Wyceniają życie kierowców

Makabryczny wypadek ferrari, w którym zginął Jarek Zabiega a Maciej Zientarski wciąż walczy o życie w szpitalu wywołał burzliwe dyskusje.

Zdjęcie

. /Reporter
.
/Reporter

Zdjęcie

. /Reporter
.
/Reporter

Los bywa nieubłagany, tym razem dosięgnął naszych kolegów po fachu. Zadrwił okrutnie. Uderzył w ludzi, którzy nie raz angażowali się w promowanie bezpiecznej jazdy. Chociaż okoliczności zdarzenia nie są do końca jasne, z całą pewnością można stwierdzić, że było za szybko. Ten fakt nie podlega dyskusji. Nie ma z czym polemizować. Obszar zabudowany, polskie ulice... Popełnili błąd. Być może nazbyt zaufali możliwościom auta, być może poniosła ich wyobraźnia, ciekawość, pasja.

Zdjęcie

Kliknij
/poboczem.pl

Bardziej przerażający jest natomiast fakt, że to znane warszawskim kierowcom miejsce pochłonęło właśnie kolejną ofiarę. W 2006 roku zginął tam już młody chłopak w BMW. Tydzień później śmierć dosięgła też jego kolegę, który przyjechał zapalić w tym miejscu znicz. Potrącił go samochód, którego kierowca również wpadł w poślizg, po wpadnięciu na niechlubną "hopę" na Puławskiej.

Reklama

Podobnie jak w przypadku ostatniego wypadku, bez dwóch zdań było za szybko. Ale przecież sama prędkość nie zabija... Już wtedy kierowcy postulowali o remont nawierzchni zdradliwym odcinku. Poparła ich również Policja, która wystosowała stosowne pismo do Zarządu Dróg Miejskich. Ten ostatni dokonał przeglądu trasy i ustalił, że aby usunąć poprzeczny garb konieczna jest wymiana nawierzchni na odcinku kilku kilometrów... Przeliczono kasę i dokonano wyceny.

Jak się właśnie okazało wyceniano życie kierowców, którzy popełniają błędy. Na ile? Na kilkaset złotych. Mniej więcej tyle kosztowało zapewne postawienie w tym miejscu znaków ograniczających prędkość i informujących o złym stanie nawierzchni...

Nie mamy pretensji do ZDM w Warszawie, bo zachował się w typowy dla takich przypadków sposób. Po polsku. Postawiono ograniczenia - "rozwiązano problem". Ktoś się zabije, kogoś potrącą. Trudno. To już nie nasza sprawa. Trzeba było jechać zgodnie z przepisami. To prawda.

Zdjęcie

Kliknij
/poboczem.pl

Ale to właśnie z uwagi na tego typu podejście nasze drogi często nie zapewniają żadnego marginesu bezpieczeństwa. Jeśli masz pecha i jedziesz danym odcinkiem po raz pierwszy, lub po prostu o czymś zapomnisz, możesz zginąć. Zginąć dlatego, że zamiast wyprofilować zdradliwy zakręt ktoś ustawił jedynie znak, że takowy istnieje. Zamiast przebudować idiotycznie rozwiązane skrzyżowanie, ustawiono ograniczenia. W całym kraju takich miejsc są tysiące. Zarządcy dróg mają czyste sumienie, ale trzask gniecionej blachy i sygnały karetek słychać kilka razy w miesiącu. Oho, znów ktoś miał pecha... nie wiedział, że wbrew logice jest na podporządkowanej, że palące się "zielone" to jedynie lep na "frajerów".

Maciej Zientarski w stanie ciężkim

Maciej Zientarski, który w środę miał ciężki wypadek samochody przechodzi kolejną, już trzecią, operację. czytaj więcej

Cóż, nasze drogi tkwią jeszcze w PRL-u (by nie powiedzieć wczesnym średniowieczu) i nie są w stanie sprostać ani obecnemu natężeniu ruchu, ani możliwościom współczesnych samochodów.

Zdjęcie

Kliknij
/poboczem.pl

Dlatego właśnie stawia się niezliczone ograniczenia, które większość kierowców traktuje z dużą dozą tolerancji. I nie można ich za to winić. Czy ktoś jeszcze zwraca uwagę na znaki informujące o dziurach w nawierzchni? Czy ktoś jeszcze się nimi przejmuje? Przecież równie dobrze można by je postawić na polskich przejściach granicznych! Na rodzimych kierowcach nie robią już najmniejszego wrażenia. Trudno wymagać, by ktoś je egzekwował. To samo dotyczy też ograniczeń prędkości. Trzy pasy, barierki oddzielające jezdnie - prędkość dozwolona 50 km/h. Ile osób jej przestrzega? No właśnie.

W całej Polsce trwa likwidowanie billboardów, na których Maciej i Włodzimierz Zientarscy reklamują ubezpieczenie OC w PZU. czytaj więcej

I w tym miejscu chcielibyśmy po raz kolejny zaapelować do wszystkich odpowiedzialnych za drogi. Z młodością, głupotą i nawykami kierowców można i trzeba walczyć, ale nie można wygrać. Każdy popełnia błędy, nie myli się tylko ten, który nic nie robi. Wasza w tym głowa, kochani drogowcy i samorządowcy, by po takim błędzie kierowca miał szansę na drżących nogach wyjść z samochodu, popukać się w głowę i zrozumieć co zrobił. Wiele osób przemierzających nasze drogi nie ma, niestety, możliwości doświadczyć tego szczęścia.

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Wyceniają życie kierowców

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 4,

przeczytane przez: 6 osób Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony