W tym Bóg ci nie pomoże
Żelazna zasada każdego kierowcy katolika powinna brzmieć "nie jeździj szybciej, niż twój anioł stróż umie latać". W praktyce, co widać na naszych ulicach, bywa z tym różnie. Kierowcy niewiele robią sobie z ostrzeżeń policjantów, mediów czy duchownych.
Chociaż wiele pokornych owieczek stara się nie przekraczać rozsądnej granicy pieśni „Liczę na Ciebie Ojcze”, wśród kierowców wciąż znaleźć można pokaźne stadko czarnych baranów, którzy wierzą, że skrzydła ich anioła stróża napędzane są podwójnie doładowanym V8. Najwyraźniej w obawie przed spotkaniem z tego typu osobnikiem na drodze, już od dziewięciu lat Komisja Episkopatu Polski ds. Misji organizuje specjalne kursy jazdy dla kierowców biskupów.
Jedno z tego typu szkoleń odbyło się wczoraj, w Instytucie Transportu Samochodowego w Warszawie. Kierowcy największych dostojników Kościoła Katolickiego ćwiczyli m.in. na symulatorach jazdy zderzenia i dachowania. Ważnym punktem było również udzielanie pierwszej pomocy ofiarom wypadków (na wypadek gdyby ostatnie namaszczenie nie było jeszcze potrzebne).Fakt, iż nawet kierowcy zaprzyjaźnionych ze Stwórcą wysokich dostojników Kościoła Katolickiego przechodzą obowiązkowe szkolenie z zakresu bezpiecznej jazdy, powinien dać do myślenia wszystkim tym, którzy szarżując codziennie po naszych drogach, w razie błędu liczą na boską interwencję.
Pamiętajmy, w kwestiach bezpieczeństwa drogowego nawet biskupi nie wierzą w pomoc z nieba. A przecież trudno przypuszczać, by czołowi dostojnicy Kościoła Katolickiego byli ludźmi małej wiary.
Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem
Masz ciekawy temat? Coś Cię drażni? Chcesz coś zmienić?
Napisz do nas






Wasze komentarze (62)
Najlepsze życzenia dla władz samorządowych.
Mniej żywych kierowców = bezpieczniej na drogach.
Każdy ma swój rozum - jedni mały, drudzy mniejszy. Już swoją pisownią wystawiasz sobie świadectwo "rozumu" i jeszcze chciałbyś braku ograniczeń :) to byłaby drogowa apokalipsa :)
Wyczuwam w tym "nutkę" ironii.
Osobiście nie mam nic do ograniczeń, staram się ich przestrzegać, ale jak kolega zauważył, po prostu się nie da jeździć prawidłowo. Przepisy mają w niektórych przypadkach tyle interpretacji, że manewr wykonany prawidłowo przez kierowcę, "Pan Policjant" może uznać za błędny.
Druga sprawa to taka, że sami policjanci nie są bez winy, parkują gdzie chcą (wolno im), wyprzedzają na trzeciego (sytuacja sprzed 2 tygodni, musiałem zjechać na pobocze, pojazd nieuprzywilejowany, radiowóz), czy wpychanie się na pas przed skrzyżowaniem. Żeby to udowodnić potrzeba posiadać aparat, a za każdym razem nie brałem go ze sobą, ale chyba zacznę. :)
Pozdrawiam.