Dożywocie dla sprawcy wypadku?

Niemcy, Hamburg. Dwa lata temu pewien 24-letni wówczas mężczyzna ukradł taksówkę i uciekając przed policją doprowadził do czołowego zderzenia z innym pojazdem. Był pijany, nie miał prawa jazdy, pędził przez miasto z ogromną prędkością, momentami sięgającą 150 km/h. W wypadku zginęła jedna osoba, a dwie zostały ciężko ranne. Sprawca tragedii stanął przed sądem, który skazał go na dożywocie.

Zdjęcie

fot. ilustracyjne /GRZEGORZ DEMBINSKI/POLSKA PRESS /East News
fot. ilustracyjne
/GRZEGORZ DEMBINSKI/POLSKA PRESS /East News

 Za zabójstwo i podwójne usiłowanie zabójstwa. Wyrok ten został właśnie uprawomocniony przez Federalny Trybunał Sprawiedliwości. Tak surowa kara na pewno spodoba się znacznej części opinii publicznej, również w Polsce. Ludziom, którzy hołdują babilońskim zasadom sprawiedliwości: oko za oko, ząb za ząb, życie za życie. Czy nie jest jednak zbyt okrutna?  

Przypomnijmy, że przed rokiem ten sam Trybunał uchylił wyrok sądu, skazujący na dożywocie dwóch młodych uczestników nielegalnych wyścigów samochodowych, którzy na ulicach Berlina spowodowali śmierć przypadkowego, prawidłowo jadącego kierowcy. Uznał wówczas, że nie udowodniono im zamiaru zabójstwa.

Reklama

Pijany pirat drogowy traci panowanie nad kierownicą, wpada na chodnik i masakruje idącą nim rodzinę... Odurzony narkotykami kierowca bez prawa jazdy zabija na przejściu dla pieszych matkę z dzieckiem... Każde tego rodzaju zdarzenie bulwersuje. Tłum, który dzisiaj ma zazwyczaj postać rzeszy anonimowych internautów, domaga się natychmiastowego przywrócenia kary śmierci. Najbardziej wyrozumiali autorzy komentarzy oczekują, że winowajca tragedii "zgnije za kratami". Można takie bezkompromisowe postawy, często dyktowane emocjami, zrozumieć. Trudno też dziwić się oburzeniu zadziwiającą wielkodusznością Temidy wobec niektórych sprawców tragicznych wypadków drogowych. Z drugiej strony zupełnie nie przekonuje mnie stawianie znaku równości między psychopatą, który zwabia do swojego mieszkania kobietę, przetrzymuje ją tam, dręczy, torturuje, gwałci, a w końcu bestialsko morduje, z kimś, kto przez  głupotę, nadużywanie alkoholu, nadmierną brawurę, przecenianie własnych umiejętności, często z dodatkowym udziałem fatalnego zbiegu okoliczności, doprowadza do tragedii na drodze. Czy rzeczywiście obaj zasługują na tę samą, maksymalną we współczesnym europejskim systemie prawnym karę, czyli dożywotnie pozbawienie wolności?

"W nieodpowiedzialnych rękach samochód staje się narzędziem zbrodni" - grzmią zwolennicy radykalnego zaostrzenia sankcji wobec sprawców wypadków drogowych. Czy oznacza to, że powinniśmy nie sprzedawać aut, a w konsekwencji także noży, siekier, stalowych rur i wszelkich innych przedmiotów, które można wykorzystać do zabijania? Po to, by nie trafiły do nieodpowiedzialnych rąk?

Niedawno w Ołtarzewie pod Warszawą uciekający przed policją kierowca BMW rozbił się na drzewie. Zginął i on, i siedzący obok niego pasażer. Czy gdyby przeżył, powinien stanąć przed sądem pod zarzutem zabójstwa? Czy w każdym kierowcy mamy widzieć potencjalnego mordercę? Czy każdy siada za kierownicę z "zamiarem ewentualnym" złego uczynku? Czy nie każdemu przecież może przytrafić się chwila nieuwagi, każdy może znaleźć się w niewłaściwym czasie i w niewłaściwym miejscu, stając się się mimowolnym sprawcą drogowej tragedii?

Pytań jest wiele. Przestrzegałbym przed sięganiem po łatwe odpowiedzi.

Autorem tekstu jest czytelnik o pseudonimie CLACKSON. Jeżeli chcesz przeczytać więcej jego tekstów, kliknij w poniższy avatar.

Także i ty możesz podzielić się tutaj swoimi przemyśleniami.  Szczegóły TUTAJ.   

Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

poboczem.pl
Autor:

Reklama

Reklama

przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony