Tajny chiński list w sprawie autostrad...

Chińska firma COVEC wycofuje się z budowy kluczowego odcinka autostrady A 2. Jedni załamują ręce, inni je zacierają, powtarzając: "A nie mówiliśmy? Nie ostrzegaliśmy? Dobrze wam tak teraz...". Jeszcze inni nadrabiają miną, sięgając po stary okrzyk piłkarskich kibiców, dobrze znany ze stadionów, na których gra nasza reprezentacja narodowa: "Polacy, nic się nie stało! Polacy, nic się nie stało!" My tymczasem dotarliśmy do korespondencji między dwoma przedsiębiorcami z Szanghaju.

Zdjęcie

  Piszę, aby Cię poinformować, że wróciłem właśnie z Polski...
  Piszę, aby Cię poinformować, że wróciłem właśnie z Polski...
Poniżej przekazujemy treść owego listu, w wolnym, redakcyjnym tłumaczeniu z mandaryńskiego. Materiał wydaje się autentyczny, choć oczywiście za jego wiarygodność nie ręczymy.

Rysunek z serwisu zboku.pl"Drogi Liu!

Reklama

Mam nadzieję, że jesteś zdrowy, podobnie jak twoja Szanowna Rodzina. Przekaż moje najniższe ukłony Czcigodnej Małżonce. Piszę, aby Cię poinformować, że wróciłem właśnie z Polski. Może kiedyś słyszałeś - to takie nieduże, trochę dziwne państwo w Europie, między Niemcami a Rosją. Polska kilka lat temu wstąpiła do Unii Europejskiej i dostaje z Brukseli dużą kasę na inwestycje. W przyszłym roku organizuje mistrzostwa w piłkę nożną i w związku z tym próbuje połączyć główne miasta w kraju autostradami. Słabo im to idzie, dlatego szukają wykonawców za granicą. I tu jest właśnie, do stu tysięcy misek zjełczałego ryżu, interes do zrobienia! Mówię ci, to pewniak, zero ryzyka, a forsa naprawdę niezła.

Plan jest taki: zakładamy szybko firmę. Nazwiemy ją jakoś tak po angielsku, żeby spodobało się Europejczykom. Na przykład China Overseas Highways Construction, w skrócie COHC. Znam pewnego starego kulisa w Kantonie, który za parę juanów zmajstruje dla nas papiery, z których będzie wynikało, że mamy odpowiedni kapitał i duże doświadczenie, bo budowaliśmy autostrady w Gabonie i w prowincji Huangzhou. Nikt się nie kapnie, że papiery są lewe, a na to, by pojechać i sprawdzić na miejscu, Polacy nie mają ani ochoty ani pieniędzy.

U nas, jak wiesz, dobre zlecenie dostaje ten, kto da najwięcej, no i wie, komu dać. Trochę się jeszcze mało orientuję, ale przypuszczam, że w Polsce jest tak samo, jednak oficjalnie robotę otrzymują ci, którzy chcą najmniej, to znaczy zaoferują najniższą cenę. To się nazywa: wygrać przetarg. Kapujesz? Nie? Nic nie szkodzi. Idźmy dalej. Skąd będziemy mieli pewność, że to my zażądaliśmy najmniej? To proste. Załóżmy, że zamawiający, czyli polska państwowa instytucja odpowiedzialna za budowę dróg, wyliczyła, że autostrada będzie ją kosztowała miliard złotych (złoty to miejscowa waluta, która nie ma nic wspólnego ze złotem). My zaproponujemy, ot tak, z kapelusza, 500 milionów. Wtedy ta instytucja, której nazwy nie chce mi się nawet pamiętać, powinna zesłać swojego kosztorysanta do obozu pracy za sabotaż bo dwukrotnie zawyżył wartość zlecenia, albo połapać się, że to zwykła ściema i za takie pieniądze autostrady zbudować się nie da. Ale nie, oni się ucieszą, że tyle zaoszczędzą i podpiszą z nami umowę. Gdyby ktoś dociekliwy zaczął zadawać za dużo pytań, to wytłumaczymy, że chcemy wejść na rynki europejskie, dlatego postanowiliśmy pracować po kosztach; że mamy forsy jak lodu, więc nie potrzebujemy kredytów, i takie tam bajki zza Wielkiego Muru. Pomyślą, że trafili na frajerów, że zaraz z Chin przyjedzie pięć tysięcy robotników, którzy będą pracowali świątek i piątek za dwa dolary dniówka. No mówię ci, tacy są naiwni...

Zobacz również:

Co robimy dalej? Szukamy miejscowych podwykonawców i obiecujemy im złote góry. Oczywiście płacić im nie będziemy i kolejne zaliczki będą tylko dla nas, do podziału. A propos: proponuję fifty fifty, pekińskim targiem. Tu ludzie są cierpliwi, przyzwyczajeni, że w biznesie nikt nikomu od ręki nie płaci. Potem będziemy mieli dwie możliwości. Pierwsza - wiedząc, że rząd ma nóż na gardle, bo mistrzostwa w kopaną już za rok i jeśli nie uda się zbudować na czas autostrad, to będzie totalny obciach, zażądamy renegocjacji umowy na nowych, naszych warunkach. Druga, jeśli nie przestraszą się obsuwy - zwijamy manatki i szukaj wiatru w Szanghaju!

Aha, i jeszcze jedno. Na negocjacje do Warszawy (tak się nazywa stolica Polski) dla bezpieczeństwa możesz wysłać kuzyna Li Nin. Tego, co ma trzy wyroki, więc mu nie zależy. A miejscowi i tak się nie połapią, bo oni naszych, uwierzysz, kompletnie nie odróżniają...

Twój oddany szwagier

Shi Tsi Pin"

***

Redakcja serwisu Poboczem.pl nie ponosi odpowiedzialności za wyrażane w komentarzach słowa (a także czyny) osobników, których IQ i poczucie humoru nie pozwoliło na przyswojenie treści artykułu...

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

Autor:

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Tajny chiński list w sprawie autostrad...

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 204,

przeczytane przez: 306 osób Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony