Wyrzucić stare diesle z miast? Eee, raczej nie...

​Nareszcie jakaś dobra wiadomość dla właścicieli starych diesli! Wygląda na to, że w polskich miastach nie będzie stref z zakazem wjazdu dla samochodów, nie spełniających określonych norm czystości spalin. Projekt ustawy, dającej możliwość ustanawiania takich obszarów władzom miast liczących ponad 200 tys. mieszkańców, zgłosiła w Sejmie Nowoczesna, ale mający w parlamencie większość posłowie PiS i Kukiz'15 chcą jego odrzucenia.

Zdjęcie

Dlaczego do centrum mieliby wjeżdżać tylko bogatsi? /Tomasz Kawka /East News
Dlaczego do centrum mieliby wjeżdżać tylko bogatsi?
/Tomasz Kawka /East News

Pomysłodawcom nowych przepisów przyświecał szczytny cel - chęć ograniczenia katastrofalnego zanieczyszczenia powietrza w naszym kraju. Dlaczego jednak  koncentrują swoją uwagę na zmotoryzowanych, skoro wiadomo, że głównym źródłem smogu jest tzw. niska emisja, czyli przestarzałe piece węglowe i spalany w nich najniższej jakości opał? Ano dlatego, że tak jest łatwiej i politycznie bezpieczniej. Żądanie wymiany "kopciuchów" i przejścia na bardziej ekologiczne sposoby ogrzewania, postulat wycofania z handlu tanich węglowych mułów i miałów, uznaje się u nas za uderzenie w najbiedniejsze warstwy ludności i zamach na polskie górnictwo. A to nie przysparza popularności w elektoracie.

W populistyczną nutę uderzają jednak również przeciwnicy wspomnianego projektu. Sylwester Chruszcz z Kukiz'15 argumentował (wszystkie cytaty za Polską Agencją Prasową), że propozycja Nowoczesnej "w drastyczny sposób ograniczy dostęp obywateli do centrum miast. Wskazał, że w Polsce ponad 70 proc. samochodów to pojazdy mające 10 i więcej lat. Wiele z nich (...) nie będzie mogło wjechać do takich stref, a obywateli na nowe nie stać." . Zdaniem posłów Kukiz'15 projekt jest zatem "antyspołeczny" i dlatego powinien zostać odrzucony.

Reklama

Hm... Czy wyobrażacie sobie te tłumy właścicieli dwudziestoletnich audików i beemek czy piętnastoletnich wieśwagenów, które gromadzą się na granicach zakazanych obszarów i tęsknym wzrokiem patrzą na bogaczy, którzy niczym paniska jeżdżą swoimi drogimi furami po niedostępnych dla zwykłych śmiertelników ulicach? Zakaz wjazdu samochodów to nie koniec świata. Do urzędu, szkoły czy teatru, jak również do lombardu i sklepu z używaną odzieżą, można dostać się na wiele różnych sposobów, niekoniecznie siedząc za kierownicą własnego auta.       

Poseł Rafał Weber (PiS) ocenił, że "w projekcie nie zamieszczono stanowisk władz wszystkich miast, które mogłyby takie strefy ograniczonego ruchu wprowadzać." A to też zupełnie nowe, ciekawe podejście. Od kiedy to obecna władza chce pytać o zdanie samorządy? Poza tym możliwość nie oznacza przecież obowiązku i poszczególne miasta nie musiałyby korzystać z praw, które dawałaby im proponowana ustawa.

Ze smrodziarzami na drogach trzeba walczyć i to z całą bezwzględnością

"Patrzcie, nie tylko my, ale i oni mają problem z nadmiernym zanieczyszczeniem powietrza, wcale nie jesteśmy tacy najgorsi". Taki podtekst kryje się w publikowanych z satysfakcją przez rządowe media informacjach o alarmach smogowych, ogłaszanych w Londynie, Paryżu czy Oslo. czytaj więcej

Nie często zgadzamy się z wiceministrem transportu Jerzym Szmitem, ale trudno nie przyznać mu racji, gdy krytykując projekt ustawy mówił, że jeśli zostałby on uchwalony, to "rady miast miałyby nieograniczoną dowolność w ustalaniu zasad, ponieważ nie określono np. zasięgu stref ograniczonego ruchu. Z projektu nie wynika też jasno, czy oznakowaniu (pod względem swojej emisyjności) musiałyby podlegać wszystkie samochody w kraju (...). [Nie wiadomo również] jakich konkretnie norm emisji spalin miałyby przestrzegać samochody, co mogłoby powodować, że w miastach obowiązywałyby niejednolite obostrzenia."

Są lepsze i gorsze argumenty przeciw projektowi Nowoczesnej jednak jego największą wadą wydaje się kompletna nieskuteczność proponowanych przepisów. Kto i w jaki sposób miałby egzekwować ich przestrzeganie? Czy czyniłby to z wystarczającą konsekwencją? Zresztą sami pomysłodawcy przewidują liczne wyjątki. Zakaz wjazdu nie dotyczyłby m.in. "pojazdów należących do mieszkańców strefy, pojazdów uprzywilejowanych, komunikacji publicznej, taksówek, pojazdów historycznych lub zabytkowych". A także zapewne samochodów dostawczych (w określonych godzinach), aut należących do osób niepełnosprawnych, radnych, ważnych urzędników, posłów, prawdopodobnie także tych z zagranicznymi rejestracjami (pojazdy turystów nie miałyby wszak stosownych oznaczeń, dotyczących ich zgodności z normami Euro) itd.

Możliwość wyznaczania w dużych miastach stref niedostępnych dla pojazdów nie spełniających określonych norm ekologicznych, miałaby zatem taki sam wpływ na poprawę czystości powietrza, jak dzisiejsze apele o rezygnację z używania prywatnych samochodów w okresie szczególnie dokuczliwego smogu czy przyznawanie właścicielom aut prawa do darmowych przejazdów w takie dni komunikacją publiczną. Czyli praktycznie żaden.  

(A)

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Wyrzucić stare diesle z miast? Eee, raczej nie...

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 181,

przeczytane przez: 3427 osób Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony