Widziały gały, co brały...

"Widziały gały, co brały". To stara jak świat, uniwersalna odpowiedź na wszelkie reklamacje w handlu. Niestety, przy zakupie używanego samochodu "gały" nie wystarczają.

Zdjęcie

    /poboczem.pl
   
/poboczem.pl
Aby uniknąć przykrych wpadek, upatrzone auto powinien dokładnie sprawdzić wiarygodny, doświadczony fachman. I to też nie tylko przy użyciu organu wzroku, ale również specjalistycznego sprzętu. Podejrzliwość jest wskazana zwłaszcza przy tzw. superokazjach, gdy ktoś proponuje nam po wyjątkowo atrakcyjnej cenie pojazd zachwalany jako "stan igła", "absolutnie bezwypadkowy", "nie wymagający wkładu finansowego", "po niemieckim emerycie" itp.

Powyższe rady są tak często powtarzane, że wydają się "oczywistą oczywistością", jednak, jak wynika z listu naszego Czytelnika, wciąż nie wszyscy się się do nich stosują.

Reklama

"Zakupiłem samochód u człowieka, który reklamował go jako igłę... stan wizualny i mechaniczny perfekcyjny. Samochód miał nie być nawet lekko uderzony, a jedynie pomalowany w celu usunięcia rys. Ten samochód to honda civic type R.

Po pokonaniu trasy 350 km i dotarciu do Warszawy, przekonałem się, że nie wszystko jest idealne. Samochód był kiepsko pomalowany, drobnych mankamentów więcej. Po zejściu z ceny zakupiłem ów pojazd.

Na drugi dzień, wróciwszy z pracy, zobaczyłem, że odkleił się plastik ze słupka, a pod nim... o zgrozo, spaw, pod resztą słupków zresztą też... Dach tego samochodu był z zupełnie innego auta! Poduszek też nie zastałem. Jak dla mnie skandal, jest to wada ukryta, przez którą mogę odstąpić od umowy. Tak też zrobiłem. Niestety, sprzedający jest głuchy na moje argumenty. Jest to sprawa jasna i wyrok może być tylko jeden. Jako odstępujący od umowy, nie mogę jednak jeździć podczas procesu samochodem, który notabene w tej sytuacji nie jest już mój.

Proszę o pomoc, nie wyobrażam sobie zamrożenia moich pieniędzy wraz samochodem na okres może i dwóch lat. Poza tym obawiam się, że mimo wszystko mogę sprawę przegrać, jeżeli ów sprzedający zatrudni dobrego adwokata. Dogadać się nie chce, nie wiem co robić."

No tak... Fajna furka o sportowym zacięciu, "stan igła", pomalowana (mamy nadzieję, że jednak nie malowany, lecz lakierowany) "dla usunięcia drobnych rys", napalony klient... Klasyka.

Cóż, współczujemy. Niech opisane wyżej perypetie Czytelnika będą przestrogą dla innych. Z doświadczenia wiemy, że na sprzedających otrzeźwiająco działa już sama propozycja wizyty i sprawdzenia auta u mechanika, a w prawdziwy popłoch wpadają na słowa: "Wezmę ten wóz, ale najpierw chciałbym pokazać go rzeczoznawcy". Wtedy wycofują się z transakcji, licząc, że znajdą kogoś, kto nie będzie tak dociekliwy, albo zaczynają jak na spowiedzi wyznawać wszystkie swoje grzeszki i wskazywać najgłębiej ukryte wady pojazdu.

Jeden z naszych znajomych, człowiek, który z zasady jeździ wyłącznie używanymi, często zmienianymi, dobrej klasy samochodami, przed zakupem kolejnego - a szuka wyłącznie pojazdów reklamowanych jako "nie wymagające wkładu finansowego" - proponuje sprzedawcy następujący układ: "jedziemy do dobrego serwisu i naprawiamy wszystko, co wyjdzie podczas przeglądu; koszt tych napraw odejmujemy od ceny wywoławczej auta; a potem płacę już bez targowania". Kombinatorzy taką propozycję rzecz jasna odrzucają, ci bez złych intencji, przekonani, że rzeczywiście mają dobry towar, na nią przystają. I obie strony są zadowolone...

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Widziały gały, co brały...

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 150,

przeczytane przez: 225 osób Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony