Zając gdzieś zniknął, czyli rosyjski gang w Polsce

Rosyjska bajka "Wilk i zając" bawiła miliony najmłodszych Polaków, którzy po jej obejrzeniu spokojnie kładli się do snu. Wilcze zawołanie - "Nu pagadi!" - weszło do naszego potocznego języka. Niestety, czasy się zmieniły. Zając gdzieś zniknął, niewykluczone, że został skonsumowany przez złych ludzi. Został tylko wilk, ale nie ten fajtłapowaty ze starej kreskówki, lecz prawdziwie dziki zwierz. Co gorsza rozmnożył się.

Zdjęcie

Nocne Wilki chcą przejechac przez Polskę / Fot: Zerkalo / PhotoXPress.ru /East News
Nocne Wilki chcą przejechac przez Polskę / Fot: Zerkalo / PhotoXPress.ru
/East News

Dziś mamy już zatem do czynienia nie z wilkiem-samotnikiem, lecz całą watahę wilków. Na dodatek jest to wataha nocna, prawdopodobnie dużo gorsza od dziennej. Porusza się na motocyklach i okrzyknięto ją (a może sama się tak nazwała?) gangiem. Została zorganizowana trochę na wzór amerykańskich "Hells Angels", ale jej członkowie, w odróżnieniu od swoich zaoceanicznych pobratymców, są bardzo prorządowi. Reprezentują nurt patriotyczny, podobnie jak nasi kibole piłkarscy, a ich przewodnikiem duchowym, by nie rzec - samcem alfa, jest sam prezydent Władimir Putin.

Rosyjski gang motocyklowy "Nocne wilki" wybiera się do Berlina, gdzie pragnie uczcić wielkie zwycięstwo Armii Czerwonej nad Trzecią Rzeszą. Po drodze przejedzie przez Polskę. Ta wiadomość zelektryzowała media i polityków (głos zabrała m.in. premier Ewa Kopacz, tym razem nie powiedziała, że jest kobietą i w związku z tym zamknie się w domu, i minister obrony Tomasz Siemoniak). Przy okazji ujawniła niespodziewaną cechę Polaków, mianowicie bojaźliwość.

Reklama

Jak wiadomo, już same motocykle i ich jeźdźcy wzbudzają w licznych rodakach przerażenie, czego dowodem są wiadome naklejki na samochodach. A tu chodzi o "gang motocyklowy".

Uuuuuuuuuuu.....

Rosyjski gang motocyklowy.

Jejuuuuuu...

O "Nocne wilki", pupili Władimira Putina.

 Uaaaaaaaaaaaa... Ratuj się kto może!!!

Powszechnie uważa się, że chęć upamiętnienia bohaterskich czynów czerwonoarmistów jest tylko pretekstem. W gruncie rzeczy chodzi o demonstrację siły i bezczelną prowokację. Ba, nie brakuje głosów, że eskapada jest zwiadem i za jakiś czas motocykliści do nas powrócą, ale już w czołgach. Padają też propozycje, jak zapobiec zagrożeniu. Przeważnie radykalne - nie wpuścić, zabronić, zatrzymać i deportować itp.

Ludzie, po co ta panika? Czy nie lepiej zamiast z "Nocnymi wilkami" walczyć, spróbować je obłaskawić tradycyjną polską gościnnością, a przy okazji umożliwić osobiste zapoznanie się z miejscowymi realiami?

Na powitanie, tuż za granicą, zatrzymujemy całą "wilczą" kawalkadę do drobiazgowej kontroli technicznej jej pojazdów. Oczywiście z troski o bezpieczeństwo i zdrowie przybyszy. My sprawdzamy, oni stoją.

Zainstalowane w terenie zabudowanym patrole policji prezentują "Wilkom" zalety ręcznych, rosyjskiej produkcji, mierników prędkości "Iskra". W ramach tzw. mieszanej obserwacji uczestniczącej. To znaczy my "suszymy", oni płacą.

Dla mieszkańców większych miejscowości przejazd rosyjskich motocyklistów może stanowić świetną okazję do okazania niezadowolenia z braku postępu w budowie obwodnic. Jak wiadomo, sprawdzoną formą protestu jest ciągły przemarsz przez przejścia dla pieszych. My chodzimy, oni czekają. I czekają... I czekają... Gdy w końcu ruszą, spotykają tradycyjną "bramę", którą zwykle wita się w Polsce weselników, ale czemu nie uczcić w ten sam sposób wilczej  watahy ze wschodu? Do budowy "bram" warto zaangażować byłych członków Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Radzieckiej. Chyba żaden miłośnik Władimira Putina nie odmówi poczęstunku z rąk takich aktywistów. My częstujemy, oni jedzą i piją. Zwłaszcza piją. A potem trafiają na rutynową kontrolę trzeźwości. I tak dalej...

Nawet najtwardszy potomek weteranów Wielkiej Wojny Ojczyźnianej nie wytrzyma na dłuższą metę podobnego cyklu biesiad, przeszkód terenowych i bliskich spotkań z drogówką. A jeżeli nawet, to nie zdąży dotrzeć do Berlina na 9 maja.

Oczywiście trudno wykluczyć, że "Nocne wilki" okażą się potulnymi barankami. Przejadą przez Polskę nie łamiąc jakichkolwiek przepisów, nie czyniąc zamieszania i politycznych demonstracji, sprawnie i w pełnej abstynencji. Ale czy nie o to przypadkiem by nam chodziło? 

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Zając gdzieś zniknął, czyli rosyjski gang w Polsce

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 504,

przeczytane przez: 14 875 osób Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony