Czy na polskich drogach jest coraz więcej agresji?
We Wrocławiu doszło do kolizji roweru z taksówką. W sumie niegroźnej, lecz obaj jej uczestnicy, czyli rowerzysta i taksówkarz, wdali się w pyskówkę. Po wymianie zdań, kierowca ruszył w pościg za oddalającym się cyklistą. Ścigał go parkowymi alejkami, dogonił, potrącił i, według biegłego i zeznań jednego ze świadków, celowo po nim przejechał.
W Krakowie w wypadku taksówki zginął jej kierowca. Pojazd był wyposażony w rejestrator dźwięku, którego zapis, jak donoszą media, wskazuje, że między taksówkarzem a dwójką wiezionych przez niego pasażerów doszło do awantury. Kierowca postanowił zmienić trasę i pojechać razem z klientami na komisariat policji. Wkrótce jego samochód zjechał na przeciwny pas ruchu i uderzył w drzewo. Z tragicznym skutkiem.
Również w Krakowie kamera nagrała pewnego mężczyznę, który przechodząc obok jednego z biurowców, ni stąd ni zowąd przewrócił motocykl, zaparkowany przed budynkiem. Wcześniej zarysował dwa samochody.
Czy rzeczywiście wśród użytkowników polskich dróg w ostatnim czasie narasta agresja? Jeżeli tak, to jaka jest przyczyna tego rodzaju zachowań? Gwałtowny wzrost liczby pojazdów, korki w miastach, konflikty wynikłe z nieuniknionych, bliskich kontaktów uczestników ruchu, samochodów z jednośladami? Używki, często o mocno pobudzającym charakterze, po które sięgają kierowcy i piesi? Zmienna pogoda, a co za tym idzie niekorzystny biomet i wahania nastrojów? Ogólna sytuacja w kraju i związane z tym nieustanne napięcie, które źle wpływa na ludzką psychikę? Jeden z moich kolegów twierdzi, że jeździłoby się nam dużo spokojniej, a i wypadków byłoby znacznie mniej, gdyby Polacy więcej zarabiali. A tak wciąż muszą się gdzieś spieszyć, późno kończą pracę, wychodzą z niej wkurzeni, co przekłada się na zachowania za kierownicą. Teza śmiała, lecz kto wie, czy nie pozbawiona sensu.
A może rację mają ci, którzy twierdzą, że poziom agresji na drogach z biegiem lat się nie zmienia, tylko teraz, dzięki mediom, internetowi, upowszechnieniu kamerek montowanych w samochodach, do opinii publicznej przenika więcej niż dawniej informacji na ten temat?
Prawdę mówiąc nie wiem, co o tym wszystkim sądzić. Osobiście nie wykazuję jakichkolwiek cech "szeryfa drogowego", nie mam skłonności do pouczania innych uczestników ruchu, samodzielnego wymierzania sprawiedliwości za ich faktyczne czy rzekome przewinienia. Szczęśliwie nigdy nie byłem też ofiarą ani nawet świadkiem tego typu zachowań. Z drugiej strony opisane na wstępie wydarzenia bulwersują. W sieci można znaleźć liczne nagrania, dokumentujące wiele innych niemiłych incydentów - kłótni, bójek, złośliwej dewastacji cudzych pojazdów itp.
Do ciekawych wniosków prowadzi analiza wyników tegorocznego Europejskiego Barometru Odpowiedzialnej Jazdy. Ankieterzy, pracujący na zlecenie fundacji VINCI Autoroutes, przepytali prawie 12,5 tys. kierowców z 11 europejskich krajów, w tym 1000 osób z Polski. 52 proc. rodaków przyznało się do nieuzasadnionego trąbienia na denerwujących ich innych uczestników ruchu. 36 proc. nie waha się, by wysiąść z samochodu i rozmówić z innym kierowcą. 41 proc. zdarza się obrzucić współużytkowników dróg wyzwiskami. Jednocześnie zaledwie 1 proc. zmotoryzowanych Polaków postrzega siebie jako agresywnych, nieodpowiedzialnych lub stwarzających zagrożenie.
Jesteście zaskoczeni taką radykalną niespójnością odpowiedzi? No cóż, zatrzymany przez policję wrocławski taksówkarz łkał przed kamerą i przekonywał, że nie chciał nikogo zabić, zawsze jeździ zgodnie z przepisami, a to, co się stało, to po prostu zwykły wypadek...
Autorem tekstu jest czytelnik o pseudonimie CLACKSON. Jeżeli chcesz przeczytać więcej jego tekstów, kliknij w poniższy avatar.
Także i ty możesz podzielić się tutaj swoimi przemyśleniami. Szczegóły TUTAJ.
Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem
Autor:
Reklama
Reklama
Masz ciekawy temat? Coś Cię drażni? Chcesz coś zmienić?
Napisz do nas