Tirowiec o osobówkach

Jestem zawodowym kierowcą tzw. TIRa z wieloletnim stażem. Piszę "tzw." bo 99,9% Polaków nie ma pojęcia co tak naprawdę kryje się za tymi trzema literkami.

Zdjęcie

  Szoferka to nie tylko miejsce pracy /poboczem.pl
  Szoferka to nie tylko miejsce pracy
/poboczem.pl
Mojej wiarygodności nie poprę liczbą lat za "fajerą", bo sam nie pamiętam odkąd jeżdżę zawodowo. Nie pochwalę się konkretną liczbą nabitych kilometrów, bo przestałem je liczyć po pierwszym milionie. Piszę, bo chcę się podzielić swoimi przemyśleniami oraz zaapelować do kierowców wszystkich rodzajów pojazdów o kilka rzeczy.

Po pierwsze - słynna ostatnimi czasy akcja "tiry na tory". Moim zdaniem nie ma nic głupszego. Dlaczego? Wystarczy popatrzeć na statystyki wypadków drogowych z udziałem aut ciężarowych. O ile w 2007 r. ich kierowcy ponosili winę w 9% przypadków, o tyle w 2009 było to już tylko 7%. Reszta była spowodowana przez innych uczestników ruchu - najczęściej osobówki.

Reklama

Wymuszanie pierwszeństwa, zajeżdżanie drogi - to standard. Odkąd jeżdżę zawodowo spotykam się z tym średnio przynajmniej trzy razy dziennie. Oczywiście, wśród "tirowców" też zdarzają się czarne owce, które wyprawiają na drogach takie rzeczy, że klękajcie narody. I bynajmniej nie zamierzam ich bronić.

Co do akcji "tiry na tory" - PKP nie jest w stanie zapewnić nam nawet czystych toalet, więc jak, wg. pomysłodawców akcji, miałoby sprostać wymaganiom kampanii? Mówimy tu o setkach nowych składów towarowych, ogromnej rozbudowie sieci kolejowej, terminalach przeładunkowych... Pamiętajmy też, że każda budka osiedlowa z warzywami czy każdy mały sklepik na wsi musiałby mieć swoją bocznicę kolejową - ciężarówek nie chce nikt, ale pełne półki w sklepach - wprost przeciwnie.

Zdjęcie

  Wypadki z udziałem "tirów" są tragiczne, ale stosunkowo rzadkie /PAP
  Wypadki z udziałem "tirów" są tragiczne, ale stosunkowo rzadkie
/PAP
Bardzo często zaglądam na oficjalną stronę www tej akcji, szczególnie chętnie czytam historie ludzi, którzy ją poparli. I co widzę? Ot, chociażby historia pewnej kobiety, której bliscy jechali SZYBKO WE MGLE, BO ZNALI DROGĘ NA PAMIĘĆ (...) i zginęli w skutek uderzenia w TIRa włączającego się do ruchu. Nie ma znaczenia, że równie dobrze mógł to być autobus czy traktor. Padło na TIRa, więc wygania je ona na tory. Takich absurdów nie brakuje.

Po drugie - infrastruktura. Dlaczego na Zachodzie nie słyszy się o wojnie między osobówkami, a TIRami? Bo tamtejsza infrastruktura do tego nie dopuszcza. Ciężarówki jadą autostradami, czyli tam gdzie ich miejsce, zjeżdżają z nich wtedy, kiedy muszą. Myślicie, że jazda lokalnymi czy nawet krajowymi drogami 40-tonowym zestawem to przyjemność? Albo przez zatłoczone miasto, kiedy głowa chce się odkręcić od patrzenia po lusterkach? Ciągła obserwacja czy ktoś nie zajedzie drogi, czy nie wyskoczy dziecko albo pies, czy za zakrętem w nocy nie będzie jechał nieoświetlony ciągnik rolniczy...

Niestety, dopóki nie będzie autostrad i obwodnic albo TIRy nie będą latać, innego wyjścia nie ma. Infrastruktury nie przybywa w takim tempie, jak aut i w najbliższej przyszłości będziemy na siebie skazani, czy tego chcemy czy nie. Dlatego apeluję do wszystkich - szanujmy się nawzajem, traktujmy się po partnersku, bo droga jest naszym wspólnym dobrem i każdy z nas ma prawo z niej korzystać, płacąc chociażby podatki z paliwa.

Zdjęcie

  Naturalnym środowiskiem "tira" powinna być autostrada /INTERIA.PL
  Naturalnym środowiskiem "tira" powinna być autostrada
/INTERIA.PL
Po trzecie - słynne "poganianie" przez TIRowców. Nie mówię tu o skrajnej głupocie, jak wyprzedzanie na zakrętach, skrzyżowaniach czy jeździe na zderzaku. Dla mnie jest to przejaw (przepraszam za określenie) debilizmu i jeszcze nigdy nie popełniłem żadnego z tych czynów. Zdaję sobie jednak sprawę, że na drogach tego nie brakuje i ciężko to czymkolwiek usprawiedliwić. Ale zastanawialiście się, dlaczego tak się dzieje? Co jest najważniejszym priorytetem w dzisiejszym transporcie? Oczywiście czas.

Większość kierowców ma też płacone od kilometra. Jedziecie powoli autem, bo nigdzie się nie śpieszy. Rozumiem, ale nie jesteście sami na drodze. A uwierzcie mi, temu w TIRze zawsze się śpieszy, bo niezależnie od sytuacji, wina za opóźnienie itp. zawsze będzie po stronie kierowcy. Bo tak łatwiej - taki dyżurowy chłopiec do bicia. Może jeszcze "polecą mu po premii" albo w ogóle straci pracę? Pamiętajcie też o czasie pracy. Ten, zły "tirowiec", który właśnie was pogania, mruga i trąbi, być może wraca do domu z 3-tygodniowej trasy. Wy też wracacie po pracy, tyle że po 8 godzinach. Wy tak czy siak dojedziecie, prędzej czy później. Ale przez to, że gościa hamowaliście, on może nie mieć tyle szczęścia. Bo np. 20 km przed domem skończy się mu dzienny i tygodniowy czas pracy. I zamiast w końcu zobaczyć się z rodziną, "tirowiec" jest skazany na koczowanie w kabinie przez cały weekend, kiedy wy w tym czasie pojedziecie na wycieczkę z rodziną, bądź grilla z przyjaciółmi.

Być może ten kierowca właśnie wracał z rozładunku w sklepie, gdzie zawsze robicie zakupy. I ktoś inny klął na niego, że pogania, że szybko jedzie... ale dzięki temu on dostarczył towar na czas. Gdy Wy możecie na drugi dzień pojechać do tego sklepu i kupić to, co zamierzaliście, on w tym czasie będzie grzał sobie stary bigos na butli…

Zdjęcie

  Kierowca to bardzo ciężki zawód /poboczem.pl
  Kierowca to bardzo ciężki zawód
/poboczem.pl
Pamiętajcie, że jesteśmy ciężko pracującymi ludźmi - 90% z Was nie ma pojęcia, jak bardzo ciężka jest to praca (jako jedna z nielicznych zaliczana do męczących "psychofizycznie", a więc zarówno umysłowo, jak i fizycznie - stres, nerwy, odpowiedzialność, zmęczenie, wysiłek fizyczny...). A wszystko po to, żeby Wam nie brakowało niczego, gdy idziecie na zakupy. Czy to po warzywa, czy po nowy samochód. Nie śpieszy Wam się na drodze? Spoko, Wasze szczęście - ale dlaczego nie przepuścicie tego, któremu się śpieszy? On pogna dalej, a wy dojedziecie do domu swoim tempem i bez stresu - wilk syty i owca cała.

Zobacz również:

Po czwarte - hamowanie. Zastanawialiście się kiedyś, jaka jest droga hamowania rozpędzonego TIRa albo autobusu? Sprawdźcie i pamiętajcie o tym, zanim kiedyś spróbujecie "zdążyć" przed tymi pojazdami. Wystarczy, że zdławicie silnik - my możemy nie mieć szans wyhamować. Nie możemy dać z całej siły po hamulcach, bo naczepa może zacząć żyć własnym życiem i sunąc bokiem zabić przypadkowych uczestników ruchu. Z Waszej winy. Uciekać do rowu? A czy Wy chcielibyście zaryzykować własną śmierć na drzewie tylko dlatego, że jakaś osobówka nie chciała zaczekać kilka sekund dłużej?

Dziwicie się, kiedy przyśpicie na światłach, a dojeżdżający TIR już trąbi. Tylko czy kiedykolwiek zainteresowaliście się, ile Wasze auto potrzebuje paliwa i czasu żeby rozpędzić się do 50 km/h? Albo przyspieszyć od 30 do 50 km/h? Dla 40 ton to już niebotyczne liczby. Wy wciśniecie ciut mocniej gaz i nadrobicie - my nie mamy takiej możliwości, fizyki nie da się oszukać.

Można by tu jeszcze wypisać wiele rzeczy, ale wątpię czy portal opublikowałby wszystko. Kończę jednak i zostawiam Was z przemyśleniami. Proszę tylko o wzajemny szacunek, wyobraźnię i wyrozumiałość dla gabarytów, możliwości manewru i osiągów naszych "morderczych potworów na 18 kołach".

Przeczytaj więcej o akcji "Tiry na tory"

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Tirowiec o osobówkach

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 757,

przeczytane przez: 1135 osób Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony