7-latek za kierownicą. Czyżby?

18 lat. Tyle właśnie liczyć musi sobie kandydat na kierowcę, by mógł przystąpić do egzaminu na prawo jazdy.

O to, czy granica wieku jest odpowiednia, od wielu lat toczą się w Polsce spory. Zwolennicy obniżenia poprzeczki, w myśl przysłowia "czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci" podkreślają, że im szybciej zaczniemy naszą motoryzacyjną karierę, tym szybciej nabierzemy niezbędnego doświadczenia.

Przeciwnicy tej teorii słusznie zauważają jednak, że formalna granica pełnoletniości jest równa dla wszystkich, ale nie wszyscy dojrzewają w tym samym czasie. Obniżanie minimalnego wieku uprawniającego do starania się o prawo jazdy może być więc niebezpieczne.

Reklama

Argumenty każdej ze stron wydają się być logiczne, prawdą jest jednak, że takie cechy, jak np. odpowiedzialność kształtują się z wiekiem. Nie każdy 18-latek jest na tyle rozważny, by pozwalać mu samodzielnie prowadzić samochód, co dobrze odzwierciedlają policyjne statystyki wypadków. Niestety, to samo powiedzieć można też o dwudziesto, dwudziestopięcio, trzydziesto czy czterdziestolatkach...

Przykładów nie trzeba wcale długo szukać. W niedzielę policjanci ze Szczygłówka otrzymali zgłoszenie, że na jednej z leśnych dróg stoi rozbite audi. Ślady na miejscu zdarzenia świadczyły o tym, że jego kierowca stracił panowanie nad autem i uderzył w drzewo. Wewnątrz pojazdu nie było nikogo.

Policjanci szybko odnaleźli jednak właściciela auta. 33-latek przyznał, że pozwolił prowadzić samochód swojemu 7-letniemu synowi. Chłopiec na łuku drogi nie opanował auta i lekcja nauki jazdy skończyła się na drzewie. Na szczęście ani młodociany kierowca, ani pasażer nie odnieśli żadnych obrażeń. Policjanci postanowili poddać właściciela auta badaniu alkomatem. Wynik uznać można za "imponujący" - tatuś siedmiolatka miał we krwi ponad dwa promile alkoholu.

Mężczyzna nie został oskarżony o prowadzenie samochodu w stanie nietrzeźwości, za co groziłoby mu do dwóch lat pozbawienia wolności. Nieodpowiedzialnemu ojcu postawiono jednak zarzut narażenia swojego małoletniego syna na utratę życia, zdrowia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Jeśli sąd przychyli się do zarzutów, mężczyzna może nie widzieć się z synem nawet przez najbliższych pięć lat…

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

Reklama

Reklama

przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony