Dziesięć drogowych niespodzianek

​Gładki asfalt, czytelne, racjonalne oznakowanie, bezpieczne skrzyżowania, obwodnice omijające większość miejscowości, chodniki wszędzie tam, gdzie są potrzebne, ruch lokalny oddzielony od tranzytowego... Tak wyglądają drogi w cywilizowanych rejonach Europy.

Zdjęcie

Dziury to niespodzianka nr 1 polskich dróg /poboczem.pl
Dziury to niespodzianka nr 1 polskich dróg
/poboczem.pl

Nic dziwnego, że kierowcy z Polski, wyrwani czasowo z realiów, w których funkcjonują na co dzień, czują się na nich nieswojo. Powodują wypadki, zasypiając za kierownicą. Nie tylko z przemęczenia - także z nudów! No bo jak się nie nudzić, gdy mijają długie godziny spędzone w trasie i nic się nie dzieje. Ciśnienie krwi w normie, miarowa akcja serca, ręce nie potnieją, zęby nie zgrzytają. Pełny relaks, który skutkuje obniżeniem koncentracji, może wywoływać senność, a stąd już tylko krok do nieszczęścia.

Reklama

W kraju ojczystym jest zupełnie inaczej. Tutaj za kółkiem nikt się nie nudzi. Niby każdy wie dlaczego, ale z wrodzonego zamiłowania do porządku spróbujemy usystematyzować tę wiedzę, wyliczając niespodzianki, na które możemy natknąć się, podróżując samochodem po polskich drogach.

1. Dziury

Oczywista oczywistość. Zjawisko tak powszechne, że aż nie warte uwagi. Są jednak dziury szczególne, wybitne, nad którymi trudno przejść, a właściwie przejechać do porządku dziennego. I to nie bynajmniej z powodu ich gabarytów czy usytuowania. Głęboka wyrwa na środku gminnej arterii, utrzymywana latami z braku środków na jej załatanie, oznaczona wciąż przewracanym brudnym pachołkiem, to banalny element rodzimego pejzażu komunikacyjnego. Nie budzi większych emocji. W przeciwieństwie na przykład do odkrytych niedawno szczelin w nowych  autostradach. Media zwietrzyły nośny temat i natychmiast napadły na wykonawców autostradowych nawierzchni, obwiniając ich o partactwo. A ci stulili uszy i przyjęli wszystkie ciosy na szczękę i wątrobę. Zamiast spokojnie wytłumaczyć, że szczelinowanie autostrad jest najnowszym osiągnięciem myśli technicznej w drogownictwie. Przerwy w ciągłości asfaltu odgrywają rolę dylatacji i będą zapobiegać o wiele groźniejszym pęknięciom, spowodowanym różnicą temperatur między latem a zimą. Poza tym sprzyjają bezpieczeństwu ruchu, gdyż zastępują instalowane w autach kosztowne urządzenia, kontrolujące czujność kierowców. Jadąc po szczelinach, na pewno nie zaśniesz.

2. Pijani piesi.

Spotykani zarówno w sytuacjach statycznych, jak i dynamicznych. W pierwszym z wymienionych przypadków mamy do czynienia z dwiema zasadniczymi podgrupami: jedną tworzą pijacy horyzontalni, a zatem leżący na jezdni, drugą pijacy wertykalni,  zachowujący, niekiedy z wyraźnym wysiłkiem, pozycję stojącą. Istnieje również podgrupa pośrednia - pijacy semihoryzontalni (niektórzy badacze bardziej skłaniają się ku określeniu: semiwertykalni), czyli siedzący, klęczący lub trwający w pozycji kucznej. Pijak w sytuacji dynamicznej wyskakuje, wymachując rękami, na środek drogi. Prawdopodobnie liczy, że załapie się na tzw. stopa. Zdarza się, że podwózkę zapewni mu dopiero karetka pogotowia ratunkowego.

3. Piesi trzeźwi.

W niektórych rejonach kraju kategoria nader rzadko występująca, ograniczająca się właściwie do dzieci i części populacji żeńskiej. Pieszy trzeźwy maszeruje drogą lub poboczem często z konieczności, czytaj: braku chodnika. Pozostaje przy tym w błogim przekonaniu, że skoro wieczorem doskonale widzi światła nadjeżdżających samochodów, więc jest równie dobrze widziany przez ich kierowców. Dlatego             nie dba o umieszczenie na swym ciemnym ubraniu (w Polsce nader popularnym, ze względu na rzadszą potrzebę prania) jakichkolwiek elementów odblaskowych. Na  traktach uznawanych często niesłusznie za drogi szybkiego ruchu, jak choćby osławiona zakopianka, spotyka się desperatów, przemykających w poprzek jezdni pomiędzy pędzącymi pojazdami, np. w celu dotarcia na skróty do położonego po przeciwległej stronie przystanku autobusowego. Niech Opatrzność zawsze ma ich w swojej opiece...

4. Pijani kierowcy.

Kiedyś plagą polskich dróg byli pijani furmani. Ich dzieci i wnuki zamieniły konie żywe na mechaniczne, ale pozostały przy nawykach przodków. Z policyjnych statystyk i badań opinii publicznej wynika, że znaczący odsetek rodaków nie widzi nic nagannego w prowadzeniu pojazdu po kilku głębszych. Najgorsze jest to, że pijanego kierowcę trudno na drodze zidentyfikować i zlokalizować. Są tacy, którzy po zatankowaniu promili do krwi odnajdują w sobie ducha mistrza Formuły 1, ale  też i tacy, którzy po pijaku jeżdżą dużo wolniej i ostrożniej niż na trzeźwo.

5. Zwierzęta.

W Skandynawii największym zagrożeniem jest zwierzyna leśna. Na Wschodzie i Południu można natknąć się na wlokące się nocą środkiem nieoświetlonej drogi stado bydła. U nas najłatwiej o bliskie spotkania z drobnymi zwierzętami domowymi. Jesteśmy chyba krajem o najwyższym w Europie wskaźniku, obrazującym liczbę zabitych przez pojazdy mechaniczne kotów, przypadających na jeden kilometr drogi. Psy na polskiej wsi wciąż są trzymane na łańcuchach. Może dlatego rzadziej padają ofiarą wypadków drogowych. Ograniczenie wolności ma, jak widać, również swoje zalety.

6. Policjanci.

Stali na poboczu i "suszyli". A ponieważ "wysuszyli", więc jeden z nich, ten odważniejszy, a może mniej lubiany na komendzie, więc wysyłany do zadań szczególnie niebezpiecznych, wyskakuje z lizakiem na środek drogi, aby zatrzymać przyłapanego na zbyt szybkiej jeździe delikwenta. Jak się to może skończyć? Patrz: pijany pieszy w sytuacji dynamicznej.

7. Fotoradary.

A częściej fotoradarowe wydmuszki, czyli maszty z pustymi pojemnikami. Niektóre są w takim stanie, że chyba nawet najstrachliwszy kierowca nie uwierzy, że wnętrze odrapanego pudła może skrywać miernik prędkości. Zapowiadano, że atrapy fotoradarów znikną z naszego drogowego krajobrazu. Na razie nie widać jednak żadnych zmian. Już dawno postulowaliśmy, by usunięcie tych dziwolągów  powierzyć kierowcom, których fotoradary pozbawiły prawa jazdy. Wywiążą się z tego zadania błyskawicznie i całkiem za darmo.

8. Znaki-widma.

Jedziesz prostą jak strzelił drogą i nagle, w szczerym polu, spotykasz znak z ograniczeniem prędkości do 50 kilometrów na godzinę. Zastanawiasz się, co za dureń i po co go ustawił, aż tu nagle... Patrz punkt 6.

9. Maszyny rolnicze.

Letnim wieczorem na wąskiej drodze spotkać powracający do bazy po zakończeniu robót polowych nieoświetlony kombajn "Bizon"... Niezapomniane przeżycie. Z naciskiem na słowo: "przeżycie".

10. Roboty drogowe.

Niby nie ma na co narzekać. To przecież dobrze, że tyle się w Polsce remontuje i buduje. Tylko dlaczego tak długo? Dlaczego tak powszechny jest widok robotników wspartych o łopaty, palących papierosy lub wałęsających się bez celu?

*

Powyższe zestawienie drogowych niespodzianek nie jest oczywiście kompletne. Jeżeli chcielibyście je uzupełnić w oparciu o własne doświadczenia i obserwacje - zapraszamy.

              


Artykuł pochodzi z kategorii: Naszym zdaniem

Autor:

Reklama

Reklama

przejdź do nawigacji
przejdź na początek strony