Znaki w Kielcach wyrosły 4 metry nad drogę

Absurdalny pomysł zarządcy drogi czy błąd firmy stawiającej znaki drogowe? Bo logiki w tym nie ma za grosz.

Zdjęcie

Taki widok czeka kierowców na ulicy Krakowskiej w Kielcach /
Taki widok czeka kierowców na ulicy Krakowskiej w Kielcach
/

Piłkarze ręczni zespołu Vive Tauron Kielce to bez wątpienia wysocy zawodnicy. W składzie niezwykle utytułowanej ekipy są gracze wzrostem przekraczający 2 metry (np. Karol Bielecki czy Piotr Chrapkowski) i chyba tylko wielką sympatią do swojej drużyny należy tłumaczyć sposób, w jaki zarządcy dróg ustawiają znaki w Kielcach, zwłaszcza na ulicy Krakowskiej.

Ulica ta, znajdująca się w ciągu drogi wojewódzkiej nr 762, to wygodna dwujezdniowa arteria, z dopuszczalnymi prędkościami rzędu 70 km/h. W oznakowaniu tej ulicy nie ma nic szczególnego, poza wysokością na jakiej umieszczono znaki informujące o dopuszczalnej prędkości na danym odcinku.

Reklama

Przepisy stanowią w Polsce, iż minimalna wysokość dolnej krawędzi znaku nad jezdnią nie może być mniejsza niż 2 metry. Górnej granicy nie wyznaczono, wychodząc zapewne z prawidłowego założenia, że tą kwestię ureguluje rozsądek. Zarządcy ulicy Krakowskiej w Kielcach chyba tego zabrakło.

O ile skrajnia w poziomie została zachowana, o tyle możemy mieć wątpliwości co do wysokości umieszczenia znaków ograniczających prędkość. Przyjmując, że znak T-27 (popularnie zwany też Agatka) umieszczony jest na przepisowej wysokości, to już znak B-33 (informujący o zakazie przekraczania prędkości 70 km/h) dzielą od jezdni przynajmniej 4 metry.

Mamy spore wątpliwości, czy tak umieszczone znaki są czytelne. Śmiemy nawet twierdzić, że nie. Zjeżdżając ze skrzyżowania kierowcy samochodów osobowych znaku B-33 nie zobaczą. Kierowcy ciężarówek - jak najbardziej. Autobusów również.

Taka sytuacja ma miejsce nie na jednym, ale na kilku skrzyżowaniach, w obu kierunkach i trudno nie oprzeć się wrażeniu, że stawiający te znaki mieli na uwadze chyba tylko wybrane grupy kierowców.

Czy wysokość umieszczenia znaków B-33 można uzasadnić ewentualnym przesłanianiem przez wcześniejszy znak informujący o przejściu dla pieszych (D-6)? Zdecydowanie nie. W tym konkretnym przypadku lepiej było po prostu odsunąć znak o kilka metrów od przejścia dla pieszych zamiast zmuszać kierowców do zadzierania głów. Ani to wygodne, ani to bezpieczne.

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

Skomentuj artykuł: Znaki w Kielcach wyrosły 4 metry nad drogę

Wyróżnij ten komentarz spośród pozostałych, niech zobaczą go wszyscy!

Aby wyróżnić ten komentarz

wyślij SMS o treści KOLOR na numer

7271

I wpisz otrzymany kod w polu poniżej

Ok

Koszt całkowity SMS 2,46 PLN Nota prawna O co chodzi z wyróżnieniem?

Wasze komentarze: 11,

przeczytane przez: 370 osób Dodaj komentarz
przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony