Absurd w Warszawie. 6 fotoradarów na 500 metrach!

Aż sześć fotoradarów pojawić ma się w połowie roku na mierzącym niespełna kilometr (wraz z dojazdami) warszawskim moście Poniatowskiego! Stołeczny ratusz wyda na nie 1,826 mln zł. Absurd polega na tym, że mają one poprawić bezpieczeństwo rowerzystów, którzy... wbrew przepisom, najczęściej pokonują przeprawę chodnikiem!

Zdjęcie

fot. Google Street View /
fot. Google Street View
/
Kontrowersyjne przepisy dotyczące rowerzystów

Ostatnio głośno jest o tragicznych wypadkach z udziałem rowerzystów. Dla ich sprawców trudno znaleźć jakiekolwiek usprawiedliwienie, zwłaszcza gdy uciekają z miejsca zdarzenia, nie udzielając pomocy swoim ofiarom. Z drugiej strony trudno byłoby mi wskazać bardziej kontrowersyjne przepisy niż te,... czytaj więcej

Kierowcy w dużych miastach nie mają już chyba żadnych wątpliwości, że samochody stały się dziś wrogiem numer jeden dla magistratów. Absurdalną politykę obwiniania zmotoryzowanych o całe zło tego świata świetnie obrazuje decyzja warszawskich drogowców, którzy na liczącym dokładnie 506 m moście Poniatowskiego zainstalować chcą aż sześć fotoradarów (po trzy na stronę).

Decyzja w dużej mierze podyktowana jest tragicznym wypadkiem, do jakiego doszło tam 8 września 2018 roku, gdy pod kołami samochodu zginęła 17-letnia rowerzystka.

Reklama

O konieczności modernizacji przeprawy i ukrócenia zapędów kierowców wielokrotnie apelowała m.in. "Gazeta Wyborcza". Sęk w tym, że winną wspomnianego wypadku była sama rowerzystka, a - w opinii biegłych - kierowca nie przekroczył obowiązującego w tym miejscu ograniczenia do 50 km/h. Co więcej, na co wskazują opinie biegłych analizujących zdarzenie, obecność w tym miejscu fotoradaru (a ściślej - sześciu) w żaden sposób nie zmieniłaby przebiegu sytuacji!

Sprawą wypadku z września 2018 roku żyło całe środowisko rowerowych aktywistów. Z ustaleń warszawskiej prokuratury wynika, że tragedia rozegrała się około godziny 18. Trójka jadących rowerami nastolatków, którzy wbrew przepisom pokonywali most po chodniku, mijała dwie idące nim osoby. Dwaj koledzy 17-letniej Anastazji wyprzedzili je tuż przed zwężeniem. Dziewczyna nie zdążyła wykonać takiego manewru i zrównała się z pieszymi w miejscu, gdzie chodnik zaczął się zwężać. W dodatku, co potwierdziły zeznania świadków, w momencie wyprzedzania zaczęła zdejmować sweter, który zaczepił się o rower. Dziewczyna straciła równowagę, zjechała z chodnika i wpadła wprost pod koła nadjeżdżającego renault. 17-latka zginęła na miejscu.

Sprawa wypadku ciągnęła się blisko dwa lata. Siedem miesięcy zajęło biegłym ustalenie przyczyn zdarzenia. Warto podkreślić, że ostatecznie kierowcy nie postawiono żadnych (!) zarzutów. Jechał zgodnie z przepisami, a na reakcję miał... maksymalnie sekundę. To mniej niż wynosi przeciętny czas rozpoczęcia skutecznego hamowania awaryjnego w sytuacjach krytycznych (ok 1,3 s). Mówiąc wprost - biorąc pod uwagę okoliczności, w tym stosunkowo dużą prędkość samej rowerzystki - kierowca nie miał najmniejszych szans na uniknięcie wypadku. Sam most Poniatowskiego ma po dwa pasy ruchu w każdym kierunku. Pomiędzy nimi umieszczono torowiska. Trudno więc mieć za złe rowerzystom, że - chociaż zgodnie z prawem powinni poruszać się prawym pasem jezdni - w obawie o bezpieczeństwo często wybierają chodnik. O tym, że jest to zjawisko nagminne świadczą nawet... zdjęcia z Google Street View. Jakie wnioski wyciągnęli ze zdarzenia warszawscy drogowcy?

Można by się spodziewać, że - skoro rowerzyści i tak wolą poruszać się chodnikiem - najrozsądniejszym wyborem poprawy ich bezpieczeństwa byłoby odseparowanie ruchu samochodowego i rowerowego. Na takie rozwiązanie nie pozwala jednak szerokość samej przeprawy. Wymagałoby to zlikwidowania jednego pasa ruchu dla samochodów, co biorąc pod uwagę natężenie ruchu rowerowego jest - łagodnie mówiąc - pomysłem absurdalnym. Sami rowerzyści od lat apelują o stworzenie przy moście Poniatowskiego osobnej kładki, która mogłaby np. przebiegać bezpośrednio pod jezdnią dla pojazdów. Takie rozwiązanie wymaga z kolei dużych nakładów finansowych...

​Rowerzyści. Święte krowy na drogach?

Władze Strasburga postanowiły wydać zdecydowaną walkę lekceważącym przepisy ruchu drogowego rowerzystom. To wydarzenie zostało uznane za na tyle ważne, że zajął się nim korespondent Polskiego Radia w Paryżu. Dowiedzieliśmy się zatem, że rowerzyści stanowią 5 proc. wszystkich śmiertelnych ofiar... czytaj więcej

W efekcie, mimo że dyskusję o bezpieczeństwie przeprawy wywołał wypadek spowodowany przez rowerzystę, za najskuteczniejsze rozwiązanie problemu uznano "ukaranie" kierowców. W chęci respektowania ograniczeń prędkości nie ma rzecz jasna niczego złego, rodzi się jednak pytanie, czy 1 mln 826 tys. zł, jakie pochłonie montaż na moście (sama przeprawa liczy 506 metrów) sześciu fotoradarów, nie można by spożytkować zdecydowanie lepiej. Np. instalując w tym miejscu barierki oddzielające ruch pieszych i pojazdów. Na stworzenie w ramach chodnika legalnego ciągu rowerowo-pieszego, z uwagi na szerokość przeprawy, raczej nie ma co liczyć, ale montaż barierek można uznać za rozsądne rozwiązanie tymczasowe, zanim nie pojawią się środki na stworzenie wspomnianej kładki.

Warszawski przykład stanowi świetną alegorię całej polityki dotyczącej bezpieczeństwa ruchu drogowego w Polsce. Zamiast szukać rozwiązań kompromisowych, które stanowiłyby realną ochronę dla osób najbardziej narażonych na wypadki, pieniądze często trawione są na "protezy" i "atrapy", których jedyną funkcją jest zapewnienie "dobrego samopoczucia" zarządcom danych odcinków dróg. Takie postępowanie wytrąca argumenty przytaczane przez samych uczestników ruchu i pozwala uciszyć zbulwersowane wypadkami media. A że realny wpływ na poprawę bezpieczeństwa jest, łagodnie rzecz ujmując, marginalny... Trudno. Podstawą sukcesu jest przecież zarządzanie wizerunkiem, a nie rozwiązywanie prawdziwych problemów.

Dowód? Proszę się zastanowić, jaki wpływ miałaby obecność nawet 100 postawionych na 506 metrach przeprawy mostowej fotoradarów na tragedię, jaka rozegrała się we wrześniu 2018 roku? Czy  kierowca, który nie przekroczył prędkości nie przekroczyłby jej jeszcze bardziej? No chyba, że warszawscy drogowcy liczą na to, że kolejni zjeżdżający z chodnika rowerzyści zamiast pod auto, wpadną po prostu na słup od fotoradaru, który może uratować im życie? 

Paweł Rygas

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony