Angielski sposób na fotoradary

Narzekacie na funkcjonujące w Polsce fotoradary? Na bezmyślność policjantów i bezdusznie zbiurokratyzowanych pracowników instytucji, zajmujących się ściganiem i karaniem sprawców wykroczeń drogowych? Może spojrzycie nieco łagodniej na rodzime realia, gdy przeczytacie, co przytrafiło się jednemu z mieszkańców Wielkiej Brytanii.

Zdjęcie

W Anglii też nie lubią płacić mandatów... /
W Anglii też nie lubią płacić mandatów...
/
Niejaki Noweed Parvez, agent nieruchomości, został przyłapany na znacznym przekroczeniu prędkości. Gdy otrzymał zdjęcie z fotoradaru wraz z wezwaniem do zapłaty mandatu i zawiadomieniem o punktach karnych, przestraszył się, że straci prawo jazdy. Zaczął się więc zarzekać, że to nie jego uwieczniła fotka z przydrożnego miernika szybkości.

Indagowany, kto zatem prowadził samochód, podał dane... jednego ze swoich klientów. Prawdziwe nazwisko i datę urodzenia, ale fałszywy adres zamieszkania. Wysyłane tam pisma ze zrozumiałych względów pozostawały bez odpowiedzi. Gdy wreszcie funkcjonariusze policji zdołali dotrzeć  do rzekomego pirata drogowego z żądaniem, by zapłacił zaległy mandat, ten był niezmiernie zdumiony. Argumentował, że utrwalony przez fotoradar samochód to volkswagen golf GTI, dodatkowo oznakowany logo firmy Noweeda Parveza, tymczasem on jeździ seatem leonem. Poza tym na zdjęciu wyraźnie widać, że autem kieruje Azjata, a on jest rdzennym, białym Europejczykiem. Wniosek: nie może mieć nic wspólnego z zarejestrowanym wykroczeniem.

Reklama

Tłumaczenia te na nic się nie zdały i sprawa trafiła do sądu. Prokurator groził Bogu ducha winnemu nieszczęśnikowi karą pozbawienia wolności i słoną grzywną, ponieważ bardzo kosztowne było również dochodzenie, które doprowadziło do ujęcia "sprawcy" wykroczenia. Na szczęście sąd okazał więcej zdrowego rozsądku. Ostatecznie to Noweed Parvez trafić ma za oszustwo do więzienia. Na 12 miesięcy. Jego ofiarę nie specjalnie to jednak pocieszyło. Mężczyzna narzeka, że cała ta historia i walka o odzyskanie dobrego imienia kosztowały go mnóstwo sił i zdrowia. Bezpowrotnie utracił też zaufanie do brytyjskich organów ścigania.

A Noweed Parvez? Cóż, jeżeli będzie miał w celi dostęp do Internetu i kumpla znad Wisły chętnego do pełnienia funkcji tłumacza, będzie mógł przekonać się, jak z podobnymi fotoradarowymi problemami radzą sobie spryciarze w Polsce...  

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony