Tankowanie nocą, krótko przed północą

​ "Tankowanie nocą - trochę przed północą. Tankowanie nocą bez świadków i gwiazd. Kto nocą smaruj, ten bak zatankuje, Ten się nagaruje po dach, że aż strach"

Tak śpiewał przed laty Franek Kimono, czyli Piotr Fronczewski. Niby po polsku, ale z obecnego punktu widzenia - bez sensu. Czytelnikom, nie pamiętającym czasów Polski Ludowej należy się zatem wytłumaczenie powyższego tekstu.

Najpierw jednak wypada krótko zarysować tło historyczne. Otóż cytowany utwór powstał w latach 80., czyli w okresie powszechnej reglamentacji towarów konsumpcyjnych. System kartkowy obejmował również detaliczną dystrybucję paliw płynnych. Przydział zależał od pojemności silnika samochodu. W 1982 r. właściciel malucha mógł oficjalnie kupić 30 litrów benzyny, ale nie jednorazowo, lecz w trzech ratach - po 10 litrów, tylko w dniach, których końcówka daty odpowiadała ostatniej cyfrze w numerze rejestracyjnym pojazdu. Kto chciał jeździć więcej, musiał podlizywać się władzy, która rozdzielała dodatkowe talony na paliwo lub skorumpować pracownika stacji CPN. I o tym właśnie traktuje pieśń Franka Kimono.

Reklama

"Tankowanie nocą, krótko przed północą" - ze względu na mniejszy ruch przy dystrybutorach. "Bez świadków i gwiazd" - samotność i ciemności sprzyjały bezpiecznemu przeprowadzeniu całej, w końcu nielegalnej operacji. "Kto nocą smaruje, ten bak zatankuje" - nie chodzi tu oczywiście o "smarowanie" w znaczeniu technicznym, lecz czynność, polegającą na wręczeniu korzyści majątkowej pompiarzowi. "Ten się nagaruje po dach, że aż strach" - pisząc te słowa, poeta miał na myśli sytuację, gdy dzięki wyjątkowemu fartowi, kierowcy udało się nie tylko zatankować pod korek zbiornik fabrycznie zamontowany w aucie, lecz także przezornie zabieraną ze sobą baterię kanistrów.

Jak pracownicy stacji rozliczali się ze sprzedanego na lewo paliwa, jak i z kim dzielili się dochodami z tego procederu, pozostaje ich słodką tajemnicą. Jedno jest pewne - dzięki systemowi kartkowemu pozycja społeczna nalewaczy benzyny w ostatniej dekadzie PRL równa była pozycji kierownika sklepu mięsnego.

Tak było, a jak jest dzisiaj - każdy widzi. Spełniły się marzenia tych, którzy w słusznie minionej epoce wyjeżdżali na tzw. Zachód i na widok tamtejszych stacji benzynowych - eleganckich, jasno oświetlonych, kolorowych, funkcjonujących zgodnie z zasadami gospodarki towarowo-pieniężnej - wzdychali: "Ech, żeby tak kiedyś było i u nas..."

No i doczekaliśmy się. Jednak pod pewnym względem kupowanie paliwa w czasach PRL miało przewagę nad kupowaniem współczesnym. Właściciel samochodu był obsługiwany. Opryskliwie, z łaski, niekiedy przez zarośniętego osobnika w brudnym drelichu, ale jednak obsługiwany. Dzisiaj praktycznie wszystkie stacje, należące do dużych sieci, mają charakter samoobsługowy. Niektórym kierowcom to zupełnie nie przeszkadza. Są też jednak tacy, osobliwie płci żeńskiej, którzy za mocowaniem się z otwieraniem i zamykaniem baku, samodzielnym wlewaniem paliwa, koniecznością pofatygowania się do kasy, zdecydowanie nie przepadają. Wolą nadłożyć drogi, zapłacić parę groszy więcej, ale tankować tam, gdzie mogą liczyć na żywą obsługę. Nawiasem mówiąc, często zadziwiająco podobną poziomem do tej z okresu wszechwładnego panowania państwowej Centrali Produktów Naftowych...

Enklawą, w której kierowca nie jest pozostawiony sam sobie, są dystrybutory z LPG. Tankowanie autogazu to wciąż czynność zarezerwowana dla pracowników stacji. I jak słychać, tak na razie będzie, ponieważ ewentualne wprowadzenie w tym względzie samoobsługi wymaga licznych zmian w przepisach, których dokonanie się odwleka.

Nie zaznaczono żadnej odpowiedzi !

Jak powinno odbywać się tankowanie autogazu?

  • 41%
  • 44%
  • 15%
głosów: 4108
Zwolennicy autogazowej samoobsługi wskazują na doświadczenia innych europejskich państw, gdzie ona już od dawna obowiązuje. Twierdzą też, że po jej wprowadzeniu ceny LPG mogłyby być niższe o 10-15 groszy na litrze. Utrzymanie obecnego systemu tankowania grozi też, ich zdaniem, tworzeniem się długich kolejek przed dystrybutorami z gazem, ponieważ liczba samochodów napędzanych tym paliwem szybko rośnie i tylko w ubiegłym roku zwiększyła się o 250 tysięcy.

Te dwa ostatnie argumenty wydają się wątpliwe. Biorąc na logikę, wydaje się, że ogonki do LPG wydłużyłyby się właśnie po wprowadzeniu samoobsługi. Teraz, gdy tankowaniem zajmują się wprawni pracownicy stacji, idzie to bowiem szybciej, niż gdyby każdy kierowca musiał borykać się z tym zadaniem samodzielnie. Kluczową sprawą dla czasu oczekiwania jest liczba dystrybutorów z tym paliwem.

Nie wiadomo również, z czego miałby wynikać spadek ceny LPG. Z naszych obserwacji wynika, że wlewaniem gazu zajmuje się zazwyczaj pracownik akurat w konkretnej chwili wolny albo oddelegowany od kasy, a nie ktoś specjalnie do tego zatrudniony. Poza tym, jeśli rzeczywiście pojawiły się tu jakieś oszczędności, to zapewne zwiększyłyby one zysk właścicieli stacji, bez wpływu na portfele kierowców.

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl
Autor:

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Tankowanie nocą, krótko przed północą

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 145,

przeczytane przez: 217 osób Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony