Wisła dziady, czyli co ma piłka nożna wspólnego z motoryzacją?

Dotkliwa porażka piłkarzy Wisły Kraków w rewanżowym meczu z Apoelem Nikozja budzi skojarzenia z sytuacją polskiej motoryzacji. Obie dziedziny - rodzimy futbol i szeroko pojętą nadwiślańską motobranżę - łączy bowiem wiele podobieństw.

Zdjęcie

  A po mistrzostwach wrócimy do szarej rzeczywistości... /poboczem.pl
  A po mistrzostwach wrócimy do szarej rzeczywistości...
/poboczem.pl
I tu, i tam dostrzegamy zadziwiającą mieszankę kompleksów, niespełnionych snów o potędze, nieustannego rozpamiętywania świetlanej przeszłości, rozważań z cyklu "a co by było gdyby", podejrzliwości wobec obcych, obarczania ich winą za nasze niepowodzenia, drobiazgowego analizowania krzywd i nieszczęśliwych zbiegów okoliczności, wreszcie wiary w cud, który odmieni paskudny los...

Kiedyś w niczym nie ustępowaliśmy najlepszym. Potrafiliśmy wygrywać z Anglią, Holandią i Brazylią. Byliśmy trzecią drużyną świata. Ech... Kiedyś umieliśmy robić samochody. Owszem, najczęściej na licencji, ale samodzielnie udoskonalane i sprzedawane pod własnym szyldem. Fiat 125p na torze pod Wrocławiem bił rekordy świata. Polonezy eksportowaliśmy do Wielkiej Brytanii i Chin. Ech...

Reklama

Byliśmy trzecią drużyną świata, a gdyby nie fatalna pogoda w półfinale w 1974 (albo, jak twierdzą niektórzy: spisek wrażych sił), pewnie zostalibyśmy mistrzami... Gdyby powstały przed półwiekiem świetny, nowatorski prototyp syreny (beskida, warsu itd.), wskutek durnych ograniczeń w PRL, głupoty kolejnych ekip rządzących (albo, jak twierdzą niektórzy: spisku wrażych sił), nie został schowany do szuflady, dziś bylibyśmy w europejskiej czołówce producentów aut.

Polska myśl szkoleniowa w piłce nożnej należy do przodujących w świecie. Niestety, nasi trenerzy w kraju są spychani na margines, a skrzydła mogą rozwinąć dopiero wtedy, gdy wyjadą za granicę... Polska myśl techniczna w konstruowaniu samochodów należy do przodujących w świecie. Niestety, nasi inżynierowie w kraju są spychani na margines, a skrzydła mogą rozwinąć dopiero wtedy, gdy wyjadą do pracy za granicę.

Gdyby nie pechowo stracona trzy minuty przed końcem meczu bramka, awansowalibyśmy do fazy grupowej... Gdyby na Żeraniu zainwestował Volkswagen, a nie Daewoo, to wyroby z FSO byłyby dziś wszechświatowym hitem.

Gdyby nie decyzja sędziego, utrzymalibyśmy zwycięski wynik do końca, bo przecież byliśmy na boisku dużo lepsi od przeciwnika. Niestety, obcy nas nie lubią i robią nam na złość... Gdyby nie decyzje Fiata, produkcja nowej generacji pandy byłaby zlokalizowana w Tychach, bo przecież tamtejsza fabryka jest dużo lepsza od fabryk włoskich. Niestety, obcy nas nie lubią i robią nam na złość, nawet wbrew własnym interesom...

W drużynach z tzw. ekstraklasy gra coraz więcej obcokrajowców. W niektórych zespołach do policzenia wybiegających na plac Polaków wystarczy jedna ręka drwala-rencisty. Z braku innych powodów do radości cieszymy się każdą bramką rodaka, niechby nawet strzeloną w trzeciej lidze w Anglii...

Krajowy przemysł motoryzacyjny został niemal w całości opanowany przez zagraniczne koncerny. Z braku innych powodów do radości cieszymy się każdym sukcesem, niechby nawet informacją, że jakiś rodzimy zakład będzie dostarczał podkładki pod śruby montowane w podwoziu mercedesa...

Polscy kibice pogodzili się z myślą, że nasze drużyny nie mają szans w starciu z potentatami z Niemiec, Włoch czy Francji. Nie te pieniądze, nie te możliwości, nie ten poziom. Zazdrośnie zerkają jednak ku sąsiadom, zastanawiając się, dlaczego zespołom ze Słowacji, Czech, Rumunii, Bułgarii udaje się przebijać do Ligi Mistrzów, dla nas od lat niedostępnej... Polscy miłośnicy motoryzacji pogodzili się z myślą, że ustępujemy o lata świetlne Niemcom, Włochom czy Francuzom. Nie te pieniądze, nie te możliwości, nie ten poziom. Zazdrośnie zerkają jednak ku sąsiadom, zastanawiając się, dlaczego już nie tylko czeskiej Skodzie, ale nawet długo lekceważonej rumuńskiej Dacii udaje się podbijać, i to pod własną marką, zagraniczne rynki, podczas gdy nasi producenci albo bankrutują (FSO), albo są tylko wyrobnikami, pracującymi w systemie "no name" na cudze konto.

Świat piłki nożnej niekiedy wręcz bezpośrednio styka się ze światem motoryzacji. I nie mamy tu na myśli wypasionych superfur futbolistów, parkujących przed stadionami, lecz przyszłoroczne mistrzostwa Europy w Polsce i na Ukrainie. Wiązaliśmy z tą imprezą ogromne nadzieje, licząc, że wymusi odrobienie wieloletnich opóźnień w budowie infrastruktury drogowej. I co? No i staraliśmy się jak nigdy, ale wychodzi jak zawsze. Prawdopodobnie żadna z planowanych autostrad na zostanie ukończona w terminie i na całej długości.

Zobacz również:

  • Nikogo chyba nie trzeba przekonywać, że jesteśmy narodem ignorantów, zadymiarzy i zapatrzonych w siebie gburów. Granice naszej tolerancji kończą się przeważnie na grubej ścianie, oddzielającej nas od głupich sąsiadów, czyli motłochu. więcej

Oczywiście znowu winien jest pech (deszczowe lata i mroźne zimy), nieszczęśliwe okoliczności obiektywne (światowy kryzys gospodarczy) oraz zmowa wrogich sił (wycofywanie się kolejnych wykonawców z placów drogowych budów). A po mistrzostwach wrócimy do szarej rzeczywistości. Kibice do obserwowania bezładnej kopaniny, mocno kontrastującej z rozmachem nowych stadionów oraz do corocznych rozczarowań, związanych z występami naszych drużyn w europejskich pucharach. Kierowcy - na dziurawe drogi i do marzeń, by kiedyś przesiąść się wreszcie z piętnastoletnich golfów i równie leciwych fiatów do pojazdów, odpowiadających ich aspiracjom...

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

Autor:

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Wisła dziady, czyli co ma piłka nożna wspólnego z motoryzacją?

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 49,

przeczytane przez: 73 osoby Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony