Crazy Frog w Lamborghini, czyli o piracie i policyjnej fantazji

Policja zatrzymała kolejnego nieodpowiedzialnego kierowcę, który zdecydowanie przesadził z prędkością i chwała jej za to. Ktoś jednak z działu prasowego postanowił, zamiast o sprawie po prostu poinformować, pośmieszkować sobie. I oj... ojojoj.

Zdjęcie

Crazy Frog lewitował na wyimaginowanym motocyklu antygrawitacyjnym. Nasz lokalny jeździ żółtym Lamborghini Huracanem /
Crazy Frog lewitował na wyimaginowanym motocyklu antygrawitacyjnym. Nasz lokalny jeździ żółtym Lamborghini Huracanem
/
Tragiczny finał wyścigu między Ferrari i Lamborghini

Historia tego, jak jeden głupi błąd, może mieć straszne konsekwencje. Szczególnie kiedy urządza się wyścigi supersamochodami na publicznych drogach. czytaj więcej

Znacząca podwyżka mandatów, jaka weszła w życie 1 stycznia, miała działać na wyobraźnię piratów drogowych i pohamować ich zapędy do mocnego wciskania gazu. Niestety nie na wszystkich to podziałało. Może dlatego, że nie każdy ma wyobraźnię. Trzeba być niej bowiem zupełnie pozbawionym, żeby przy ograniczeniu do 40 km/h w terenie zabudowanym, jechać 116 km/h.

Tak właśnie zrobił jeden 50-latek, którego zatrzymała policja ze Środy Wielkopolskiej. Jechał niebyle czym, bo Lamborghini Huracanem, którego 610 KM katapultuje ten żółty pocisk włoskiej technologii do wspomnianej prędkości w czasie jakichś 3,4 s. Wbrew jednak pozorom takim autem da się jechać spokojnie i przepisowo. Wystarczy chcieć.

Reklama

Zatrzymany najwyraźniej nie chciał, więc teraz musiał pożegnać się z prawem jazdy na trzy miesiące, zapłacić 2500 zł mandatu i pogodzić się z 10 punktami karnymi, przypisanymi do jego konta. Z jakiegoś powodu stracił również dowód rejestracyjny. Policja nie wyjaśnia dlaczego, a auto na zdjęciach nie zdradza żadnych widocznych usterek, ani nielegalnych modyfikacji.

Na tym historia by się skończyła, ale któryś z funkcjonariuszy (lub pracowników) z komendy w Środzie Wielkopolskiej, postanowił pośmieszkować z całego zajścia na Facebooku. Według niego, zatrzymany kierowca "czuł się przez chwilę jak średzki Crazy Frog". Co ma wspólnego pirat drogowy z bohaterem najbardziej irytującego coveru głównego motywu z "Gliniarza z Beverly Hills", który poszukiwany jest za bycie "najbardziej irytującą rzeczą na świecie" i ucieka na wyimaginowanym antygrawitacyjnym motocyklu? Gdyby ktoś czuł się na siłach rozwiązać tę zagadkę, podsuwamy dla ułatwienia materiał porównawczy do analizy.

Później czytamy w policyjnym komunikacie: "niektórzy twierdzili, że gdy przejeżdżał miastem zwykłe auta przewracały się na bok". 116 km/h to rzeczywiście zawrotna prędkość w terenie zabudowanym, ale chyba nie naddźwiękowa? Dodajmy, że w innym, już pozbawionym śmieszkowania, komunikacie, policjanci ze Środy Wielkopolskiej informują o kierowcy Opla Vivaro, który jechał 106 km/h oraz o kierującym Citroenem Jumperem, któremu zmierzono 123 km/h. One też przewracały inne auta na boki? Był także przypadek auta określonego jako "Mercedes AMG", który jechał 121 km/h. Niektórzy twierdzą, że w Środzie Wielkopolskiej nie ma już samochodów, które stoją na własnych kołach (pauza na pojedyncze parsknięcia wymuszonego śmiechu z głębi sali).

Niejako dopełnieniem tego "humorystycznego" opisu, jest fragment o tym, że Lamborghini "w chwili radarowego pomiaru miało 116 km/h". Tymczasem na zdjęciu widzimy wideorejestrator. Jeśli osoba pisząca te słowa nie rozumie ogromu różnicy między tymi dwoma urządzeniami, to mamy nadzieję, że sama nigdy nie zajmowała się wykonywaniem pomiarów prędkości. Ale i tak polecamy doszkolenie się w tym zakresie. Nie jest to pierwszy przypadek, w którym osoba odpowiedzialna za policyjny komunikat nie ma pojęcia o działaniu urządzeń mierzących prędkość. A to wygląda jeszcze gorzej niż czerstwy humor.

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl

Reklama

Reklama

przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony