Szukamy nazwy dla polskiego auta na prąd. Może "kumpel"?

Jak będą nazywać się polskie samochody elektryczne, które, jeśli spełnią się zapowiedzi wicepremiera Mateusza Morawieckiego, już za kilka lat w liczbie miliona sztuk zapełnią nasze drogi? Mamy nadzieję, że nie FSE01, jakie to oznaczenie otrzymał wehikuł zaprezentowany niedawno przez pewną firmę z Bielska Białej. Pierwszy polski samochód elektryczny zdecydowanie zasługuje na lepszą nazwę, godną zasług i ambicji powstałego właśnie z kolan dumnego narodu.

Zdjęcie

. /
.
/

Na początek warto przyjrzeć się, jak to robią za granicą. Niektórzy producenci idą na łatwiznę i modele swoich aut po prostu numerują, niekiedy łącząc symbole literowe z cyframi. Mamy zatem Peugeota 3008, Audi A4 czy Citroëna C3. Są szczęściarze, w których przypadku dzięki walorom rodzimego języka ta metoda nawet całkiem nieźle się sprawdza. Seicento w nazwie jednego z fiatów to przecież nic innego, jak słowna interpretacja liczby 600. A brzmi pięknie. Alfa Romeo Giulia Quadrifoglio... Czysta poezja, tymczasem w dosłownym tłumaczeniu oznacza Julię Czterolistną Koniczynę. Gdyby inny model Alfy, Giuliettę Veloce, produkowano na Żeraniu, byłaby Szybką Julką. Ewentualnie Chyżą lub Rączą. A wyobraźcie sobie BMW Drei, Fünf lub Sieben... Brrr...     

Cytat

a co powiecie na nazwę One, czytaj: Łan? Przywodzi na myśl polską wieś, ostoję tradycyjnych wartości, a poza tym da się łatwo przerobić na U-łan

Niemcy, dostrzegając ułomności mowy Goethego, Schillera i Angeli Merkel, przezornie nie nie poszli tą drogą. Volkswagen poszukał nazw neutralnych, nie budzących żadnych złych skojarzeń. Polo, Golf, Passat, Tiguan... Nie ma się do czego przyczepić. Pewną osobliwością jest up!, prawdopodobnie jedyny na świecie model samochodu z wykrzyknikiem w nazwie, prawdziwe utrapienie dziennikarzy i korektorek. Jeżdżę upem, up!-em czy może upem!? Skoda nawiązuje do własnych tradycji (Octavia) i mitycznych (Yeti) lub rzeczywistych (alaskański niedźwiedź Kodiak) stworzeń z innych kontynentów. Ciekawym przypadkiem jest model Citigo. Jak by to było po czesku? Velkoměstojit?

Reklama

Jeszcze bardziej kosmopolitycznie postępuje Opel. Nazwa Corsa brzmi z włoska, Astra i Insignia są bliskie klasycznej łaciny. Za ciekawy eksperyment należy uznać wykorzystanie imion członków rodziny założycieli firmy z Rüsselsheim: protoplasty Adama i syna Karla. W kolejce czekają pozostali potomkowie Adama Opla: Ludwig, Wilhelm oraz, uwaga - Fritz i Heinrich.

- Podobno kupiłeś sobie nowy wóz?

- Tak, Opla Fritza.

Jest nadzieja, że po przejęciu marki Opel przez Francuzów z PSA nigdy do takiej rozmowy nie dojdzie.

A propos Francuzów... Ich honor ratuje Renault. Przyznacie, że takie nazwy jak Twingo, Clio, Laguna czy Talisman są naprawdę udane.

Na łatwiznę, podobnie jak Włosi wykorzystując walory ojczystego języka, poszli Hiszpanie. Poszczególne modele SEATA noszą nazwy tamtejszych miast. Toledo, Altea, Ateca, Cordoba...     

Może i my skorzystalibyśmy z podobnego schematu? Precedens już był - mamy oczywiście na myśli produkowaną w FSO Warszawę. Warto jednak pamiętać, że nie każde miasto nadaje się do roli dawcy nazwy. Na przykład Łódź, Września, Swarzędz, Trzemeszno, Zduńska Wola, Ostrzeszów, Gorzów Wielkopolski, Mińsk Mazowiecki, Wąbrzeźno itd. Również Bełchatów i Turoszów, skądinąd doskonałe, bo będące siedzibami elektrowni, które dostarczą energię dla polskich samochodów elektrycznych.

Można upamiętnić chlubne zwycięstwa polskiego oręża, przy okazji ucierając nosa sąsiadom (samochód o nazwie Grunwald jako produkt eksportowy do Niemiec? He, he, he...). Szkoda, że zajęta jest już nazwa Hussarya. Po rozpowszechnieniu jej w milionie aut łyso byłoby Szwedom i Turkom. Można sięgnąć do bogatej skarbnicy pseudonimów Żołnierzy Wyklętych. (Jeżdżę Ogniem? Hm... Jakbyśmy to już gdzieś słyszeli...). Można wreszcie uhonorować najwybitniejszych współczesnych Polaków, sprytnie łącząc patriotyczny obowiązek z zabiegami marketingowymi, podejmowanymi z myślą o ekspansji na światowe rynki. Jarosław vel Jaroslav (do krajów słowiańskich) vel Jaro (dla odbiorców anglojęzycznych i bratanków z  Węgier), Beata (raczej nie Beat, które to słowo tłumaczy się na "bić", ale także na "lawirować"), Antoni (w segmencie A, czyli pojazdów najmniejszych: Ant - Mrówka), Mateusz (w wersji eksportowej Mate - Kumpel), Lech... Nie, Lech raczej nie, bo może kojarzyć się z niewłaściwą postacią o tym imieniu.      

Hej, a co powiecie na nazwę One, czytaj: Łan? Przywodzi na myśl polską wieś, ostoję  tradycyjnych wartości, a poza tym da się łatwo przerobić na U-łan.   

Zresztą - wszystko jedno. Byle, na litość boską, nie FSE01!  

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Szukamy nazwy dla polskiego auta na prąd. Może "kumpel"?

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 227,

przeczytane przez: 4378 osób Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony