje. Jednym z najgorszych jest, jak wiadomo, dżender.

Zdjęcie

Smart ForFour /
Smart ForFour
/

Według wyznawców tej niebezpiecznej dla zdrowych społeczeństw ideologii nie jesteśmy mężczyznami i kobietami, bo nimi się urodziliśmy, lecz dlatego, że daliśmy się wtłoczyć w role przypisane obu płciom przez tradycję i kulturę. Żeby się wyzwolić z owych okowów, chłopcy powinni przebierać się w sukienki, a dziewczynki bawić wiertarkami. Dżenderyści próbują wkraczać ze swoją pokrętną filozofią w każdą dziedzinę życia. Niestety, także do motoryzacji...

Zaczęło się od niewinnego pytania, czy chcę przejechać się fajnym samochodem ze stajni Mercedesa. Już w tym momencie w głębi duszy rozumnej istoty powinno rozbłysnąć  ostrzegawcze światełko - co to znaczy: "ze stajni Mercedesa"? Dlaczego nie po prostu Mercedesem? No i ta nazwa modelu... "Fanfan", czy jakoś tak... Słyszeliście kiedyś o Mercedesie Fanfan?

Reklama

Potem było jak w anegdotach o Radiu Erewań. "Na Placu Czerwonym w Moskwie rozdają samochody". Wszystko prawda, tylko że nie na Placu Czerwonym, lecz na Newskim Prospekcie. Nie w Moskwie, ale w Leningradzie. Nie samochody, lecz rowery. Nie rozdają, ale kradną...

Autem ze stajni Mercedesa nie był wóz z trójramienną gwiazdą na masce, lecz Smart; owszem, przedstawiciel marki należącej do koncernu ze Stuttgartu, lecz przecież żaden tam prawdziwy Mercedes. I nie "Fanfan", ale Forfour.

Do snucia podejrzeń - każdy przyzna, że uzasadnionych - skłania również historia i rodowód tego modelu. Pierwszy Smart Forfour pojawił się na drogach w 2004 r. Miał być większą, czteroosobową alternatywą dla swojego dwumiejscowego brata. Nie cieszył się jednak popularnością, więc szybko został wycofany z oferty.  Dlaczego wraca właśnie teraz, w dobie coraz bardziej panoszącego się dżenderyzmu? Chyba nikt nie uwierzy, że to przypadek. Jest oczywistą oczywistością, że mamy do czynienia z podstępną próbą zwabienia i zdeprawowania nieświadomej zagrożenia męskiej klienteli. Przekonania facetów, że ten trzyipółmetrowej długości samochodzik jest przeznaczony również dla nich. Nawet jeżeli nie są dostawcami pizzy...

To nie wszystko. Otóż Smart Forfour numer 1 powstał we współpracy z Mitsubishi. Jego następca to bliźniak Renault Twingo, produkowany, zapewne dla dodatkowego zmylenia tropów - w Słowenii. Francuz przebrany w cudze łaszki i udający Niemca? Tfu...

To wszystko składa się w logiczną całość, ale trudno, zostałem wciągnięty w pułapkę, więc trzeba, zachowując ostrożność, brnąć dalej.

Podstawiony do testów pojazd ze swoim dwukolorowym nadwoziem wyglądał trochę niepoważnie, jednak nie na tyle niepoważnie, by nie zaryzykować zajęcia miejsca za jego kierownicą.  

Wsiadasz zatem chłopie do środka i... wpadasz w panikę. Masz bowiem nieodparte wrażenie, że znalazłeś się wewnątrz zabawki, skonstruowanej dokładnie wedle zasad dżenderyzmu. Niby pojazd mechaniczny, ale taki jakiś szczebiotliwy, wesolutki, ciumciowaty. Aż zerkasz ukradkiem na fotel pasażera sprawdzając, czy przypadkiem nie siedzi na nim lalka Barbie. Albo, co jeszcze gorsze, Teletubiś Twinky Winky...

Zdjęcie

. /INTERIA.PL
.
/INTERIA.PL

W Smarcie Forfour w testowanej wersji Proxy nic nie jest zwyczajne. Począwszy od biało-niebieskiego wystroju kokpitu, przez obłości plastików, wymyślny panel sterowania nawiewem i klimatyzacją (temperaturę ustawia się suwakiem) po fikuśny obrotomierz z zegarem, ustawiony za kierownicą, tuż przy przednim lewym słupku. Przed oczami kierowcy widnieje ogromny prędkościomierz. Centralne miejsce na desce rozdzielczej zajmuje tabletopodobne "cuś", na którym wyświetlane są m.in. wskazania nawigacji oraz informacje, dotyczące ekologiczności stylu jazdy. "Aktualna podróż 51% eco. Przyspieszyć. Przewidująco. Przełączać". Co to o u licha znaczy?

Czy zaprosiłbyś do takiego cacuszka kumpla, żeby go podwieźć na trening kickboxingu?

W Smarcie mimo woli zaczynasz mówić, posługując się zdrobnieniami. Samochód? Raczej samochodzik. Maska? Raczej maseczka. Do tego oczywiście otwierana w dziwny sposób, przez zwolnienie zaczepów, znajdujących się po obu jej stronach. A trzeba to zrobić, żeby np. uzupełnić w zbiorniku płyn do spryskiwaczy. Bagażnik? Raczej bagażniczek, w postaci półeczki nad silniczkiem. Właśnie silniczkiem, bo jak inaczej nazwać napędzającą tylne koła, za pośrednictwem 5-biegowej przekładni manualnej, trzycylindrową jednostkę o pojemności 999 ccm i mocy 71 KM. Niby nie takiej małej, zważywszy, że autko waży tylko 900 kg, ale nijak nie przekładającej się na dynamikę. Przyspieszenie od 0 do 100 km/godz. w około 16 sekund, katalogowa prędkość maksymalna 151 km/godz. Przy takich osiągach przystąpienie do wyprzedzania ciężarówki jest poważną decyzją życiową. Tym bardziej, że po szczęśliwym zakończeniu tego ryzykownego manewru grozi nam zdmuchnięcie z szosy przez podmuch wiatru.

Zdjęcie

. /INTERIA.PL
.
/INTERIA.PL

Poważne w testowanym samochodzie jest za to zużycie paliwa. Gdy przemieszczaliśmy się w mieście, na krótkich odcinkach, komputer pokładowy pokazywał średnie spalanie przekraczające 10 litrów bezołowiowej na 100 km. A przecież Smart jest pojazdem typowo miejskim. Zresztą trzeba uczciwie przyznać, że w swoim naturalnym żywiole spisuje się całkiem nieźle. Dzięki tylnemu napędowi i niewielkim gabarytom imponuje fantastyczną zwrotnością. Kabina nie sprawia bynajmniej wrażenia klaustrofobicznej, a monolityczne fotele zapewniają wygodę kierowcy i siedzącemu obok niego pasażerowi. Z tyłu rzecz jasna jest bez porównania ciaśniej. Brakuje zarówno miejsca na nogi, jak i nad głową, gdzie przestrzeń ogranicza standardowy w tej wersji szklany dach. Dość sztywne zawieszenie daje się we znaki na wybojach, a w słuchaniu radia przeszkadza hałas, przedostający się do wnętrza.

Największą wadą Smarta Forfour jest jednak jego cena. W testowanej wersji auto kosztuje prawie 73 tys. zł. Za takie pieniądze można już kupić przyzwoicie wyposażony kompakt. Większy, mocniejszy, bezpieczniejszy i nie mający nic wspólnego z przebrzydłym dżenderyzmem... 

A TESTY "NA POWAŻNIE"  SMARTÓW ZNAJDZIESZ TUTAJ.    

      

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Stało się. Ideologia dżender wkroczyła do motoryzacji

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 43,

przeczytane przez: 125 osób Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony