Szaleniec z Sopotu, czyli syndrom "winy Tuska"

No to mamy kolejną sensację. Pewien kierowca Hondy wjechał nocą w Sopocie na ul. Bohaterów Monte Cassino, czyli zawsze zatłoczony deptak, zwany popularnie "monciakiem", oraz na słynne molo, raniąc ponad 20 przechodniów.

Zdjęcie

"Marek": "To nie był syn bezrobotnego stoczniowca tylko kogoś znanego skoro nawet prezydent Sopotu ukrywa nazwisko sprawcy. Dziennikarze też się boją, kto to jest ten szaleniec?" /PAP
"Marek": "To nie był syn bezrobotnego stoczniowca tylko kogoś znanego skoro nawet prezydent Sopotu ukrywa nazwisko sprawcy. Dziennikarze też się boją, kto to jest ten szaleniec?"
/PAP

Sprawcą nieszczęścia okazał się 32-letni mieszkaniec Redy. Mężczyzna był trzeźwy, ale są podejrzenia, że mógł pozostawać pod wpływem narkotyków. Pojawiły się też informacje, iż leczył się psychiatrycznie.

Cóż, takie rzeczy w liczącym 38 mln mieszkańców kraju zdarzały się i zapewne będą zdarzać się w przyszłości. Powtarzalna i przewidywalna jest także reakcja opinii publicznej, przejawiająca się w komentarzach internetowych.

Reklama

Jak zawsze odzywają się zwolennicy bezpośredniej, ludowej formy wymiaru sprawiedliwości, nawołujący do brania spraw w swoje ręce i samodzielnego karania przestępców  ("Madzia 30yo": "Chyba nadszedł czas, abyśmy sami zaczęli eliminować takich zboków... Zanim nas pozabijają... W następnej kolejności ich "obrońców"... Którym widocznie zależy, aby nas pozabijali...").

Dostaje się oczywiście również władzom, zarówno lokalnym, jak i centralnym (syndrom "winy Tuska"). Najbardziej znamienne są jednak głosy, sugerujące, że sprawa zostanie zamieciona pod dywan, bowiem szalejący po sopockich deptakach kierowca jest zapewne krewniakiem kogoś bardzo wpływowego.

"kamil": "Podać nazwisko sprawcy i wszystko będzie jasne! Prezydent Sopotu już go broni a to jest podejrzana sprawa !"

"bee dziss": "Jeśli prezydent SoPOtu zabiera tak szybko głos w tej sprawie to coś tu z daleka brzydko cuchnie...Psychol w SoPocie, psycholka w Wawie... Noo...proszę państwa!"

"agata": "Prezydent miasta mówi, że przestępca leczy się psychiatrycznie???? To coś niebywałego... To jest po prostu syn sędziny z Trójmiasta... Prezydent rzecznikiem przestępcy..."

"Marek": "To nie był syn bezrobotnego stoczniowca tylko kogoś znanego skoro nawet prezydent Sopotu ukrywa nazwisko sprawcy. Dziennikarze też się boją, kto to jest ten szaleniec?"

Tak jest przy okazji każdego spektakularnego wypadku drogowego: nic mu nie zrobią, bo to syn (córka, wnuk, pociotek w szóstym pokoleniu w linii bocznej) posła (prokuratora, sędziego, wysokiego rangą oficera policji, burmistrza, bogatego biznesmena, szarej eminencji itp.). Wiadomo - układ, korupcja, ręką rękę myje, k...wa k...wie łba nie urwie.

Tymczasem zastanówmy się: ile znamy przypadków, które jednoznacznie potwierdzałyby powyższą tezę? Przemysław W., syn prezydenta Lecha Wałęsy? Owszem, ale przypomnijmy, iż osławiona pomroczność jasna, użyta jako okoliczność łagodząca przez obrońcę wspomnianego młodzieńca, nie wystarczyła do jego uniewinnienia. Przemysław W. za spowodowanie wypadku w stanie nietrzeźwym został skazany w 1995 r. na 21 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na cztery lata. W 2003 r. - znowu za jazdę po pijanemu (alkomat wykazał prawie dwa promile w wydychanym powietrzu) dostał rok więzienia, nawiasem mówiąc też "w zawiasach".

Zdjęcie

"kamil": "Podać nazwisko sprawcy i wszystko będzie jasne! Prezydent Sopotu już go broni a to jest podejrzana sprawa !" /PAP
"kamil": "Podać nazwisko sprawcy i wszystko będzie jasne! Prezydent Sopotu już go broni a to jest podejrzana sprawa !"
/PAP

Kto jeszcze? Nałogowo podpalający samochody syn warszawskiego mecenasa. Wspomniana w jednym z komentarzy "psycholka w Wawie", która wjechała Mercedesem do przejścia podziemnego w centrum stolicy. "Frog", czyli drifter rajdujący beemką po Warszawie. Z tym, że te dwa ostatnie przypadki to na razie tylko podejrzenia, dotyczące, hm... niekonwencjonalnych powiązań towarzyskich lub rodzinnych.

Być może o czymś zapomnieliśmy. Być może ktoś z czytelników zna podobne historie ze swojego otoczenia, oparte na twardych faktach, a nie plotkach i pogłoskach. To jednak i tak za mało, aby wysnuwać wniosek o pladze kumoterstwa w Polsce.

Zresztą uderzmy się w piersi. Wyobraźcie sobie, że jesteście prominentami i ktoś z waszych najbliższych popadł w konflikt z prawem. Co zrobicie? Wzruszycie ramionami, mówiąc: "narobiłeś dziadostwa, więc radź sobie sam, ja umywam ręce"? Czy poruszycie niebo i ziemię, zatrudnicie najlepszych adwokatów, wykorzystacie wszelkie kruczki prawne i wpływy, aby pomóc bliskiej osobie? To przecież ludzkie i normalne i trudno z powodu takiego postępowania czynić komukolwiek zarzut. Piłka jest po stronie państwa, które powinno zadbać, aby organa ścigania i wymiar sprawiedliwości wszystkich obywateli traktowały jednakowo. Niezależnie od znajomości, statusu społecznego i majątkowego.

Z drugiej strony nawet w Stanach Zjednoczonych, chlubiących się rzekomo niewzruszoną bezstronnością sądownictwa, są równi i równiejsi. Wystarczy przypomnieć głośne wydarzenie sprzed lat. W 1969 r. senator Edward Kennedy, przedstawiciel jednej z najbardziej wpływowych rodzin w USA, spowodował po pijanemu wypadek samochodowy, w którym zginęła jadąca z nim młoda kobieta. Sprawca tragedii nie poszedł do więzienia. Ba, ta fatalna historia nie przekreśliła jego kariery politycznej. W późniejszych latach "Ted" Kennedy ubiegał się nawet o urząd prezydenta Stanów Zjednoczonych...     

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Szaleniec z Sopotu, czyli syndrom "winy Tuska"

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 668,

przeczytane przez: 1002 osoby Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony