​Chcesz mieć porządne "ekoauto"? Kup starego diesla!

W prospektach reklamowych nowych aut nie znajdziemy już takich danych, jak przyspieszenie do 100 km/h czy prędkość maksymalna. Nie są potrzebne.

Zdjęcie

Sprawa emisji spalin nie jest taka oczywista... /AFP
Sprawa emisji spalin nie jest taka oczywista...
/AFP
Żadnej "rozsądnej i odpowiedzialnej" dziewczyny nie interesuje już to, w ile sekund twój wypasiony samochód robi setkę. Na ekologiczny kokosowy materac twojego łóżka wskoczy dopiero wtedy, gdy uraczysz ją romantyczną bajeczką o twojej globalnej odpowiedzialności wyrażonej w emisji CO2/km...

Czy ktokolwiek z was zastanawiał się jednak nad tym, jak bardzo proekologiczne są współczesne samochody? Nie? A szkoda.

Pomyślmy... Auto klasy średniej (segment D) z niewielkim turbodoładowanym silnikiem zaprojektowanym zgodnie z doktryną downsizingu emituje dziś (przynajmniej w cyklu pomiarowym, który z tzw. życiem ma bardzo niewiele wspólnego) średnio 140 gramów CO2/km (średnia za rok 2011). Wg prostego przelicznika odpowiada to zużyciu paliwa na poziomie 6 l na 100 km.

 Teraz - jako punkt odniesienia - weźmy, dajmy na to, 20-letniego mercedesa W124 z 2,5-litrowym dieslem. Ten zużywa średnio 7 l oleju napędowego na 100 km, co odpowiada emisji CO2 na poziomie 162 gramów na km. Jedziemy dalej...

Jak przystało na starego, wolnossącego ropniaka owe 7 litrów to wynik REALNY - niezależny od tego czy śmigamy po mieście, autostradzie, w pojedynkę czy z zapakowaną po dach przyczepą kempingową. Stary diesel jest bowiem jak lansowany przez kabaret Mumio "Web Niejadek". Ma swoją, wypracowaną przez lata, normę i - jakkolwiek byśmy się nie starali - "Więcej nie zeżre. Nie ma mowy!".

Na dystansie 1 miliona kilometrów (bo mniej więcej na tyle został zaprojektowany ów W124) wiekowy mercedes wyżłopie 70 000 litrów oleju napędowego i wyemituje do atmosfery 162 000 000 gramów CO2, czyli - przekładając z nudnego "na nasze" - 162 tony. Zakładając roczny przebieg na poziomie 25 tys. km opowiada to okresowi użytkowania wynoszącemu równo... czterdzieści lat.

W124 Diesel 1mln km

Reklama

Dla porównania - milion kilometrów pokonany współczesnym ekologicznym samochodem emitującym do atmosfery 140 gramów CO2/km (co odpowiada zużyciu paliwa na poziomie 6 l/100 km) to 60 000 litrów benzyny lub oleju napędowego, czyli 140 ton dwutlenku węgla wyemitowanego do atmosfery.

Wniosek? Jest progres. W dwie dekady od zakończenia produkcji mercedesa "balerona" - oprócz redukcji tlenków siarki czy cząstek stałych (dzięki nowoczesnym filtrom) - udało nam się zmniejszyć zużycie paliwa (a co za tym idzie emisję CO2) o - mniej więcej - 15 procent.

Tutaj jednak pojawia się problem, którego ekolodzy (bo nie sposób podejrzewać o to producentów aut) zupełnie nie dostrzegają. Wykonane wg najnowszych osiągnięć techniki nowoczesne auta cechują się zatrważająco krótką żywotnością. Już dziś śmiało stwierdzić można, że mało które wytrzyma więcej niż 300 tys. km, a biorąc pod uwagę poważne problemy przy przebiegach rzędu 50 tys. km. można się spodziewać, że z czasem na pokonanie dystansu 100 km, zużywać będą więcej oleju silnikowego niż benzyny...

Nie jest tajemnicą, że żaden z współcześnie produkowanych samochodów nie będzie w stanie pokonać nawet połowy z dystansu, jaki bez problemu przejeżdża śmierdzący ropą diesel z lat osiemdziesiątych. Przy zakładanej żywotności dzisiejszych aut, by przejechać milion kilometrów będziemy potrzebować - co najmniej - trzech samochodów. Co jest oczywiście świetną informacją dla producentów, ale już niekoniecznie - dla środowiska... Wyprodukowanie każdego z nich to - optymistycznie licząc - 5 ton CO2 wyemitowane do atmosfery. Całkowita emisja związana z wyprodukowaniem i użytkowaniem tych pojazdów wyniesie więc 155 ton, czyli zaledwie o 7 ton mniej niż w przypadku wspomnianego, wiekowego merca!

Tutaj zapewne pojawią się głosy, że to i tak dużo, bo warto walczyć o każdy gram, który pozwali uratować misie koala, krety, szczury i ryjówki. Święta racja! Dlatego właśnie, do środowiskowych kosztów eksploatacji i użytkowania TRZECH współczesnych, ekologicznych samochodów należy również doliczyć te związane z ich utylizacją...

Wniosek? Jeśli naprawdę zależy wam na środowisku to zamiast biec do salonu po nowy wóz, lepiej kupcie sobie jakiegoś youngtimera - najlepiej z wolnossącym, żłopiącym ekologiczny olej rzepakowy, dieslem. Tylko nie chwalcie się sąsiadom - służba celna ma gdzieś ekologię...

Kończąc nasz wywód mamy też apel do was, ekologicznie uświadomiona młodzieży. Zamiast strugać pawiana przywiązując się do drzew, spróbujcie nakłonić producentów, by robili swoje - a fe - samochody tak, jak w latach osiemdziesiątych. Samochody, które kupowało się dlatego, że bezawaryjnie pokonywały kolejne setki tysięcy kilometrów, a nie dlatego, że mają kompatybilny z ajfonem osiem komputer, który w sześciu językach powiadomi nas o tym, gdzie jest najbliższa stacja obsługi i co spieprzyło się w tym tygodniu.

Paweł Rygas

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

Reklama

Reklama

przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony