Te auta "śmierdzą trupem" i kosztują krocie!

VATowe eldorado dobiega końca, przedsiębiorcy tracą właśnie możliwość wyrwania skarbówce kilku złotych. Oznacza to, że po tygodniach obżarstwa, dealerów czeka teraz wielomiesięczna głodówka.

Zdjęcie

. /
.
/

Dla których marek rok 2014 może się okazać szczególnie trudny?

 O ciekawe zestawienie pokusił się Samar, który - oszczędzając nam roboty - przygotował listę aut mających najdłuższy staż na polskim rynku. Które z fabrycznie nowych pojazdów - zamiast pachnieć nowością - delikatnie rzecz ujmując - "śmierdzą trupem"?

Reklama

 Absolutnymi rekordzistami są w tej kwestii "robole", czyli zaprojektowane do ciężkiej orki terenówki. W Polsce wciąż kupić można fabrycznie nową Ładę Nivę (debiut w 1977 roku), podobny staż ma też legendarny Mercedes G (debiut w 1979 roku), za którego - w podstawowej odmianie - niemiecka firma życzy sobie 315 tys. zł! Listę terenówek uzupełnia oferowany polskim klientom od 1999 roku Suzuki Jimny.

 W przypadku pojazdów "użytkowych" na wiek konstrukcji łatwo przymknąć oko. Co innego, gdy za auto tkwiące konstrukcyjnie w połowie lat dziewięćdziesiątych zapłacić trzeba niemal 200 tys. zł!

 Tak właśnie scharakteryzować można topowe Volvo XC90, którego ceny zaczynają się od 193 tys. zł. Samochód miał swoją rynkową premierę 12 (!) lat temu, konstrukcyjnie bazuje on na pierwszej generacji Volvo S80, które trafiło na rynek w... 1998 roku. Co ciekawe, Volvo nie narzeka jednak na brak zainteresowania. Auto, m.in. właśnie ze względu na wiek, ma opinię "pancernego". Klienci chętnie decydują się więc na ten model zanim - w przyszłym roku - pojawi się następca skręcany - w dużej mierze - chińskimi rączkami...

Zdjęcie

. /
.
/

 Numerem II na liście najstarszych samochodów na polskim rynku jest niezapomniane przez wielu nabywców (nie pomagają ani terapie, ani środki farmakologiczne) Renault Espace. Samochód, którego ceny zaczynają się w salonie od 134 tys. zł (ponad 163 tys. zł za wersję z automatem!) to ten sam model, który na giełdzie kupić można dziś za mniej niż 12 tys. zł. Auto zadebiutowało równe 11 lat temu - w 2003 roku - i w historii motoryzacji wsławiło się głównie tym, że miało mniejszy zapał do działania niż polski rząd (bez różnicy który - możecie rzucać kostką). To jeden z niewielu pojazdów, w stosunku do których słowa "Niemiec płakał jak sprzedawał" są jak najbardziej prawdziwe. Wypadałoby jednak powiedzieć, że były to łzy radości.

 Uwaga - na przyszły rok planowany jest debiut następcy. Właściciele pomocy drogowych mogą już podśpiewywać: "Będzie, będzie zabawa, będzie się działo..."

 Ostatnie miejsce na podium najstarszych dostępnych na polskim rynku osobówek zajmuje auto, o istnieniu którego - podobnie jak tysiące potencjalnych nabywców - zupełnie zapomnieliśmy. Seat Altea - bo o nim mowa - idealnie wpisuje się w hasło "niemiecki temperament, hiszpańska technologia". Auto dostępne jest w sprzedaży od 2004 roku i właściwie trudno mu cokolwiek zarzucić, poza faktem, że jest tak nijakie, jak Robert Korzeniowski wychwalający w TV jakiś nowy model Suzuki (nie wiem jaki, zawsze zasypiam przed końcem reklamy).

 

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Te auta "śmierdzą trupem" i kosztują krocie!

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 174,

przeczytane przez: 261 osób Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony