Zgnoić Japończyków!

Jeszcze kilka lat temu naśmiewano się, że od japońskich samochodów ciekawsze jest nawet rozwolnienie. Wyszydzano brak indywidualizmu i to, że poza nudą, pojazdy nie wywoływały absolutnie żadnych emocji.

Zdjęcie

  Pewien elektronik, na oczach kamer, połączył kilka sensorów w samochodzie i za pomocą odpowiedniego rezystora wywołał efekt przyspieszania
/AFP
Świat motoryzacji zmienia się jednak jak w kalejdoskopie. Dziś, na dźwięk słowa Toyota, każde amerykańskie dziecko dostaje ataku paniki, a rodzice wydają ciężkie pieniądze na psychoterapeutów.

Śledząc doniesienia z Ameryki, jesteśmy pełni podziwu dla nadludzkiej odwagi wszystkich właścicieli toyot. Jakże koszmarna musi być świadomość tego, że kupione w dobrej wierze auto, zaprojektowano wyłącznie po to, by przy najbliższej nadarzającej się okazji, uczyniło z nas klientów zakładu pogrzebowego. Przypomnijmy - w toyotach wykryto już usterkę elektronicznego pedału gazu skutkującą tym, że samochody same przyspieszają. Kilka tygodni temu grupa Amerykanów odkryła również, że w ich priusach i lexusach "w czasie hamowania na luźnej lub oblodzonej nawierzchni układ hamulcowy działa z opóźnieniem i przez krótki okres w ogóle nie reaguje."

Reklama

Oczywiście, jeśli tak sformułowany zarzut wyartykułujemy dealerowi jakiejkolwiek marki w Europie, doradca serwisowy w dyplomatyczny sposób wytłumaczy nam, że nasze IQ niewiele odbiega od poziomu akwariowej rybki i postara się przybliżyć zasadę działanie systemu ABS.

W kraju, gdzie dobrym sposobem na zdobycie fortuny jest wsadzenie kota do mikrofalówki i żądanie odszkodowania od wytwórcy sprzętu, "opóźnione działanie hamulców na lodzie" może jednak skończyć się dla producenta bankructwem. W tej sprawie interweniować musiał Ririko Takeuchi - rzecznik prasowy Toyoty, który by załagodzić sytuację zapewnił, że japońska firma "bada możliwość wystąpienia usterki". Ostatecznie, by ostudzić nastroje, Toyota zdecydowała się zmienić oprogramowanie komputera sterującego systemem ABS w priusach i innych hybrydach.

Na tym dramat Toyoty się nie kończy. Amerykańskie media robią wszystko, by pogrążyć wijącą się w bólach firmę. Tamtejsze programy informacyjne obiegła ostatnio wiadomość, że winy za niekontrolowane przyspieszanie samochodów nie ponosi wcale pedał gazu.

Pewien elektronik, na oczach kamer, połączył bowiem kilka sensorów w samochodzie i za pomocą odpowiedniego rezystora wywołał efekt przyspieszania. Toyocie "zebrało się" tym razem za to, że komputer pokładowy nie zarejestrował żadnych błędów, więc teoretycznie, firma może wymigiwać się od odszkodowań. W Stanach znów wybuchła panika.

Problem w tym, że z filmu, o którym mowa nie wynika zupełnie nic, poza tym, że auto faktycznie przyspieszyło. Czy użytkownicy toyot mają więc powody do obaw? Cóż, naukowiec który wywołał opisany efekt wytłumaczył, że w toyocie tundra podłączył rezystor miedzy dwa przewody wychodzące z pedału gazu. Zwarł w ten sposób czujniki, które normalnie, w żaden sposób nie mają prawa się ze sobą zetknąć.

Wywołana do tablicy Toyota wyjaśniła, że nawet jeśli do takiego zwarcia by doszło, to auto samo przyspieszyć nie może. Jeśli do zwarcia dojdzie przy niewielkim oporze, zapali się kontrolka "Check engine", a silnik przejdzie w tryb awaryjny. Jeśli zaś opór będzie duży, znacznie przekraczający zakres pomiarowy, kontrolka się nie zapali, ale silnik będzie działał normalnie, czyli po zdjęciu nogi z gazu, auto zwolni.

Mimo tego, Toyota poprosiła najsławniejszego obecnie w USA elektronika, by przybliżył Japończykom sposób, w jaki doszło do prezentowanego na filmie efektu.

Czemu to wszystko służy? Głęboko dotknięty kryzysem amerykański przemysł motoryzacyjny liczy najwyraźniej na to, że w Japończykach obudzi się tradycja i Toyota wraz z Lexusem popełnią harakiri, zawieszając bądź rezygnując ze sprzedaży na tamtejszym rynku. Medialna nagonka wydaje się więc zrozumiała, ale prawdę mówić to stąpanie po kruchym lodzie. Amerykanie zapominają najwyraźniej, że ludzie z Kraju Kwitnącej Wiśni są niezwykle pracowici i jako jedyni na świecie mają skłonności do najwyższych poświęceń. Niewykluczone, że gdy przyparta do muru Toyota zastosuje w Stanach cenową politykę "kamikadze", zdominowane przez nienasycone związki zawodowe Chrysler, Ford czy General Motors skończą, jak USS Arizona w Pearl Harbor, pociągając za sobą na dno setki osób... Japoński smok, nawet z przetrąconym skrzydłem, wciąż potrafi jeszcze ziać ogniem.

A organizatorzy całej medialnej nagonki zapominają jeszcze o jednym. Że zdecydowana większość sprzedawanych w USA toyot powstaje na amerykańskiej ziemi, a zatrudnieni przy liniach montażowych pracownicy otrzymują wypłaty nie w jenach, a dolarach....

Paweł Rygas

Film z przyspieszającą toyotą:

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Zgnoić Japończyków!

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 100,

przeczytane przez: 150 osób Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony