Wyrzucają nasze pieniądze w błoto?

Przez ostatni tydzień radio i telewizja na okrągło raczyły kierowców informacjami o zbliżającym się "weekendzie bez ofiar". (*)

"Narodowy Eksperyment Bezpieczeństwa" - cykliczna akcja organizowana przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad - w tym roku organizowany był pod hasłem "nie zasuwam".

Kampanię społeczną zorganizowano z rozmachem - nakręcono kilka spotów telewizyjnych, z jednego z waszych artykułów dowiedziałem się również, że powstała specjalna strona internetowa, gdzie można się było dowiedzieć o korkach i podszkolić się z zakresu drogowego bezpieczeństwa.

Reklama

Nie ukrywam, że do tego typu akcji jestem nastawiony raczej sceptycznie, ale do napisania do was skłoniła mnie dopiero informacja o tym, ile krzyży przybyło na naszych drogach przez ostatnie cztery dni. Otóż, "weekend bez ofiar" pochłonął życie przeszło siedemdziesięciu osób, około 600 zostało rannych.

Przepraszam, jeśli użyję zbyt mocnych słów, ale naprawdę nie mogę oprzeć się wrażeniu, że owe 70 ofiar śmiertelnych wykręciło GDDKiA niezły numer. Po głośnym autostradowym skandalu, z Chińczykami w roli głównej, panowie z GDDKiA potrzebowali spektakularnego sukcesu. Wydano więc "grubą kasę" na telewizyjne i radiowe spoty, które wmawiały nam, kierowcom, że jeśli jeździmy niebezpiecznie, w dniach 24-26 czerwca powinniśmy przyłączyć się do akcji i... zostać w domu! Być może uwierzyłbym w dobre intencje organizatorów kampanii "nie zasuwam", gdyby właśnie nie tego typu hasła. Skoro organizatorom zależy na wyeliminowaniu z dróg niebezpiecznych kierowców wyłącznie w dniach 24-26 czerwca, coś tu jest chyba nie tak.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że głównym celem "weekendu bez ofiar" było pochwalenie się statystyką. Gdyby wszystko poszło po myśli GDDKiA na konferencjach prasowych usłyszelibyśmy zapewne, że organizatorzy kampanii odnieśli spektakularny sukces - "przemówiliśmy kierowcom do rozsądku, zdjęli nogę z gazu, zginęło niewiele osób" itd... Niestety - rzecz jasna z winy kierowców - ten misterny plan wziął w łeb. W jednym z waszych artykułów przeczytałem niedawno, że średnio na polskich drogach ginie dziennie ok. 11 osób. Każdy dzień "weekendu bez ofiar" pochłonął życie przeszło 14 osób!

Czy większość z ofiar, zgodnie z twierdzeniami GDDKiA, zginęła w wpadkach spowodowanych nadmierną prędkością? Zapewne tak. Warto jednak pamiętać, że drogowa agresja wielu kierowców nie bierze się znikąd, a jest po prostu efektem frustracji. Ta bierze się z kolei z braku autostrad, dziur, kiepskiego oznakowania, itd. - jednym słowem z całości infrastruktury drogowej, za którą odpowiada...a jakże…GDDKiA!

Zobacz również:

Niestety, nigdzie nie udało mi się dokopać do informacji, jak wiele pieniędzy pochłonął ostatni "weekend bez ofiar". Ile kosztowało nakręcenie spotów, wykupienie czasu antenowego czy utworzenie serwisu internetowego. Przy koszcie wybudowania 1 km autostrady są to zapewne niewielkie nakłady. Idę jednak o zakład, że za te pieniądze z powodzeniem można by wybudować kilka kładek dla pieszych czy chodników. Być może nie byłoby ich wiele, ale na pewno - tak jak dzieje się to w przypadku tego typu akcji społecznych - nie byłyby to pieniądze wyrzucone w błoto! (*) - List do redakcji od niezalogowanego czytelnika.

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Wyrzucają nasze pieniądze w błoto?

Twój komentarz może być pierwszy

Piszesz jako Gość

Zapoznaj się z Regulaminem
Wypełnienie pól oznaczonych * jest obowiązkowe.
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony