"Warszawski" styl jazdy

Nad umywalkami w toalecie jednej z modnych, krakowskich restauracji wisi napis: "Gościom z obecnej stolicy przypominamy o możliwości umycia rąk". Mało eleganckie, ale ludzie się śmieją, bo Polska pozastołeczna nie przepada za Warszawą i lubi zakpić z jej mieszkańców. Dotyczy to również zmotoryzowanych.

Zdjęcie

Psychologowie znają pojęcie "road rage", czyli "drogowej wściekłości"
Dziennikarz jednej z najważniejszych stacji telewizyjnych, komentując przed kamerą poświąteczną sytuację na drogach, zachowania kierowców, wracających do domów zakopianką, nazwał "warszawskim stylem jazdy". Co się kryje pod tym określeniem?

Brawura, głupota i chamstwo

Reklama

Przedstawiciel tej szkoły jest niecierpliwy. Nie lubi tracić czasu. Dlatego wyprzedza na trzeciego lub nawet czwartego. Korki omija poboczem. Kiedy dojeżdża do skrzyżowania i widzi zapalające się żółte światło, gwałtownie przyspiesza. Nie jest dla niego żadną przeszkodą również tzw. wczesne czerwone. Liczy na to, że zanim ci, którym zaświeciło się zielone, znajdą jedynkę, on już będzie po drugiej stronie. A jeżeli nie, to zatrzyma się na środku skrzyżowania. Uniemożliwi przejazd innym?

No i co z tego? Niech frajerzy poczekają...

Zresztą w ogóle frajer jest po to, by go wykolegować. Stoją na przykład tacy frajerzy w długim ogonku na pasie jazdy na wprost. A niech sobie stoją. "Warszawski" cwaniak ustawia się na pustym pasie dla pojazdów skręcających w lewo (lub w pawo), a potem myk, szybki manewr, mrugnięcie kierunkowskazem i już, jako pierwszy, jedzie prosto.

Kiedy "warszawiak" widzi przed sobą blokujący mu drogę wolniejszy od siebie pojazd, dojeżdża do jego zderzaka i tak długo trąbi klaksonem i miga światłami, aż przepędzi marudę. Sam na jezdni o dwóch pasach zawsze porusza się lewym, bo po pierwsze i tak jedzie najszybciej, a poza tym na prawym jest przecież więcej dziur i kolein.

Wyznaje zasadę…

"Wyprzedzaj i nie daj się wyprzedzić".

Zdjęcie

Psychologowie znają pojęcie "road rage", czyli "drogowej wściekłości"
Zgodnie z tą regułą za wszelką cenę stara się pozostawić w tyle każdy samochód, który uzna za gorszy od swojego. Lepszym z kolei usiłuje pokazać, że nie liczy się wielkość auta i moc silnika, gdy za kierownicą zasiada prawdziwy kozak, taki jak on. Kiedy się zagapi, bo na przykład właśnie rozmawia przez trzymaną przy uchu komórkę, i mimo wszystko ktoś zdoła go wyprzedzić (nie daj Boże baba albo jakiś dziadek w starym rzęchu), ambicja nakazuje mu natychmiastowe zmazanie plamy na honorze i przywrócenie właściwej hierarchii na drodze.

Reprezentant "WSJ" nienawidzi motocyklistów i rowerzystów. Irytują go też ludzie poruszający się na własnych nogach, a zwłaszcza staruszki, które zamiast siedzieć w domu, wloką się przez przejścia dla pieszych. Co ciekawe, kiedy sam w niedzielę, dla zdrowia, przesiada się czasem na rower lub idzie z rodziną na spacer, całkowicie zmienia punkt widzenia - obiektem jego nienawiści stają się kierowcy.

Gdy "warszawiak" chce wyjechać z ulicy podporządkowanej na główną, pomstuje na tych, którzy mu to utrudniają. Gdy sam jest na głównej, nikomu nie ustąpi, bo to on przecież ma pierwszeństwo.

Po swojemu interpretuje kodeks drogowy

Nie zaznaczono żadnej odpowiedzi !

Co sądzisz o "warszawskim" stylu jazdy:

  • 33%
  • 20%
  • 32%
  • 15%
głosów: 28085
Uważa, że w prawo można skręcać zawsze, niezależnie od koloru światła na sygnalizatorze i obecności lub braku zielonej strzałki. Nie uznaje ciągłych linii i znaków zatrzymywania się. Parkuje, gdzie mu wygodniej. Ograniczenia prędkości traktuje jako przestrogę, że jeśli będzie miał pecha, może zapłacić mandat. Ale nie płaci, gdyż dzięki radiu CB zawsze jest w porę ostrzeżony przed radarową pułapką. Nawet zatrzymany przez policję jakoś potrafi wywinąć się od kary, czym zresztą głośno się później chwali.

***

Spotykacie takich kierowców? No pewnie, codziennie. Jak to ktoś powiedział: "Dzisiaj auto ma prawie każdy, a kultury prawie nikt". Psychologowie znają pojęcie "road rage", czyli "drogowej wściekłości", która sprawia, że nie tylko hołota, ale także z pozoru normalni ludzie, siadając za kółkiem zmieniają się na gorsze. Wchodzą jakby w cudzą skórę.

Na co dzień nie dłubią przecież w nosie, nie klną, nie pokazują bliźnim środkowego palca. W samochodzie nie mają żadnych zahamowań.

Jeżeli dostrzegą nawet niewłaściwość swojego postępowania, potrafią je usprawiedliwić, twierdząc, że to po prostu reakcja na niekompetencję urzędników odpowiedzialnych za oznakowanie dróg, nadgorliwość policji, chamstwo innych kierowców itp. Frustruje ich również to, że mają coraz lepsze samochody, którymi muszą jeździć po wciąż marnych szosach.

Zmotoryzowany Polak, potulny i układny za granicą, szczególnie na drogach zachodnioeuropejskich i skandynawskich, wyjeżdżając w krajową trasę, wkracza na pole bitwy. Na agresję odpowiada agresją. Błąd, bowiem - to znowu rada psychologów - lepiej zachować stoicki spokój, być ślepym i głuchym na wszelkie zaczepki, obraźliwe gesty i słowa.

Pewien znany dziennikarz opowiada, że w sytuacjach konfliktowych na drodze zaczyna wymianę zdań pytaniem: "Czy tam, gdzie kupował pan prawo jazdy, nie mówili, że tak się nie robi?" Według niego taki wstęp skutecznie studzi emocje...

Pozostaje jeszcze zastanowić się, czy określenie "warszawski styl jazdy" nie jest krzywdzące dla mieszkańców stolicy? Chyba tak, bowiem owszem, często jeżdżą oni ostro, co nie znaczy jednak, że mają monopol na agresję. Drogowe chamstwo to zjawisko bez meldunku.

Poza tym warszawska rejestracja wcale dzisiaj nie musi oznaczać, że za kierownicą samochodu zasiada ktoś z Warszawy. Na takich numerach jeździ wiele samochodów służbowych, flotowych, pochodzących z leasingu, wypożyczalni...

Oto przykłady na "road rage":

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

Autor:

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: "Warszawski" styl jazdy

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 1527,

przeczytane przez: 2290 osób Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony